Rynek farb i klejów pozostaje pod presją kosztów, regulacji i osłabionej dynamiki popytu, ale są pierwsze sygnały stabilizacji - Adrian Miałkowski
2026-10-01
O sytuacji branży farb i klejów rozmawiamy z Adrianem Miałkowskim, dyrektorem zarządzającym Polskiego Związku Producentów Farb i Klejów.
Branża farb i klejów funkcjonuje obecnie w warunkach jednoczesnej presji kosztowej, regulacyjnej i popytowej. Który z tych czynników jest dziś najtrudniejszy do opanowania i dlaczego ich kumulacja stanowi większe wyzwanie niż każdy z osobna?
Największym wyzwaniem dla branży farb i klejów nie jest dziś jeden konkretny czynnik, lecz ich jednoczesne występowanie. Presja kosztowa, zmienność cen surowców, większa ostrożność konsumentów w podejmowaniu decyzji zakupowych, zmiany geopolityczne oraz niestabilne otoczenie regulacyjne nakładają się na siebie.
Przedsiębiorstwa dysponują narzędziami pozwalającymi zarządzać każdym z tych wyzwań z osobna. Poprawiają swoją efektywność energetyczną, dywersyfikują grono dostawców, modyfikują portfolio czy optymalizują procesy produkcyjne. Znacznie trudniej jednak robić to wszystko równocześnie.
Dlatego nadal nie mówiłbym o kryzysie rynku, lecz o okresie dostosowania. Dobrze pokazuje to Raport SellFiK, którym Polski Związek Producentów Farb i Klejów od ponad dekady systematycznie monitoruje rynek farb dekoracyjnych. Po pierwszym kwartale 2026 r. wartość monitorowanego rynku była o około 3,5% niższa niż rok wcześniej, a wolumen spadł o około 7%.
Po sześciu miesiącach sytuacja wygląda już nieco lepiej: wartość rynku jest około 1,1% powyżej wyników z ubiegłego roku, podczas gdy spadek wolumenu zmniejszył się do około 3,7%.
To wciąż wymagające dla prowadzenia działalności gospodarczej otoczenie, lecz pojawiają się pierwsze sygnały stabilizacji. Dlatego patrzymy na kolejne miesiące z umiarkowanym optymizmem, bez nadmiernego entuzjazmu.
To w takim razie, skoro w 2025 roku segment farb dekoracyjnych odnotował lekki spadek zarówno wartości, jak i wolumenu, to czy 2026 rok rzeczywiście przyniesie umiarkowane odbicie? A jeśli tak, to co będzie jego głównym motorem: budownictwo nowe, termomodernizacja czy raczej rynek remontowy?
Na podstawie wyników z pierwszego półrocza można powiedzieć, że scenariusz stopniowej stabilizacji staje się bardziej prawdopodobny. Nadal jednak unikałbym określenia „silne odbicie”.
Najciekawsze jest porównanie pierwszego i drugiego kwartału bieżącego roku. Po pierwszym kwartale mieliśmy spadek wartości o około 3,5% i wolumenu o około 7%. Sam drugi kwartał był już wartościowo wyższy o około 5,6% niż drugi kwartał 2025, a wolumen był praktycznie na poziomie ubiegłego roku.
To ważny sygnał, który nie pozwala nam jeszcze mówić o trwałym odbiciu, ale wskazuje, że skala osłabienia popytu wyraźnie się zmniejsza.
Jeżeli chodzi o motory przyszłego wzrostu, to widzę kilka równoległych źródeł. Nowe budownictwo pozostaje istotne, choć jego wpływ na naszą branżę jest widoczny z pewnym przesunięciem w czasie. Duży potencjał mają inwestycje infrastrukturalne i termomodernizacja.
Szczególnie ważny będzie jednak rynek remontowy. Polska posiada ogromny zasób mieszkań, domów oraz obiektów komercyjnych wymagających utrzymania, renowacji i poprawy efektywności energetycznej.
Dlatego sądzę, że rynek remontowy wspierany przez termomodernizację będzie jednym z najważniejszych motorów rozwoju branży w kolejnych latach.
