Chemia i Biznes

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności Cookies"

Rozumiem i zgadzam się

Konfiguracja makiety

Pora roku wpływa na trendy kosmetyczne

2026-08-20  / Autor: Julia Fralova, Główny Technolog, WATS Piasecki i Wspólnicy Sp. J.

Kosmetyk przeciwsłoneczny jest dziś produktem, w którym spotykają się technologia, regulacje, oczekiwania konsumentów i presja rynku. Za prostym pytaniem o wybór odpowiedniego SPF kryje się skomplikowany proces, którego użytkownik zazwyczaj nie widzi. Jak zmieniające się trendy wpływają na pracę nad takimi produktami i gdzie w tym wszystkim przebiega granica między wiedzą a marketingiem?

Sezon letni wraca co roku, a wraz z nim to samo pytanie na półkach drogerii i w koszykach zakupowych: który krem z filtrem wybrać? Kosmetyki przeciwsłoneczne od lat należą do kategorii, w której popyt rośnie najbardziej dynamicznie - nie tylko latem, ale też jako element całorocznej pielęgnacji przeciwstarzeniowej. Rośnie jednak nie tylko zainteresowanie konsumentów, lecz również liczba pytań, wątpliwości i mitów krążących wokół tego, co tak naprawdę chroni naszą skórę. Jako technolog pracujący od lat przy recepturach kosmetyków aerozolowych, patrzę na ten rynek z dwóch stron jednocześnie - z perspektywy laboratorium, w którym każdy filtr UV to skomplikowane wyzwanie formulacyjne oraz z perspektywy obserwatora burzliwej debaty publicznej, w której nauka miesza się z marketingiem, a czasem i z dezinformacją.

Zmiana pokoleniowa filtrów UV

Jeszcze kilkanaście lat temu podstawowy zestaw filtrów organicznych w recepturach kosmetyków przeciwsłonecznych był dość przewidywalny: homosalat, oktokrylen, benzofenon-3 (oksybenzon) stanowiły trzon większości formulacji SPF na całym świecie. Dziś ten krajobraz wygląda inaczej. Obecnie nowoczesne receptury coraz częściej opierają się na filtrach takich jak DHHB (Diethylamino Hydroxybenzoyl Hexyl Benzoate), BEMT (Bis-Ethylhexyloxyphenol Methoxyphenyl Triazine) czy MBBT (Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol), które są chętniej wybierane między innymi ze względu na ich profil bezpieczeństwa wobec organizmów wodnych i mniejszą liczbę kontrowersji toksykologicznych w literaturze.

Ten kierunek zmian nie jest przypadkowy. Rośnie baza badań poświęconych ocenie toksyczności filtrów UV, w tym ich potencjalnego wpływu na rafy koralowe i organizmy morskie. Niektóre jurysdykcje (np. Hawaje czy Palau) wprowadziły ograniczenia dotyczące stosowania wybranych filtrów w produktach przeznaczonych do kontaktu z wodami przybrzeżnymi. To sprawia, że producenci kosmetyków, w tym marek własnych, coraz częściej modyfikują swoje portfolio filtrów, zastępując starsze rozwiązania nowszymi odpowiednikami, nawet jeśli wiąże się to z wyższym kosztem surowca i koniecznością przeprojektowania receptury od podstaw.

Co ciekawe, ten sam kierunek zmian widać wyraźnie w recepturach tworzonych na potrzeby marek własnych, gdzie klienci coraz częściej na etapie briefu wprost proszą o wykluczenie konkretnych filtrów i to niezależnie od tego, czy dostępne dane naukowe faktycznie potwierdzają zasadność takiej decyzji. Presja rynkowa bywa dziś silniejsza niż konsensus naukowy, a to stawia dział R&D w niekomfortowej roli tłumacza między światem badań a oczekiwaniami handlowymi.

Kiedy nauka staje się polem bitwy marketingowej

Równolegle do zmian technologicznych toczy się jednak inna, znacznie mniej uporządkowana debata - debata publiczna, w której trudno oddzielić rzetelne dane od czarnego PR-u. Filtry UV, zwłaszcza te organiczne, od lat są przedmiotem sprzecznych doniesień: raz są opisywane jako niebezpieczne dla zdrowia i środowiska, innym razem organizacje branżowe i dermatologiczne wskazują, że dostępne dane nie potwierdzają istotnego zagrożenia przy prawidłowym stosowaniu. Niezależne bazy danych dotyczące składników kosmetycznych bywają interpretowane skrajnie różnie w zależności od tego, kto je cytuje i w jakim celu.

