Jako Łukasiewicz – ICSO “Blachownia” jesteśmy dla polskiego przemysłu chemicznego - Daria Frączak
2025-10-07
O tym, jak funkcjonuje Łukasiewicz – Instytut Ciężkiej Syntezy Organicznej “Blachownia” rozmawiamy z dr inż. Darią Frączak, dyrektor Instytutu.
Jest Pani stosunkowo od niedawna dyrektor Łukasiewicz – ICSO “Blachownia”. Po tych pierwszych miesiącach pracy jaka jest to organizacja z Pani perspektywy? Co Panią zaskoczyło w kontekście działalności instytutu?
Faktycznie, objęłam stanowisko dyrektorki Łukasiewicz – ICSO “Blachownia” w kwietniu tego roku, choć z samym Instytutem jestem związana zawodowo już od wielu lat. Mimo to zupełnie inaczej patrzy się na organizację z perspektywy jej liderki. To doświadczenie intensywne, inspirujące i niosące dużą odpowiedzialność, ale właśnie to daje mi energię do działania.
Z mojej perspektywy Łukasiewicz – ICSO “Blachownia” to przede wszystkim organizacja z ogromnym potencjałem: merytorycznym, technologicznym i ludzkim. Pracują tu fantastyczni eksperci i ekspertki, którzy potrafią prowadzić skomplikowane prace badawczo-rozwojowe, bliskie potrzebom przemysłu i realnym wyzwaniom transformacji gospodarczej. Jesteśmy nie tylko Instytutem z tradycją, ale też partnerem innowacji dla przemysłu chemicznego, zwłaszcza w obszarze recyklingu oraz energetyki zarówno w Polsce, jak i na poziomie europejskim.
Jakie zatem wrażenia Pani towarzyszą, jeśli chodzi o pierwsze miesiące pracy?
Zaskoczyła mnie pozytywnie skala i różnorodność projektów, które prowadzimy: od prac wdrożeniowych z przemysłem, przez działania proinnowacyjne, po ambitne projekty badawcze współfinansowane ze środków publicznych. Myślę, że z zewnątrz nie zawsze widać, jak bardzo jesteśmy zaangażowani w tworzenie rozwiązań dla realnych problemów gospodarczych. To ogromna wartość, którą chcę jeszcze mocniej uwidocznić.
To, co mnie dodatkowo poruszyło to poczucie wspólnoty i odpowiedzialności, jakie panuje w zespole. To nie jest tylko miejsce pracy – to środowisko ludzi, którzy chcą mieć wpływ na otaczający nas świat i wiedzą, że nauka może służyć społeczeństwu i gospodarce. I właśnie to nadaje sens mojej pracy.
Ma Pani za sobą historię pracy w przemyśle, w firmie Clariter. Jak te dwie perspektywy: typowo biznesowa i teraz badawczo-rozwojowa się ze sobą łączą? Więcej jest cech wspólnych, czy jednak widzi Pani, że są to wciąż dwa różne światy?
Rzeczywiście, przez kilkanaście lat byłam zawodowo związana z Clariter – innowacyjnym start-upem wdrażającym technologię recyklingu chemicznego. Kierowałam tam działalnością badawczo-rozwojową, byłam blisko zarówno laboratoriów, jak i pilotażowych oraz demonstracyjnych instalacji i decyzji biznesowych. To była szkoła myślenia „tu i teraz” przy jednoczesnym planowaniu długofalowym, działania w zmiennym otoczeniu, ale i ogromnej determinacji w dochodzeniu do celu.
Dzięki temu doświadczeniu widzę dziś bardzo wyraźnie, jak wielką wartością jest łączenie świata nauki i przemysłu. To nie są dwa osobne byty – to dwa uzupełniające się systemy. I tylko razem mogą naprawdę skutecznie odpowiadać na wyzwania, które stoją przed gospodarką: kryzys klimatyczny, transformacja energetyczna, gospodarka o obiegu zamkniętym czy nowe technologie materiałowe.
Z biznesu wyniosłam nawyk szukania konkretu, efektywności i gotowości do wdrożenia; nie tylko generowania wiedzy, ale przekuwania jej w realne rozwiązania umotywowane finansowo. Z kolei w sektorze B+R dostrzegam ogromną siłę w precyzji, głębokiej analizie i cierpliwości potrzebnej do tego, by zbudować solidne fundamenty dla przyszłości.