Surowce kluczowe dla produkcji, m.in. aceton, VAM, dyspersje doświadczyły w ostatnim czasie bardzo silnych wzrostów cen. Jak branża zarządza dziś tym ryzykiem i czy da się w dłuższej perspektywie uniezależnić od tak silnej zmienności rynku petrochemicznego?
Całkowite uniezależnienie się od globalnego rynku chemicznego i petrochemicznego nie jest realistycznym scenariuszem. Możemy natomiast zdecydowanie zwiększać odporność przedsiębiorstw na wahania cen kluczowych surowców.
Ostatnie lata były intensywną lekcją zarządzania ryzykiem. Pandemia, wojna w Ukrainie czy zakłócenia na globalnych szlakach transportowych sprawiły, że firmy zdywersyfikowały źródła zaopatrzenia, rozwinęły współpracę z partnerami europejskimi, zwiększyły elastyczność zakupową i zaczęły szerzej pracować nad alternatywnymi recepturami.
Zmieniło się również samo rozumienie bezpieczeństwa surowcowego. Ryzykiem nie jest już tylko cena. Równie ważne są dostępność komponentu i przewidywalność dostawy.
Długoterminowo rozwijane będą nowe surowce, komponenty odnawialne i pochodzące z recyklingu oraz bardziej lokalne łańcuchy wartości. Nie zastąpią one całkowicie globalnego rynku, ale zwiększą liczbę dostępnych alternatyw.
Kluczową lekcją płynącą z ostatnich lat jest to, że odporność łańcucha dostaw stała się równie ważna jak jego efektywność kosztowa.
Coraz częściej mówi się o nierównych warunkach konkurencji z produktami spoza Unii Europejskiej. Na ile realny jest dziś problem importu niespełniającego tych samych standardów regulacyjnych i jakościowych i co konkretnie powinno się zmienić, by wyrównać szanse?
Polscy producenci nie obawiają się uczciwej konkurencji. Od lat skutecznie konkurujemy jakością, innowacyjnością, terminowością dostaw oraz wysokimi standardami bezpieczeństwa.
Problemem nie jest więc sam import, lecz brak równych warunków konkurencji. Jeżeli europejski producent ponosi wysokie koszty związane z przepisami REACH, CLP, PPWR, wymaganiami środowiskowymi, dokumentacją czy zmianami opakowań, to mamy prawo oczekiwać, że produkt wprowadzany na ten sam rynek, lecz pochodzący spoza Unii będzie podlegał równie skutecznej kontroli.
Nie chodzi tutaj o protekcjonizm, ale o prostą zasadę: ten sam rynek powinien oznaczać dla wszystkich jego uczestników te same wymagania dotyczące bezpieczeństwa, jakości i zgodności z prawem.
Potrzebujemy więc skuteczniejszego nadzoru rynku, lepszej współpracy służb celnych z organami kontrolnymi oraz sprawniejszych narzędzi weryfikacji zgodności produktów importowanych.
Europa może stawiać własnemu przemysłowi ambitne wymagania. Jeżeli chce jednak zachować silną bazę przemysłową, musi jednocześnie zadbać o równe zasady gry.
Tempo wprowadzania nowych przepisów unijnych: PPWR, ograniczenia dotyczące mikroplastiku, wymogi ESG, przeciwdziałanie greenwashingowi, jest wskazywane jako jedno z największych wyzwań. Czy przemysł jest wystarczająco angażowany w proces tworzenia tych regulacji, czy raczej otrzymuje gotowe rozwiązania zbyt późno?
Branża nie kwestionuje kierunku transformacji. Firmy od lat inwestują w bezpieczniejsze receptury, ograniczanie emisji, gospodarkę obiegu zamkniętego oraz produkty o niższym wpływie środowiskowym.
Największym problemem jest kumulacja obowiązków oraz tempo ich wdrażania. Producent nie zmienia przecież wyłącznie jednego zapisu na etykiecie. Nowa regulacja może oznaczać przeprojektowanie receptury wyrobu, wykonanie badań, zmianę opakowania, dokumentacji, systemu informatycznego i sposobu raportowania, a także zebranie nowych danych od całego łańcucha dostaw.