Efektem tej informacyjnej huśtawki jest rosnąca nieufność konsumentów - z jednej strony wobec filtrów chemicznych jako takich, z drugiej wobec samych marek, które próbują nawigować między wymogami regulacyjnymi, oczekiwaniami klientów i realiami stabilności receptury. Problemem pozostaje też niska świadomość konsumencka: wielu użytkowników kosmetyków przeciwsłonecznych nie czyta pełnego składu INCI, nie stosuje produktu w odpowiedniej ilości ani nie odnawia aplikacji zgodnie z zaleceniami, za to chętnie ufa nieformalnym opiniom z mediów społecznościowych. W tym kontekście edukacja, zarówno konsumenta, jak i samego rynku staje się równie ważna, co sama receptura.

Dobrym przykładem tego zjawiska jest dyskusja wokół tzw. domowych, samodzielnie przygotowywanych kosmetyków przeciwsłonecznych, popularyzowanych w mediach społecznościowych jako „naturalna” alternatywa dla produktów gotowych. Branżowe publikacje technologiczne wielokrotnie zwracały uwagę, że tego typu receptury - przygotowywane bez odpowiedniej wiedzy o rozpuszczalności filtrów, ich homogenicznym rozprowadzeniu w formule oraz bez zweryfikowanego wyniku badania skuteczności w praktyce nie dają żadnej mierzalnej, powtarzalnej ochrony, a mogą wręcz dawać złudne poczucie bezpieczeństwa. To pokazuje, jak duża przepaść dzieli intuicyjne przekonania konsumentów od rzeczywistości laboratoryjnej.

UVA, UVAPF, PPD, PA+++ – dlaczego terminologia ma znaczenie

Jednym z powodów chaosu informacyjnego jest swobodne, często nieprecyzyjne posługiwanie się terminologią. Warto rozróżnić: UVA to fragment widma promieniowania ultrafioletowego, UVAPF (UVA Protection Factor) to liczbowy wynik badania określający poziom ochrony przed tym promieniowaniem, PPD (Persistent Pigment Darkening) to metodologia badania in vivo, a PA+++ to jedynie symbol etykietowania stosowany na wybranych rynkach azjatyckich - i żadnego z tych pojęć nie należy stosować zamiennie.

Badanie UVAPF można wykonać metodą in vivo, zgodnie z normą ISO 24442, opierającą się na zjawisku trwałego ciemnienia pigmentu skóry i wymagającą co najmniej dziesięciu poprawnych wyników badania na ochotnikach, albo metodą in vitro, zgodnie z normą ISO 24443, opartą na pomiarze spektrofotometrycznym transmitancji promieniowania UV na płytkach imitujących skórę, gdzie oprócz UVAPF uzyskuje się także wartość krytycznej długości fali (CW). Wybór metody i sposób etykietowania końcowego produktu różni się w zależności od rynku docelowego: w Unii Europejskiej wymagana jest wartość UVAPF na poziomie minimum 1/3 zadeklarowanego SPF oraz CW co najmniej 370 nm, na rynkach azjatyckich obowiązuje wynik in vivo przełożony na skalę PA z plusami, a w Stanach Zjednoczonych dopuszczalne jest wyłącznie oznaczenie „broad spectrum protection” przy spełnieniu kryterium CW. Co istotne, kompetencje laboratorium badawczego kończą się na wydaniu wyniku liczbowego - to producent, często we współpracy z osobą odpowiedzialną za ocenę bezpieczeństwa produktu, podejmuje decyzję o sposobie etykietowania zgodnie z wymogami danego rynku.

Laboratorium pod ciśnieniem: dlaczego wdrożenie produktu SPF trwa ponad rok

Z technologicznego punktu widzenia praca nad recepturą produktu przeciwsłonecznego należy do najbardziej wymagających zadań, jakie może otrzymać dział R&D. Receptury tego typu są niezwykle wrażliwe na najmniejsze odchylenia, a testy stabilności i zgodności wszystkich składników muszą być prowadzone z maksymalną skrupulatnością. Poziom skomplikowania wynika z wielu nakładających się na siebie czynników.

