Chemia i Biznes

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności Cookies"

Rozumiem i zgadzam się

Konfiguracja makiety

Rozwijajmy własną produkcję tworzyw biodegradowalnych - Stanisław Słomkowski

2014-04-16

O znaczeniu tworzyw biodegradowalnych, rynku biotworzyw oraz zainteresowaniem nimi w Polsce rozmawiamy z kierownikiem projektu naukowego BIOPOL i profesorem Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych PAN w Łodzi.

Projekt BIOPOL dąży do zaspokojenia potrzeb związanych ze stosowaniem tworzyw biodegradowalnych. Jak duże jest w tej chwili to zapotrzebowanie w Polsce? Czy ze strony polskich przetwórców tworzyw jest w ogóle zainteresowanie sięganiem po inne surowce niż ropopochodne?
Od momentu, gdy projekt zaczął być realizowany zwracają się do nas firmy zainteresowane bezpośrednim wykorzystaniem tego rodzaju polimerów, w tym firmy chemiczne i opakowaniowe, a także firmy z przemysłu spożywczego, które chciałyby takie polimery produkować. Są to spółki zainteresowane sprawdzeniem ekonomicznych parametrów, tak by mieć wiedzę, co w ogóle może być przydatne w ich działalności.

Jest to zatem obustronne badanie rynku. Producenci opakowań cały czas martwią się, czy będą mieli dostawców takich polimerów. Potencjalni producenci polimerów obawiają się z kolei, czy znajdą odbiorców dla swej oferty. My zaś, jako Centrum Badań Molekularnych i Makromolekularnych, jesteśmy inicjatorem tych spotkań.

Czy zainteresowanie ze strony firm jest tak duże, jak się Państwo spodziewali w momencie rozpoczęcia projektu?
W przypadku dużych przedsięwzięć w obszarze chemii zainteresowanie nie może być jasno sprecyzowane i mieścić się w kategoriach np. projektu trzyletniego, po którym następuje produkcja, jeśli w grę wchodzi sytuacja, gdy potrzebna jest duża instalacja. Wprawdzie państwo poprzez fundusze POIG przeznaczyło na projekt 43 mln zł, to jednak firma, która zdecyduje się na produkcję w oparciu o dostarczoną przez nas technologię, będzie musiała zainwestować 200-300 mln zł na postawienie instalacji. Pocieszający jest jednak fakt, że znajdują się w Polsce firmy chemiczne, które wprawdzie przez lata ograniczyły, albo wręcz zlikwidowały własne ośrodki badawcze i kupują licencje zagranicą, ale obecnie zgłosiły się do nas.

Na jakim etapie jest projekt?
Zostanie on zakończony złożeniem sprawozdania, co nastąpi do końca maja tego roku. Wszelkie prace merytorycznie skończyliśmy jednak już w marcu. Tym samym projekt jest praktycznie sfinalizowany. W jego ramach wybudowano dwa ciągi instalacji, czyli modelowe instalacje badawcze. Pierwszy z nich powstał w hali technologicznej Wydziału Chemicznego Politechniki Warszawskiej i dotyczy syntezy polilaktydów. Drugi ciąg instalacji mieści się w Instytucie Biopolimerów i Włókien Chemicznych w Łodzi. W jego ramach opracowano technologię wytwarzania alifatyczno-aromatycznego biodegradowalnego poliestru. Te dwie grupy polimerów są od siebie współzależne. Na świecie istnieje już oferowany przez koncern BASF produkt Ecovio, zawierający polilaktyd i pewne poliestry aromatyczno – alifatyczne. My jednak posiadamy własne patenty, które są niezależne od tego, co oferuje BASF. Jesteśmy zdania, że będzie można przedstawić na rynku produkty umożliwiające zastępowanie polimerów i to także w obszarach, w których aktualnie sięga się po Ecovio.

 

Co stanowiło największe wyzwanie w kontekście realizacji projektu BIOPOL?
Był to zdecydowany nadmiar pracy administracyjnej. Tak szczegółowa sprawozdawczość, jakiej jesteśmy poddawani nie ma, moim zdaniem, żadnego uzasadnienia. Nikt z Ministerstwa Gospodarki, mimo naszych apeli, nie zainteresował się też merytorycznym postępem prac oraz ich efektywnością. To oznacza, że w Polsce projekty mogą być idealnie realizowane od strony formalnej i nie wnosić wystarczających wartości pod względem innowacji, gdyż nikt się tym aspektem nie interesuje.