To są realne wyzwania technologiczne i inwestycyjne. Dlatego chcielibyśmy, aby przemysł był angażowany w proces legislacyjny możliwie jak najwcześniej, zanim podstawowe założenia nowych przepisów zostaną przesądzone. Organizacje takie jak PZPFK mogą wnosić do tego procesu wiedzę ekspertów firm członkowskich oraz dane o rzeczywistej kondycji rynku.
Nie oczekujemy rezygnacji z ambitnych celów. Oczekujemy, aby regulacje były przewidywalne, proporcjonalne i możliwe do wdrożenia technologicznie.
Najlepszym modelem jest dialog, w którym administracja wyznacza cele, nauka dostarcza podstaw, a przemysł pomaga znaleźć skuteczną drogę ich realizacji.
Konsumenci coraz częściej wybierają produkty wyższej jakości i dłużej użytkują pomalowane powierzchnie. Czy ta zmiana zachowań jest już trwale widoczna w danych sprzedażowych i jak wpływa na strategię producentów?
Widzimy rosnącą grupę klientów, którzy oceniają produkt nie tylko przez pryzmat ceny zakupu, ale również jego wydajności, trwałości i parametrów użytkowych.
Dane rynkowe pokazują interesującą zależność: wartość rynku jest obecnie wyraźnie bardziej odporna niż wolumen. Po pierwszym półroczu 2026 r. wartość monitorowanego rynku była około 1,1% wyższa niż przed rokiem, podczas gdy wolumen pozostawał o około 3,7% niższy. W największej kategorii - farbach emulsyjnych - wartość wzrosła około 3,1%, przy jednoczesnym spadku wolumenu o około 3%.
Nie można całej tej różnicy przypisać premiumizacji. Wpływają na nią również ceny i struktura sprzedaży. Jest to jednak zgodne z tym, co obserwują producenci: rośnie znaczenie jakości, odporności, wydajności i trwałości produktów.
Coraz ważniejsze staje się więc nie pytanie „ile kosztuje litr”, lecz „jaką wartość otrzymuję w całym okresie użytkowania”? Jeżeli produkt jest bardziej wydajny, trwały i pozwala wydłużyć czas do kolejnej renowacji, wyższa cena zakupu może oznaczać niższy rzeczywisty koszt użytkowania.
Rynek farb i klejów jest często nazywany barometrem kondycji gospodarki. Jakie sygnały płynące z tego rynku powinny dziś najbardziej niepokoić, a jakie dawać nadzieję decydentom gospodarczym?
Nasza branża jest bardzo dobrym barometrem gospodarki, ponieważ funkcjonuje „na przecięciu” budownictwa mieszkaniowego, inwestycji infrastrukturalnych, przemysłu, remontów i konsumpcji gospodarstw domowych.
Dlatego tak dużą wagę przykładamy do Raportu SellFiK. Dzięki ponad dziesięcioletniej historii badania możemy odróżniać krótkookresowe wahania od zmian o bardziej strukturalnym charakterze.
Najbardziej niepokojącym sygnałem w odniesieniu do kondycji gospodarczej pozostaje dzisiaj wolumen. Po pierwszym kwartale był on o około 7% niższy w ujęciu r/r. Po sześciu miesiącach br. skala spadku zmniejszyła się do około 3,7%. Sam drugi kwartał 2026 roku przyniósł już praktycznie stabilizację wolumenu.To daje podstawy do umiarkowanego optymizmu. Ważne jest również to, że rynek nie zachowuje się jednolicie. Po pierwszym półroczu wartość farb emulsyjnych, farb uniwersalnych i do metalu była wyższa rok do roku. Jednocześnie segment ochrony drewna pozostawał słabszy. Nie mamy więc ani jednolitego kryzysu, ani jednolitego odbicia.
Decydentom powiedziałbym: patrzmy nie tylko na nominalną wartość sprzedaży, ale również na wolumen, strukturę popytu i inwestycje. To tam najwcześniej pojawiają się zarówno symptomy spowolnienia, jak i przyszłego ożywienia.