Po pierwsze, sami dostawcy filtrów UV mogą się różnić - ten sam filtr, ale wyprodukowany przez innego dostawcę, a nawet inna partia produkcyjna tego samego dostawcy, może zachowywać się inaczej w recepturze pod względem rozpuszczalności, koloru czy stabilności w czasie. Po drugie, kluczowe znaczenie ma sam proces technologiczny: temperatura wprowadzenia filtrów, kolejność dodawania faz, szybkość mieszania czy jakość rozpuszczalników użytych do wprowadzenia filtrów – wszystko to wpływa na końcową efektywność ochrony. Po trzecie, filtry UV muszą pozostawać w zgodności z pozostałymi składnikami aktywnymi receptury: kompozycjami zapachowymi, polimerami zagęszczającymi czy systemem konserwującym - niekompatybilność może prowadzić do utraty skuteczności, zmiany koloru lub separacji emulsji. Wreszcie opakowanie. Produkt z filtrami UV może wchodzić w interakcję z tworzywem opakowaniowym, dlatego testy zgodności produktu z opakowaniem są równie istotne, co testy stabilności samej receptury.

Nie bez znaczenia pozostaje też forma aplikacji produktu. W przypadku formuł aerozolowych, z którymi pracuję na co dzień, dochodzi dodatkowy poziom trudności: filtry UV muszą pozostać w pełni rozpuszczone i homogeniczne w układzie kompatybilnym z propelentem, a sam proces rozpylania nie może zaburzać równomiernego rozprowadzenia filtrów na skórze, co bezpośrednio przekłada się na wynik badania SPF i UVAPF. Zbyt duże krople, nierównomierna warstwa produktu czy niepełne pokrycie skóry mogą obniżyć realną ochronę niezależnie od tego, jak dobrze zaprojektowano samą recepturę bazową.

Do tego dochodzi kwestia badań skuteczności - kosztownych i czasochłonnych, wymagających spełnienia rygorystycznych wymogów statystycznych, niezależnie od tego, czy wybierana jest metoda in vivo, czy in vitro. Zsumowanie wszystkich tych elementów, począwszy od pierwszych prób recepturowych, przez wielomiesięczne testy stabilności w różnych warunkach klimatycznych, aż po finalne badanie potwierdzające deklarowany poziom ochrony sprawia, że pełne wdrożenie nowego produktu przeciwsłonecznego, od koncepcji do półki sklepowej, trwa zazwyczaj co najmniej rok, a często dłużej. To jeden z powodów, dla których zmiana pojedynczego filtra w recepturze nigdy nie jest decyzją podejmowaną z dnia na dzień.

Techniczna solidność jako fundament zaufania

Wszystkie opisane wyżej wyzwania, począwszy od doboru surowców, przez proces technologiczny, po badania skuteczności, pokazują, że produkt przeciwsłoneczny, zanim trafi na półkę, przechodzi drogę znacznie dłuższą i bardziej złożoną, niż mogłoby się wydawać konsumentowi czytającemu kolejny wpis w mediach społecznościowych. To właśnie ta techniczna solidność potwierdzona wynikami badań, a nie sloganem reklamowym powinna być fundamentem zaufania do produktu z filtrem UV.

Ale sama poprawna receptura i wynik badania to dopiero połowa sukcesu rynkowego. Drugą połową jest to, w jaki sposób produkt zostanie zakomunikowany klientowi, jak wpisze się w aktualne oczekiwania rynku marek własnych oraz jak poradzi sobie z falą, czasem sprzecznych, informacji docierających dziś do konsumenta z każdej strony.


przemysł kosmetycznyfiltry UVWATS Piasecki i Wspólnicyochrona przeciwsłonczena

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij!

Oddaj swój głos  

Średnia ocen 5/5 na podstawie 1 głosów.

Dodaj komentarz

Redakcja Portalu Chemia i Biznes zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu. Twój komentarz wyświetli się zaraz po tym, jak zostanie zatwierdzony przez moderatora. Dziękujemy i zapraszamy do dyskusji!


WięcejNajnowsze

Więcej aktualności



WięcejNajpopularniejsze

Więcej aktualności (192)



WięcejPolecane

Więcej aktualności (97)



WięcejSonda

Czy w Twojej firmie brakuje specjalistów z branży chemicznej (inżynierowie procesowi, chemicy, automatycy)?

Zobacz wyniki

WięcejW obiektywie