Jeszcze jedną trudnością był fakt, że wszystkie przedsięwzięcia, które dotyczą polimerów i surowców bioodnawialnych wymagają skojarzonego ze sobą ciągu technologicznego. Żadna instalacja nie może być odizolowana. W Polsce taki ciąg istnieje, ale został on zaprojektowany, na skutek różnego rodzaju mechanizmów państwowych, od końca. Nasz projekt, dotyczący polimerów, trwa od kilku lat. Tymczasem projekt poświęcony wytwarzaniu monomerów do tych polimerów ruszył niedawno, a projekt wytwarzania monomeru z biomasy trwa wprawdzie od pewnego czasu, ale i tak jest na etapie podstawowym. Nie tak to być powinno.

Czy zakończenie z sukcesem projektu BIOPOL może w zauważalny sposób wpłynąć na kształt polskiego rynku tworzyw?
Może mieć duży wpływ na krajowy rynek, ale tylko pod warunkiem, że prace będą kontynuowane oraz rozwijane wspólnie z innymi projektami POIG. Nie będzie miał z kolei żadnego wpływu, jeżeli prace skończą się tuż po formalnym zamknięciu projektu. Nie wolno dopuścić do sytuacji, w której wybudowane instalacje zamienią się w pomniki ich twórców. Musi być kontynuowany projekt wytwarzania monomerów, z których otrzymywane są polimery.

CBMM przygotowuje już wniosek o projekt będący następstwem BIOPOL. Ma on dostarczyć środków na zakup monomerów i wytwarzanie partii polimerów do wstępnych prób potrzebnych do zbudowania instalacji przez różnych odbiorców przemysłowych. Jest to nasza odpowiedź na inicjatywę, w ramach której przy nowych projektach innowacyjnych współfinansowanych ze środków europejskich pieniądze mają trafiać poprzez przemysł do instytucji badawczych. To firma składa wniosek i włącza w niego instytucję badawczą. To wielka zmiana; do tej pory pieniądze wędrowały do instytucji, która potem zastanawiała się, jak dany projekt połączyć z przemysłem.

Jak przedstawia się sytuacja światowego rynku polilaktydu?
Jest bardzo złożona. Firmy produkujące monomery do tworzenia polilaktydu – może za wyjątkiem działających na chińskim rynku – są jednocześnie producentami samego polilaktydu, co w prosty sposób tworzy monopol. W efekcie proponowany jest monomer w cenie wyższej niż cena polimeru, który ta sama firma produkuje z tego monomeru.

Największym globalnym producentem biopolimerów jest firma NatureWorks, utworzona przez amerykański Cargill.

W Polsce, na Politechnice Warszawskiej, toczą się prace nad opracowaniem technologii wytwarzania laktydów z kwasu mlekowego. Celem jest stworzenie technologii wytwarzania cyklicznych diestrów kwasu mlekowego, które są kluczowymi monomerami w syntezie polilaktydów oraz innych biodegradowalnych materiałów polimerowych.

O ile droższe z punktu widzenia przetwórców jest sięganie po biodegradowalne polimery zamiast tradycyjnych polimerów?
Ceny, jeśli chodzi o przetwórstwo, już się do siebie zbliżają. Polimery biodegradowalne są wprawdzie droższe od konwencjonalnych, ale nie tak bardzo jak kiedyś. Różnica wynosi 10-15%. Wciąż trwają dyskusje nad wprowadzeniem unijnych lub amerykańskich dyrektyw, które zapewniłyby efektywność utylizacji produktów biopolimerowych. W sytuacji, gdy mamy do czynienia z polimerami, które po kompostowaniu rozkładają się na kompost i to w takich warunkach, że jest to proces nieszkodliwy, otwierają się drogi konkurencyjne dla recyklingu. Z danych wynika, że odsetek selektywnej zbiórki w przypadku toreb biodegradowalnych wynosi jedynie 5%; folii, głównie LDPE – 10%; butelek i innych pojemników – 25% i jedynie dla HDPE używanego do wytwarzania opakowań przemysłowych – 100%. Jest to jednak wyjątek, gdyż istnieje po prostu znakomicie zorganizowany przez przemysł system zbiórki. Pomimo ciągłej poprawy, a sądzi się, że wkrótce zbiórce będzie podlegać ok. 25% tworzyw, w dalszym ciągu ogromna ich część nie podlega recyklingowi.

 

Jak długo zatem utrzymywać się będzie sytuacja rynkowej niekonkurencyjności, jeśli chodzi o cenę tradycyjnych tworzyw i biotworzyw?
Nie umiem tego przewidzieć, ale warto zwrócić uwagę na uwarunkowania związane z ropą naftową. Nie chodzi nawet o ryzyko wyczerpywania się zasobów ropy naftowej, bo to nie do końca prawda. Z każdym rokiem granica wyczerpywania się przesuwa się w przyszłość. Prawdziwym problemem jest jednak to, że zasoby ropy rozłożone są bardzo nierównomiernie, co powoduje komplikacje polityczne. Nieszczęściem jest również to, że polimery ropopochodne powstają z tego samego surowca, co surowce energetyczne, np. benzyna i oleje: napędowy oraz opałowy.