Dziś, jako dyrektorka instytutu badawczego Sieci Badawczej Łukasiewicz, staram się działać na styku tych dwóch światów, rozwijać ofertę Instytutu w taki sposób, by była zrozumiała, dostępna i użyteczna dla przedsiębiorców i równocześnie dbać o to, by zachować naukową rzetelność, niezależność myślenia i innowacyjny potencjał naszych zespołów.
Nie mam wątpliwości, że przyszłość należy do tych, którzy potrafią budować mosty między nauką a gospodarką. Chcę, żeby Łukasiewicz – ICSO “Blachownia” był właśnie solidnym mostem, wykazując odwagę w działaniu i orientację na rezultaty.

Co osobiście uważa Pani dzisiaj za największą wartość polskiego przemysłu chemicznego, a co Pani zdaniem wymaga poprawy?
Największą wartością polskiego przemysłu chemicznego są ludzie i ich know-how. To sektor, który nie tylko przetrwał trudne okresy transformacji gospodarczej, ale też zbudował silne kompetencje technologiczne, logistyczne i produkcyjne. Mamy w Polsce fantastycznych inżynierów, technologów, liderów projektów, a także firmy, które potrafią działać w skali globalnej, zachowując przy tym dużą elastyczność operacyjną. Ogromną wartością jest również przemysłowa dojrzałość – umiejętność łączenia stabilności operacyjnej z otwartością na nowe wyzwania, jak dekarbonizacja, cyfryzacja czy transformacja energetyczna. Widzę coraz więcej firm, które nie tylko „reagują” na zmiany, ale zaczynają aktywnie je współkształtować – choćby przez inwestycje w technologie cyrkularne, wykorzystanie surowców odnawialnych, czy efektywność energetyczną.
A co wymaga poprawy?
Przede wszystkim odwaga we wdrażaniu innowacji - szczególnie tych, które pochodzą z krajowego środowiska naukowego. Nadal za rzadko spotykam się z podejściem „zaufajmy naszym badaczom i naszym rozwiązaniom”. Wciąż zbyt wiele pomysłów i technologii utkwiło w laboratoriach, bo brakuje im partnera przemysłowego gotowego na szybkie testowanie i walidację.
Z jednej strony to efekt rosnącej samodzielności firm. Wiele z nich zbudowało własne centra badawczo-rozwojowe i chce rozwijać know-how wewnętrznie, zachowując pełną kontrolę nad własnością intelektualną i rezultatami prac. To zrozumiałe z perspektywy strategii biznesowej.
Z drugiej jednak strony oznacza to niewykorzystany potencjał uczelni i instytutów, które mogłyby działać jako elastyczni i wiarygodni partnerzy rozwoju. Potrzebujemy dziś bardziej otwartego modelu współpracy, opartego nie tylko na zlecaniu usług, ale na wspólnym tworzeniu wartości i zaufaniu instytucjonalnym. Konieczne jest bardziej strategiczne podejście do współpracy między przemysłem a instytutami badawczymi, oparte nie tylko na relacji zleceniodawca – wykonawca, ale na wspólnym planowaniu rozwoju i dzieleniu się ryzykiem.
Przemysł chemiczny stoi dziś przed przełomowymi decyzjami i właśnie teraz potrzebujemy sojuszy na rzecz innowacji, a nie tylko transakcyjnych relacji. Mam jednak w sobie ogromny optymizm, bo widzę, że wśród przedstawicieli polskiej chemii rośnie świadomość tego, że siła jutra leży w zdolności do transformacji już dziś. I to nas bardzo zbliża – jako partnerów – do wspólnego celu.
Jakie są główne cele strategiczne Łukasiewicz – ICSO “Blachownia” na najbliższe lata i w jaki sposób wpisują się one w potrzeby współczesnego przemysłu chemicznego?
Naszym głównym celem strategicznym jest wzmocnienie pozycji rynkowej Instytutu w obszarze innowacyjnych badań i komercjalizacji w zakresie chemii dla przemysłu oraz gospodarki o obiegu zamkniętym. To cel, który w pełni wpisuje się w misję całej Sieci Badawczej Łukasiewicz: dostarczania innowacyjnych rozwiązań dla podmiotów gospodarczych, w oparciu o realne potrzeby rynku i partnerów przemysłowych.
