Chemia i Biznes

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności Cookies"

Rozumiem i zgadzam się

Konfiguracja makiety

"Galera bez galerników", czyli polski recykling bez recyklerów

2021-02-15  / Autor: Andrzej Kubik

Recykling tworzyw sztucznych jawi się wobec nagonki medialnej na „plastik”, jak niepoprawnie w przestrzeni publicznej nazywa się bardzo różnorodną grupę materiałową tworzyw sztucznych, jedyną racjonalną odpowiedzią i rozwiązaniem realnego problemu zanieczyszczenia środowiska naturalnego ich odpadami.

Recykling tworzyw sztucznych

Dlaczego akurat tworzywa sztuczne stały się „chłopcem do bicia” mediów i proekologicznych aktywistów? „Winę” za to ponoszą konstruktorzy tworzyw, którzy zbyt dosłownie wypełnili społeczne zamówienie na materiały doskonałe: powszechne, wygodne i niezniszczalne, bez których nasz świat w obecnym kształcie nie byłby w stanie istnieć, a rezygnacja z nich cofnęłaby rozwój cywilizacyjny do końca XIX w.

Otóż właśnie „niezniszczalność” tworzyw, która w trakcie użytkowania oznacza trwałość kształtu, faktury czy barwy, a w przypadku opakowań jest dodatkowo gwarantem bezpieczeństwa i trwałości opakowanych produktów (np. żywności) w zderzeniu z beztroską konsumentów doprowadziła do masowego zanieczyszczenia środowiska tym, co pozostaje, kiedy ich służba człowiekowi dobiega kresu – odpadami z tworzyw sztucznych.

To nie tworzywa są obecnie problemem ludzkości, jak próbuje się to formułować w populistycznych przekazach („Zerwij z plastikiem!”, „Świat wolny od plastiku”) i podejrzanych legislacjach (np. uchwała STOP-PLASTIK Rady Miejskiej Wałbrzycha zakazująca używania w instytucjach miejskich jednorazowych opakowań, naczyń i sztućców z tworzyw sztucznych), a rozpasany konsumpcjonizm, brak rzetelnej wiedzy na temat tworzyw oraz wynikający z tej niewiedzy oraz ludzkiego lenistwa sposób postępowania z ich odpadami. Należy to raz jeszcze wyraźnie wyartykułować: żadna foliowa torebka, butelka po napoju czy jednorazowa słomka nie „uciekła” z fabryki, by wraz z milionami „współplemieńców” popełnić zbiorowe samobójstwo, topiąc się w oceanie i trafić później do żołądka sławnego z kolorowej prasy wieloryba czy żółwia. To człowiek, jako konsument, zamiast skierować je do ponownego przetworzenia – bo termoplasty są wprost stworzone do tego, by je stopić i ponownie uformować – po prostu podrzucił je środowisku.

Gdyby jednak wiedząc i chcąc postąpił inaczej, czyli wrzucił odpady do „żółtego worka”, to trafiłyby one do recyklingu i otrzymały drugie życie – bo to recykling jest ową „jasną stroną mocy” tworzyw sztucznych i to on ma szansę przełamać kryzys zaufania społecznego, który dotknął dziś tworzywa.

Zbiórka odpadów, ich sortowanie, a następnie recykling to nic innego jak żmudne „sprzątanie świata” po konsumenckim szaleństwie. Recyklerzy przypominają wioślarzy ukrytych pod pokładem statku, gdy przemierza on gładką toń morza. Mało który z pasażerów takiej galery ma świadomość, że tempo rejsu oraz gwarancja dopłynięcia do celu okupione są potem i łzami tych, którzy rytmicznie naciskają na wiosła i że to od nich zależy kiedy i gdzie ta podróż się skończy.

Mając świadomość, że kondycja owych „wioślarzy” jest kluczowa dla osiągnięcia założonego celu (np. podyktowanego Dyrektywą Unijną krajowego poziomu recyklingu tworzyw sztucznych w perspekty wie roku 2025) należałoby zadbać o swych „galerników”. Tylko, czy na rozświetlonym słońcem (i fleszami konferencji prasowych) pokładzie, popijając schłodzone drinki (w „plastikowych” kubeczkach z jednorazową słomką) ktokolwiek zechce się pochylić, przyłożyć ucho do drewnianego pokładu i posłuchać, jak bije serce recyklingu? Spróbujmy to zrobić w tym miejscu…

Zmiana Ustawy o Odpadach

Zmiana Ustawy o Odpadach w formie Ustawy z 20 lipca 2018 roku (Dz. Ust. z 2018r. poz. 1592) zrównała recyklerów z „mafią śmieciową”, która na sprowadzaniu do Polski odpadów, ich nielegalnym składowaniu, wystawianiu dokumentów potwierdzających odzysk lub recykling (DPO/DPR) niezgodnych ze stanem faktycznym, a w końcu na ich „puszczaniu z dymem” zarabiała krocie.

Ustawodawca pominął fakt, że firma recyklingowa, która pozyskuje odpad w formie wysortowanej płaci zazwyczaj za ten odpad niemałe kwoty sortowniom i nie jest beneficjentem ani systemu opłat produktowych (te obecnie trafiają zwykle do organizacji odzysku, rzadziej do Urzędu Marszałkowskiego), ani systemu opłat za odbiór odpadów z gospodarstw domowych (tu „beneficjentami” są gospodarki komunalne).