Do produkcji polimerów wykorzystuje się mniej niż 5% ropy naftowej, ale ceny dla tworzyw są dokładnie takie same, co dla surowców energetycznych. W efekcie mniejsze państwa, będące dostawcami ropy, podlegają naciskowi większych, a silne i dysponujące ropą chcą ją wykorzystywać, jako element nacisku politycznego. Od lat 70. ubiegłego wieku ceny ropy naftowej wzrosły z poziomu 2 dol. za baryłkę do ponad 100 dol. Co gorsze, ceny te gwałtownie się zmieniają, w zakresie 60-100 dol. za baryłkę, w zależności od wydarzeń geopolitycznych.

Co to wszystko oznacza? Jeśli ktoś planuje produkcję tworzyw sztucznych, to spotyka się z nieprzewidywalnością ceny podstawowego surowca i to na przestrzeni tego samego roku. Jak zatem sporządzać plan ekonomiczny? To pokazuje, jak trudno prognozować ceny tworzyw sztucznych.

Od lat w przestrzeni publicznej funkcjonuje zarzut, że wprawdzie stosowanie przy wytwarzaniu biodegradowalnych polimerów surowców odnawialnych pochodzenia naturalnego ogranicza wyczerpywanie się zasobów ropy naftowej, ale przy okazji skutkuje też niewłaściwym wykorzystywaniem produktów rolnych. Wielu twierdzi, że nie wolno – w uproszczeniu – marnotrawić żywności, w sytuacji gdy w wielu miejscach panuje głód.
Jeżeli sprawa wyżywienia oraz konkurencyjności biopaliw i tworzyw z surowców odnawialnych jest źle stawiana, to może przynieść wspomniane szkody i wywołać rywalizację między obydwiema stronami. Mówiąc inaczej, jeżeli wyeliminuje się, ze względu na ceny, lokalne rolnictwo w krajach niezamożnych i postawi tam na produkcję np. trzciny cukrowej – etanol i laktydy mogą być produkowane z cukru lub z trzciny cukrowej – to faktycznie spowoduje to komplikacje.

W Polsce jednak ten problem nie występuje, mamy bowiem ustalane przez Komisję Europejską kwoty na produkcję cukru do celów spożywczych i ponad te kwoty cukru na cele spożywcze produkować nie wolno. Nie ma natomiast kwot na produkcję cukru dla celów przemysłowych, więc polscy rolnicy mogą wytwarzać więcej niż jest wymagane na cele spożywcze. Po drugie, przemysł spożywczy, rolny i leśny wytwarza rozmaite odpady, z których można otrzymywać surowiec do produkcji polimerów.

Nie uważam, że w jakimś przewidywalnym okresie znikną tworzywa syntetyczne, ale jestem zdania, że bioodnawialne produkty zajmą istotną część rynku. Będą one powstawać z produkcji nadmiarowej ponad obłożoną kwotami, albo z produkcji odbywającej się w krajach, gdzie wolno wytwarzać więcej produktów żywnościowych. Dla produkcji żywnościowej zagrożeniem zatem nie będą. Jest jeszcze jeden argument przeciw wspomnianym zarzutom. Łatwo można się zorientować, że dostarczanie żywności państwom biednym jest bardzo potrzebne, jako incydentalna forma pomocy, ale jednocześnie bardzo złe, jako długotrwała praktyka, gdyż uzależnia wówczas żywnościowo ubogie państwa.


CAŁY WYWIAD ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 2/2014 "CHEMII I BIZNESU". ZAPRASZAMY.



Sodium Group Investments Limitedsystemy ociepleńkawernyHydro-VacuumTIWS

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij!

Oddaj swój głos  

Ten artykuł nie został jeszcze oceniony.

Dodaj komentarz

Redakcja Portalu Chemia i Biznes zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu. Twój komentarz wyświetli się zaraz po tym, jak zostanie zatwierdzony przez moderatora. Dziękujemy i zapraszamy do dyskusji!


WięcejNajnowsze

Więcej aktualności





WięcejNajpopularniejsze

Więcej aktualności (192)



WięcejPolecane

Więcej aktualności (97)





WięcejSonda

Czy ceny energii mają wpływ na działalność Twojej firmy?

Zobacz wyniki

WięcejW obiektywie