W naszym przypadku to nie jest zmiana kierunku, tylko naturalna kontynuacja specjalizacji, która została wypracowana przez lata. Blisko 85% obecnie realizowanych przez nas badań przemysłowych i prac rozwojowych koncentruje się właśnie na dwóch obszarach: „Chemii dla przemysłu” oraz „Gospodarce o obiegu zamkniętym”. Dlatego to właśnie te kierunki wskazaliśmy jako priorytety na najbliższe lata w naszym Instytucie.
Odpowiadamy w ten sposób na najważniejsze wyzwania współczesnego przemysłu chemicznego: potrzebę zwiększania efektywności surowcowej i energetycznej, dekarbonizacji procesów, rozwoju technologii recyklingu, a także poszukiwania innowacyjnych produktów, które odpowiadają na potrzeby nowych rynków – na przykład kosmetycznego, gdzie widzimy rosnący potencjał rozwoju technologii we współpracy z firmami.
Jednocześnie, obserwując zmieniający się kontekst geopolityczny i potrzeby państwa, rozwijamy trzeci strategiczny kierunek: „Obronność i bezpieczeństwo”. Technologie dual - use i projekty o zastosowaniu obronnym będą coraz istotniejsze w kontekście synergii wewnątrz Sieci Badawczej Łukasiewicz, jak i współpracy międzynarodowej. Chcemy być wtym obszarze partnerem odpowiedzialnym, z jasno zdefiniowanym potencjałem badawczym.
Skąd zatem takie kierunki działań?
Wybór naszych kierunków rozwojunie jest przypadkowy. Został oparty na analizie kompetencji wewnętrznych, ale też komplementarności w ramach Sieci. To przemyślana, systemowa decyzja, która ma zwiększyć naszą skuteczność i trafność działań oraz umocnić współpracę międzyinstytutową w Sieci Badawczej Łukasiewicz.
Nasza misja – „Innowacje chemiczne dla bezpiecznej przyszłości” – to nie hasło marketingowe, ale głęboka deklaracja odpowiedzialności. Rozumiemy ją jako zobowiązanie do wspierania nie tylko rozwoju gospodarczego, ale także ochrony środowiska, zdrowia ludzi i przyszłych pokoleń.
W skrócie: chcemy być tym partnerem, do którego przemysł może przyjść z trudnym wyzwaniem i razem z nami znaleźć rozwiązanie, które naprawdę działa.
W jaki sposób Instytut, ale też inne ośrodki badawczo-rozwojowe radzą sobie z konfliktem między dążeniem do zrównoważonego rozwoju a koniecznością utrzymania konkurencyjności kosztowej dla swoich partnerów przemysłowych? Czy może takiego problemu w ogóle nie ma?
To napięcie rzeczywiście istnieje i byłoby nieuczciwe udawać, że jest inaczej. Wdrażanie rozwiązań zrównoważonych bardzo często wiąże się z wyższymi kosztami początkowymi, dodatkowymi wymogami technologicznymi czy organizacyjnymi. A jednocześnie przedsiębiorcy – szczególnie w sektorach wrażliwych na koszty, takich jak przemysł chemiczny – muszą myśleć o konkurencyjności tu i teraz.
Ale nie traktuję tego jako konfliktu nie do rozwiązania. Wręcz przeciwnie: jest to przestrzeń, w której instytuty badawcze mogą odegrać kluczową rolę.
Naszym zadaniem jest opracowywać takie technologie, które pozwolą firmom osiągać cele środowiskowe i regulacyjne bez utraty konkurencyjności. Przykładowo: nowe surowce, które są tańsze i bardziej dostępne niż tradycyjne; procesy, które zużywają mniej energii i zasobów; produkty, które mają wyższą wartość dodaną i lepszy profil środowiskowy. Zrównoważony rozwój nie musi oznaczać wyższych kosztów, jeśli podejdziemy do tego mądrze, systemowo i odpowiednim wsparciem dla innowacji.
W Łukasiewicz – ICSO “Blachownia” staramy się traktować tę kwestię partnersko i realistycznie. Znamy ograniczenia z jakimi mierzy się przemysł.
Wiemy, że nie wszystko da się wdrożyć od razu. Ale też nie chcemy stać z boku i tylko przyglądać się zmianom. Dlatego oferujemy wsparcie nie tylko technologiczne, ale też doradcze – pomagamy znaleźć optymalną ścieżkę dojścia, np. przez pilotaż, współfinansowanie, walidację technologii w skali pośredniej.