Mimo to recyklerzy zostali zobowiązani do ustanowienia zabezpieczenia materialnego (kaucji, gwarancji bankowej lub polisy) dla potencjalnych roszczeń budżetu w przypadku niewywiązania się przez nich z obowiązku recyklingu – opłata taka dla tworzyw sztucznych to 400 zł od każdej składowanej tony. Ponadto zaostrzono wymogi ochrony przeciwpożarowej dla zakładów zajmujących się recyklingiem, a na ich straży ustawiono Państwową Straż Pożarną, która zażyczyła sobie stawiania murów ogniowych, budowy zbiorników wodnych i punktów czerpania wody gaśniczej oraz dzielenia placów składowych na strefy pożarowe.

Jakby tego było mało, kolejnymi „dozorcami” recyklerów ustanowiono Inspektoraty Ochrony Środowiska, tworząc wymóg objęcia składowisk monitoringiem wizyjnym (kolejne inwestycje) i stworzenia dla IOŚ stałego dostępu on-line do tych systemów.

Dodatkowego smaku represji dodał temu wymogowi fakt, że termin, w którym należało przekazać hasła dostępów do tych systemów pod groźbą grzywny znacznie wyprzedził termin publikacji rozporządzenia o wymogach technicznych, jakim systemy te powinny odpowiadać.

Aby jednak recyklerzy jako domniemani „przestępcy” naprawdę zaczęli się bać, ustalono termin (4 września 2019 r., przesunięty później pod naciskiem recyklerów na 4  marca 2020 r.), w którym wszystkie dotychczas wydane decyzje zezwalające na przetwarzanie oraz składowanie odpadów stracą swoją ważność – w tym dniu, o ile nie uda im się uzyskać nowych decyzji, ich biznes miał stać się nielegalny i albo zakończą swą działalność, albo przejdą do szarej strefy. Niestety tak właśnie się stało i dotknęło ok. 30-40% małych i średnich firm, które nie były w stanie nie tylko spełnić wygórowanych wymagań technicznych, ale przede wszystkim nie były w stanie zainwestować setek tysięcy złotych w zabezpieczenia przeciwpożarowe, monitoring i depozyt.

W taki to sposób jeszcze na długo przed pandemią koronawirusa polska branża recyklingowa została zdziesiątkowana za pomocą decyzji Ministerstwa Klimatu, która jak „wirus" wyeliminowała firmy słabsze ekonomicznie. Można by to było nawet uznać za oczyszczenie wolnego rynku przez jego niewidzialną rękę, gdyby nie fakt, że był to efekt działań administracyjnych oraz że w jego wyniku niski już na tle Europy poziom recyklingu tworzyw sztucznych w Polsce zamiast wzrostu zanotował stratę jednej trzeciej swojego potencjału przetwórczego.

Zdumiewa beztroska legislatorów, którzy z jednej strony podpisują się pod europejskimi dyrektywami o zwiększeniu poziomów recyklingu, deklarując, że nasz kraj spełni ambitne europejskie normy, a z drugiej strony blokują przedsiębiorców, którzy mogliby im w tym realnie pomóc. Wynika to jednak z dość skromnej wiedzy na temat procesów recyklingu oraz naiwnej wiary w to, że recyklingu dokonuje się przy biurku, podpisując Dokument Przeprowadzenia Recyklingu (DPR), wiary ugruntowanej niestety przez wieloletnią praktykę „patologicznego” systemu gospodarowania odpadami w Polsce.

Praktyka ta, polegająca na wystawianiu "kwitów" na recykling, który nigdy nie miał w rzeczywistości miejsca, zaowocowała dwoma zjawiskami. Po pierwsze, jak grzyby po deszczu powstawały tzw. organizacje odzysku, będące de facto organizacjami producentów wprowadzających na rynek wyroby podlegające opłacie produktowej i pomagające swym akcjonariuszom skutecznie unikać uiszczania tej opłaty w zamian za poświadczenie ich recyklingu. Po drugie zaś, również jak grzyby po deszczu rosły hałdy śmieci nie tylko na składowiskach, ale także w lasach i na dzikich wysypiskach, gdyż ich „recykling” odbywał się wyłącznie na papierze.

Gdy już te hałdy zaczynały ich administratorom przysłaniać niebo podpalał je „nieznany sprawca” (pamiętamy „epidemię płonących wysypisk” z roku 2018), robiąc miejsce dla kolejnych „zrecyklingowanych” na papierze odpadów.

Otóż w tę właśnie patologię miała uderzyć wspomniana na wstępie Ustawa. Szkoda tylko, że przy okazji uderzyła również w recyklerów, którzy faktycznie przerabiali odpady, a nie "kwity". Stało się tak wyłącznie przez brak rozwagi albo wiedzy legislatorów. W ten sposób grupa tych, którzy napierali na wiosła, by nasza „galera” płynęła we właściwym kierunku, została wyrzucona za burtę.


tworzywa sztuczneodpadypraworecykling

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij!

Oddaj swój głos  

Ten artykuł nie został jeszcze oceniony.

Dodaj komentarz

Redakcja Portalu Chemia i Biznes zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu. Twój komentarz wyświetli się zaraz po tym, jak zostanie zatwierdzony przez moderatora. Dziękujemy i zapraszamy do dyskusji!


WięcejNajnowsze

Więcej aktualności





WięcejNajpopularniejsze

Więcej aktualności (192)



WięcejPolecane

Więcej aktualności (97)





WięcejSonda

Czy warunki pogodowe wpływają na działalność Twojej firmy?

Zobacz wyniki

WięcejW obiektywie