Kanał profesjonalny - wykonawcy - okazuje się wyraźnie stabilniejszy niż segment DIY. Co to mówi o strukturze popytu i jak producenci dostosowują do tej różnicy swoje strategie sprzedażowe i produktowe?
W dłuższym horyzoncie rzeczywiście widzimy większą odporność popytu związanego z profesjonalnym wykonawstwem. Część prac inwestycyjnych, remontowych czy utrzymaniowych musi być realizowana niezależnie od krótkookresowych zmian nastrojów konsumentów.
DIY jest z natury bardziej podatny na decyzję gospodarstwa domowego: „remontujemy teraz czy odkładamy inwestycję na kolejny rok”?
Natomiast bieżące dane pokazują, że krótkookresowo sytuacja może wyglądać inaczej. SellFiK dzieli rynek na kanał wielkopowierzchniowy DIY oraz tradycyjny TRD - ten ostatni nie jest przy tym tożsamy jeden do jednego z klientem profesjonalnym.
W pierwszym półroczu 2026 r. to właśnie kanał DIY zanotował mocne odbicie, a w kanale TRD wartość była około 1,6% niższa niż rok wcześniej.
Nie traktowałbym tych wyników jako zanegowania długoterminowej odporności popytu profesjonalnego. Pokazują natomiast, że rynek jest bardziej złożony niż jeden dominujący trend.
Dla producentów oznacza to konieczność coraz precyzyjniejszej segmentacji. Profesjonalista oczekuje wydajności, powtarzalności parametrów, szybkości aplikacji i wsparcia technicznego. Klient detaliczny większą wagę przykłada zaś do łatwości użycia, estetyki, bezpieczeństwa i relacji jakości do ceny.
Nie ma już jednego uniwersalnego modelu klienta.
Cyfryzacja, innowacje produktowe i zrównoważony rozwój mają iść ze sobą w parze. Który z tych trzech obszarów jest dziś najbardziej zaawansowany w polskiej branży, a który wymaga największego przyspieszenia?
Gdybym miał wskazać najważniejszy kierunek rozwoju naszej branży na najbliższe lata, byłaby to integracja innowacji, cyfryzacji i zrównoważonego rozwoju.
Najbardziej dojrzałym obszarem są dziś innowacje produktowe. To naturalne DNA tej branży. Firmy od wielu lat rozwijają rozwiązania bardziej trwałe, wydajne, bezpieczne i odporne, a jednocześnie ograniczające wpływ środowiskowy.
Coraz większy potencjał mają technologie wspierające efektywność energetyczną budynków, zwiększające trwałość infrastruktury czy umożliwiające renowację zamiast wymiany elementów.
Największego przyspieszenia wymaga natomiast cyfryzacja danych w całym łańcuchu wartości.
Produkt przyszłości będzie posiadał nie tylko konkretne parametry techniczne, ale również coraz szerszy zestaw informacji dotyczących składu, pochodzenia surowców, śladu środowiskowego, opakowania czy możliwości recyklingu.
W PZPFK również chcemy coraz szerzej wykorzystywać dane. SellFiK powinien służyć nie tylko do opisywania tego, co wydarzyło się na rynku, lecz także do identyfikowania długoterminowych trendów.
Dane stają się częścią infrastruktury nowoczesnego przemysłu.
Rosnące koszty energii, logistyki i finansowania działalności mocno obciążają producentów. Czy widać już realne efekty działań firm na rzecz poprawy efektywności energetycznej i optymalizacji łańcuchów dostaw, czy wciąż jesteśmy na etapie „gaszenia pożarów”?
W mojej ocenie duża część branży wyszła już z etapu wyłącznie „gaszenia pożarów”.
Doświadczenia ostatnich kilku lat zmieniły sposób zarządzania ryzykiem. Dostępność i koszty energii, bezpieczeństwo surowcowe i odporność łańcucha dostaw przestały być wyłącznie tematami operacyjnymi, stały się elementem strategii przedsiębiorstw.