Trzeba jednak szczerze przyznać, że dużym utrudnieniem jest brak spójnego i przewidywalnego otoczenia regulacyjnego. Przemysł potrzebuje jasnych sygnałów w odniesieniu do tego, jakie kierunki są wspierane, w co warto inwestować, jakich standardów można się spodziewać za pięć czy dziesięć lat. Niepewność regulacyjna, a czasem wręcz opieszałość w tworzeniu odpowiednich mechanizmów wsparcia powoduje, że wiele firm wstrzymuje decyzje inwestycyjne, mimo że innowacyjne, proekologiczne rozwiązania są technicznie gotowe.
Tymczasem zrównoważone technologie powinny być wspierane i dofinansowywane na etapie ich rozwoju i początkowego wdrożenia – tak, by mogły się rozwinąć, zostać zoptymalizowane i osiągnąć skalę, która czyni je opłacalnymi. To się po prostu opłaca: zarówno gospodarce, jak i środowisku.
Wierzę, że zrównoważony rozwój stanie się w najbliższych latach kluczowym źródłem przewagi konkurencyjnej – i nie chodzi tu tylko o wizerunek. Firmy, które będą potrafiły działać efektywniej surowcowo, przewidywać zmiany regulacyjne i minimalizować wpływ na środowisko, będą po prostu lepiej przygotowane na przyszłość.
Zamiast konfliktu widzę wyzwanie, które można przekuć w siłę, jeśli tylko będziemy działać razem: nauka, przemysł i państwo jako odpowiedzialny regulator.

Czy są takie obszary B+R, w które Instytut, ale też inne ośrodki tego typu w Polsce powinny się bardziej zaangażować?
Zdecydowanie tak. Widzimy dziś bardzo wyraźnie, że potrzeby przemysłu i społeczeństwa zmieniają się szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a nauka stosowana musi nadążać za tą dynamiką, a nawet ją wyprzedzać.
Z mojej perspektywy są trzy takie obszary, które wymagają większego zaangażowania instytutów badawczych w Polsce zarówno w sensie merytorycznym, jak i organizacyjnym:
Po pierwsze, są to zielone technologie i transformacja energetyczna – to nie tylko moda czy presja regulacyjna, ale absolutna konieczność cywilizacyjna. Potrzebujemy więcej badań nad efektywnymi metodami odzysku surowców, technologiami niskowęglowymi, dekarbonizacją procesów przemysłowych i rozwojem alternatywnych źródeł energii – w tym z biomasy, odpadów czy surowców niekopalnych.
Po drugie, są to technologie krytyczne i strategiczne dla bezpieczeństwa państwa, m.in. projekty dual-use, nowe materiały, technologie cyfrowe czy suwerenność technologiczna w zakresie produkcji chemikaliów i komponentów.
Geopolityka nauczyła nas, że uzależnienie od zewnętrznych źródeł może być bardzo kosztowne także w chemii i przemyśle przetwórczym.
Po trzecie, jest to interdyscyplinarność i komercjalizacja wiedzy. Instytuty muszą jeszcze mocniej postawić na pracę w zespołach mieszanych: naukowcy, inżynierowie, analitycy rynku, specjaliści odskalowania i wdrożeń. Tylko wtedy możemy przejść od pomysłu do produktu. A to wymaga nie tylko inwestycji w infrastrukturę, ale też w ludzi – w kompetencje miękkie, zarządzanie projektami, znajomość biznesu i mechanizmów finansowania innowacji.
Tu właśnie ogromną przewagą jest fakt, że działamy w ramach Sieci Badawczej Łukasiewicz. To wyjątkowa struktura, która pozwala na budowanie interdyscyplinarnych zespołów międzyinstytutowych, szybką wymianę wiedzy i wspólne podejmowanie wyzwań, których pojedynczy instytutnie byłby w stanie udźwignąć. Dzięki temu jesteśmy w stanie dostarczać kompleksowe, systemowe rozwiązania dla przemysłu i odpowiadać nie tylko na jedno pytanie technologiczne, ale rozwiązywać całe problemy procesowe, produktowe czy wdrożeniowe. To ogromny potencjał.
W naszym Instytucie już dziś widać tę zmianę: idziemy w stronę silniejszej orientacji na potrzeby partnerów przemysłowych, krótszy czas reakcji i większą elastyczność. Ale przed nami wszystkimi, jako środowiskiem badawczo-rozwojowym w Polsce, jeszcze sporo do zrobienia, jeśli chcemy być nie tylko zapleczem, ale rzeczywistym silnikiem innowacji i rozwoju gospodarczego.
Jakie są największe osiągnięcia Łukasiewicz – ICSO “Blachownia” w zakresie patentów i prac z potencjałem wdrożeniowym?
Jako instytut wyspecjalizowany w chemii i technologii chemicznej od lat koncentrujemy nasze działania badawczo-rozwojowe na obszarach o wysokim potencjale aplikacyjnym i gospodarczym, i co najważniejsze, przekładamy je na konkretne wdrożenia. Nasza historia to ponad 70 lat współpracy z krajowym i międzynarodowym przemysłem – i to właśnie wdrożenia oraz patenty są dla nas miarą skuteczności.
Możemy się pochwalić liczbą 895 technologii wdrożonych do przemysłu, zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Nasz portfel własności intelektualnej obejmuje 1772 patenty, w tym 59 zagranicznych. Tylko w ubiegłym roku Łukasiewicz – ICSO “Blachownia” otrzymał najwięcej patentów spośród wszystkich instytutów badawczych w Polsce. Według danych Urzędu Patentowego RP, zostaliśmy liderem w tej kategorii.
Co ważne, połowa z tych patentów powstała w obszarze technologii kosmetycznych i detergentowych, których rozwój prowadzimy od ponad pięciu lat pod kierunkiem prof. dr. hab. inż. Tomasza Wasilewskiego oraz dr hab. Zofii Hordyjewicz-Baran. To efekt długofalowej, interdyscyplinarnej pracy Grupy Badawczej Analityka, łączącej wiedzę z zakresu chemii analitycznej, formulacji i potrzeb rynku kosmetycznego.
Opatentowane rozwiązania to m.in. formuły nowej generacji preparatów do mycia rąk, twarzy i ciała, szamponów, żeli oraz płynów do higieny intymnej – przyjazne środowisku, funkcjonalne, a jednocześnie możliwe do wdrożenia w realiach przemysłu kosmetycznego.
Kolejnym obszarem naszych osiągnięć są innowacyjne, bezformaldehydowe żywice melaminowe opracowane w ramach projektu „Nowoczesne spoiwa do materiałów drewnopochodnych dla budownictwa modułowego” przez Grupę Badawczą Chemia Specjalistyczna pod kierunkiem dr inż. Julii Woch. Te rozwiązania to odpowiedź na potrzeby branży budowlanej i meblarskiej, szukającej bardziej ekologicznych i bezpiecznych alternatyw.
Warto także podkreślić osiągnięcia naszych młodych naukowców. Wśród ubiegłorocznych zgłoszeń patentowych znajdują się rozwiązania opracowane w ramach doktoratów wdrożeniowych, m.in. w zakresie recyklingu PET czy wytwarzania aktywnych folii na bazie alginianów i chitozanu.
Ten dorobek to nie tylko liczby, to efekt zaangażowania zespołów, współpracy z przemysłem i strategicznego podejścia do transferu technologii. Stawiamy na rozwiązania, które nie tylko są innowacyjne, ale mają realny potencjał wdrożeniowy i coraz częściej również eksportowy.
Na czym polegają Pani zdaniem główne przeszkody w skalowaniu i wdrażaniu nowych technologii chemicznych, opracowanych zarówno przez Łukasiewicz – ICSO “Blachownia”, jak i inne tego typu ośrodki, na poziomie przemysłowym?
Skalowanie technologii chemicznych to zawsze duże wyzwanie, nie tylko technologiczne, ale też organizacyjne, finansowe i regulacyjne. I choć w Polsce mamy bardzo dobre instytuty, kompetentnych naukowców i nowatorskie pomysły, to droga od laboratorium do linii produkcyjnej wciąż bywa zbyt długa i wyboista.
W mojej ocenie główne przeszkody można podzielić na kilka kategorii.