Firmy dywersyfikują grono dostawców, poprawiają efektywność energetyczną procesów, inwestują w automatyzację i zwiększają odporność logistyczną. Oczywiście geopolityka nadal potrafi w krótkim czasie zmienić koszt frachtu, dostępność komponentów czy ceny energii. Branża jest jednak znacznie lepiej przygotowana do tych wyzwań niż jeszcze kilka lat temu.
Zmieniła się również sama definicja efektywności. Najtańszy łańcuch dostaw nie zawsze jest najlepszym łańcuchem dostaw, jeżeli przy pierwszym poważnym zakłóceniu przestaje funkcjonować. Dzisiaj efektywność i odporność muszą iść ze sobą w parze.
Polska branża farb i klejów jest silnie powiązana z europejskimi organizacjami, m.in. FEICA. Na ile skutecznie polski głos jest dziś słyszany w Brukseli przy tworzeniu przepisów, które bezpośrednio wpływają na konkurencyjność lokalnych producentów?
Polski głos jest obecny w Brukseli, ale jego skuteczność zależy przede wszystkim od jakości naszego zaangażowania.
Samo członkostwo w organizacji europejskiej nie wystarczy. Trzeba uczestniczyć w grupach roboczych, dostarczać argumenty technologiczne i dane, przedstawiać konkretne konsekwencje regulacji oraz budować wspólne stanowiska z organizacjami z innych krajów.
PZPFK współpracuje z europejskimi organizacjami branżowymi, w tym CEPE i FEICA, a eksperci firm członkowskich uczestniczą w pracach dotyczących m.in. regulacji REACH, PPWR, mikroplastiku i poszczególnych substancji. Naszą ambicją jest przechodzenie od reagowania na gotowe regulacje do uczestnictwa w dyskusji już na etapie ich projektowania.
Dysponujemy przy tym bardzo dobrym zapleczem: wiedzą ekspertów firm członkowskich, doświadczeniem organizacji europejskich oraz własnymi danymi rynkowymi.
Dobra reprezentacja interesów branży nie polega na stwierdzeniu: „ta regulacja będzie kosztowna”. Trzeba potrafić pokazać, jaki będzie jej skutek, ile czasu potrzebuje przedsiębiorstwo na dostosowanie oraz czy istnieją technologiczne alternatywy. Im bardziej ten dialog będzie oparty na faktach, danych i wiedzy technologicznej, tym mocniejszy będzie polski głos w Brukseli.
Patrząc na najbliższe lata, co będzie największym zagrożeniem dla branży: dalsze zaostrzanie regulacji, niestabilność surowcowa czy może spowolnienie inwestycji budowlanych i remontowych? A co największą szansą?
Największym zagrożeniem ponownie nie jest jeden z tych czynników, ale ich potencjalna kumulacja.
Jeżeli europejski przemysł będzie równocześnie mierzył się z wysokimi kosztami energii i surowców, słabszym popytem oraz dużą liczbą kosztownych zmian regulacyjnych, to wtedy największym ryzykiem stanie się stopniowa utrata konkurencyjności produkcji w Europie.
Nie powinniśmy przy tym tworzyć fałszywego wyboru: środowisko albo przemysł. Potrzebujemy transformacji, dzięki której nowoczesne technologie będą powstawały w Europie, a nie takiej, która będzie zachęcała do przenoszenia produkcji i emisji poza Unię Europejską.
Największą szansę widzę natomiast w szeroko rozumianej modernizacji gospodarki: termomodernizacji, renowacji budynków, inwestycjach infrastrukturalnych, gospodarce obiegu zamkniętego oraz rosnącym znaczeniu trwałości produktów.
Nasza branża odgrywa tu bardzo istotną rolę. Relatywnie niewielka ilość produktu chemicznego może znacząco wydłużyć życie znacznie większego elementu - całego budynku, konstrukcji, urządzenia czy wyrobu. Dlatego największą szansą będzie innowacja połączona z modernizacją europejskiej gospodarki.
chemia budowlanaPolski Związek Producentów Farb i Klejówfarby
Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij!

Oddaj swój głos
Ten artykuł nie został jeszcze oceniony.