Będą to wysokie koszty inwestycyjne i ryzyko technologiczne – przemysł chemiczny to sektor kapitałochłonny. Budowa instalacji demonstracyjnej, zakup sprzętu procesowego czy zapewnienie bezpieczeństwa operacyjnego na większą skalę wymaga znacznych nakładów finansowych. Nawet jeśli technologia jest obiecująca, to w obecnym klimacie niepewności gospodarczej wiele firm wstrzymuje się z decyzją o inwestycji, nie chcąc ponosić ryzyka samodzielnie.
Drugi czynnik to brak systemowego wsparcia dla walidacji i demonstracji technologii. W Polsce wciąż brakuje sprawnie działających mechanizmów, które wspierałyby przeskok z TRL 5 na TRL 7-8. To ten kluczowy moment, kiedy technologia przestaje być tylko prototypem, a zaczyna być realnym rozwiązaniem przemysłowym. I właśnie wtedy najbardziej potrzebne są dofinansowanie, przestrzeń do testów, elastyczne partnerstwa i szybkie decyzje.
Kolejnym problemem jest zbyt słaba kultura współdzielenia ryzyka i tworzenia konsorcjów. Wielu przedsiębiorców wciąż postrzega współpracę z instytutem badawczym głównie w modelu zleceniowym na zasadzie „zróbcie coś dla nas” lub poszukuje gotowych, sprawdzonych rozwiązań z referencjami, podczas gdy wdrażanie innowacji to proces partnerski, który wymaga dzielenia się nie tylko kosztami, ale i odpowiedzialnością za wynik. Potrzebujemy więcej zaufania, otwartości i długofalowego podejścia do wspólnych projektów.
Następna kwestia, którą warto poruszyć, to zmienność regulacyjna i brak przewidywalnych ram prawnych. Innowacje chemiczne bardzo często wyprzedzają istniejące przepisy. Brak jednoznacznych regulacji, np. w obszarze GOZ, recyklingu chemicznego czy wykorzystania odpadów, jako surowców, powoduje niepewność i blokuje odważniejsze decyzje inwestycyjne. Przedsiębiorcy potrzebują jasnych sygnałów: co będzie dozwolone, wspierane, premiowane i kiedy.
Jednocześnie też ograniczony dostęp do infrastruktury doświadczalnej w skali półtechnicznej i demonstracyjnej powoduje, że wiele technologii kończy swój rozwój na etapie laboratoryjnym, bo brakuje „pomostu” do produkcji pełnoskalowej. Budowa 9 utrzymanie takiej infrastruktury jest kosztowne, a jednocześnie niezbędne, by technologia mogła „dojrzeć” do wdrożenia.
My, jako Łukasiewicz – ICSO “Blachownia”, mamy odpowiednie doświadczenie w tej skali, ale żeby było to powszechnie dostępne, potrzebne są inwestycje systemowe, nie tylko projektowe.
Wierzę, że te bariery są do pokonania, jeśli tylko nauka, przemysł i instytucje publiczne zaczną działać bardziej spójnie.
Jak można się odnieść do zarzutów o zbyt wolne tempo wdrażania innowacji w Polsce w porównaniu z zagranicznymi ośrodkami badawczymi?
To zarzut, który słyszymy regularnie – i nie jest on całkowicie bezpodstawny. Rzeczywiście, tempo wdrażania innowacji w Polsce bywa niższe niż w wielu krajach zachodnich, a współczynnik komercjalizacji wyników badań nadal nie jest zadowalający. Ale warto spojrzeć na to z szerszej perspektywy, nie tylko obarczając winą same instytuty badawcze.
Po pierwsze, innowacja to proces systemowy, a więc zależy nie tylko od jakości badań, ale od dostępności finansowania, otwartości przemysłu, kultury współpracy, dojrzałości mechanizmów transferu technologii, a także od otoczenia regulacyjnego.
W krajach, które przodują we wdrażaniu innowacji, te elementy działają jak dobrze naoliwiona maszyna: są ze sobą sprzężone, przewidywalne i wspierane długofalową strategią państwa.
W Polsce często jeszcze brakuje spójności i koordynacji działań. Instytuty badawcze robią bardzo dużo: prowadzą ambitne projekty, patentują, testują, rozwijają kompetencje. Ale na drodze do wdrożenia pojawia się zbyt wiele barier: zbyt skomplikowane procedury finansowania, zbyt powolne decyzje po stronie administracji, brak odpowiednich mechanizmów dla pilotażu technologii, niedostateczna skala wsparcia dla ryzykownych projektów.
Po drugie, mamy też problem w komunikacji między nauką a przemysłem. Nadal zbyt często mówimy innymi językami; naukowcy skupiają się na parametrach i potencjale innowacyjnym, a przedsiębiorcy pytają „ile to kosztuje, jak szybko wdrożę i czy ktoś to już zrobił?”.
Tę lukę trzeba aktywnie wypełniać, edukować się nawzajem, pracować wspólnie, dzielić się ryzykiem i sukcesem. Jednakże nie zgadzam się z tezą, że w Polsce innowacje się nie dzieją.
Wręcz przeciwnie, dzieją się, tylko często nie mają odpowiedniego wsparcia, rozgłosu albo utykają na poziomie „tuż przed wdrożeniem”.
W Sieci Badawczej Łukasiewicz robimy wszystko, by to zmienić: skracamy czas reakcji, budujemy interdyscyplinarne zespoły, upraszczamy kontakt z nauką, mówimy językiem potrzeb przedsiębiorcy. To nie jest łatwa droga, ale jestem przekonana, że przy dobrej woli wszystkich stron możemy przełamać barierę „wolnych wdrożeń” i naprawdę przyspieszyć. Polska nauka ma potencjał, tylko trzeba dać jej szansę działać ramię w ramię z biznesem, a nie obok niego.

W jaki sposób Instytut identyfikuje i priorytetyzuje potrzeby badawcze, aby wspierać konkurencyjność polskiego przemysłu chemicznego?
Dla nas punkt wyjścia jest jasny: badania mają sens wtedy, gdy odpowiadają na realne potrzeby przemysłu i wspierają jego rozwój w kierunku innowacyjności i zrównoważonego rozwoju. Dlatego identyfikowanie i priorytetyzowanie tematów badawczych nie odbywa się w oderwaniu od rzeczywistości – wręcz przeciwnie: jest efektem ciągłej analizy rynku, rozmów z partnerami, udziału w projektach, konsultacjach branżowych i obserwacji megatrendów.
Stosujemy kilka kluczowych podejść.
Po pierwsze, jest to bezpośredni kontakt z przemysłem. Regularnie rozmawiamy z firmami o ich wyzwaniach technologicznych, planach inwestycyjnych, barierach wdrożeniowych. To nie są rozmowy „o niczym”, to konkretne sygnały, które przekładamy na potencjalne kierunki badań. Takie podejście pozwala nam projektować rozwiązania skrojone na miarę potrzeb biznesu.
Po drugie, w grę wchodzi analiza otoczenia strategicznego. Śledzimy zmiany legislacyjne, np. Europejski Zielony Ład, CBAM, REACH, ale też trendy rynkowe i technologiczne, które wpływają na przyszłość sektora chemicznego.
Po trzecie, ważnym aspektem jest doświadczenie własne i potencjał zespołów. Wiemy, w czym jesteśmy silni, i potrafimy to wykorzystać tam, gdzie przemysł potrzebuje wsparcia. Dzięki temu możemy budować przewagę konkurencyjną nie tylko klientów, ale też całej polskiej chemii w oparciu o lokalne zasoby wiedzy i technologie.
Po czwarte, cechuje nas gotowość do reagowania na szanse i kryzysy. Czasem temat badawczy pojawia się nagle, np. w odpowiedzi na kryzys surowcowy, konieczność wdrożenia nowych regulacji czy zmianę geopolityczną. Nasza siła polega na elastyczności i umiejętności szybkiego zorganizowania zespołu projektowego, który potrafi przełożyć potrzebę na konkretne działanie.
Naszą ambicją nie jest robienie „badań dla badań”, ale badań dla rozwoju, to jest takich, które realnie zwiększają konkurencyjność naszych partnerów przemysłowych, pozwalają im lepiej reagować na zmiany i budować przewagę nie tylko dzisiaj, ale też w perspektywie najbliższych 10-15 lat.

"Chemia i Biznes” to dwumiesięcznik biznesowo-gospodarczy, stworzony z myślą o firmach poszukujących rzetelnej, aktualnej i profesjonalnie przygotowanej informacji na temat rynku chemicznego i sektorów powiązanych.
Łukasiewicz – Instytut Ciężkiej Syntezy Organicznej “Blachownia”badania i rozwójprzemysł chemicznyinnowacyjność
Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij!

Oddaj swój głos
Ten artykuł nie został jeszcze oceniony.