Chemia i Biznes

W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym. Mogą Państwo dokonać w każdym czasie zmiany ustawień dotyczących cookies. Więcej szczegółów w naszej "Polityce prywatności Cookies"

Rozumiem i zgadzam się

Konfiguracja makiety

Firmy zamykają zakłady - europejska chemia na krawędzi

2026-06-01  / Autor: Dominik Wójcicki

Europejski przemysł chemiczny coraz szybciej traci swoją globalną pozycję. Kolejne decyzje koncernów o sprzedaży aktywów, zamykaniu instalacji i przenoszeniu inwestycji poza Europę pokazują, że problem nie jest już tylko ostrzeżeniem branży, lecz realną zmianą geografii światowej produkcji.

Chociaż europejski przemysł chemiczny od niemal dwóch dekad alarmuje o narastających problemach, które zagrażają jego stabilności – pierwsze ostrzeżenia pojawiły się w trakcie kryzysu finansowego w 2008 roku, a następnie dołączyły do nich rosnące ceny energii, rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych, coraz surowsze regulacje środowiskowe oraz załamanie rynku gazu ziemnego po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 roku – to jego obecne nastroje są najgorsze w XXI wieku. Sektor stoi w obliczu bezprecedensowego kryzysu, który przestał być jedynie teoretycznym zagrożeniem, a stał się brutalną rzeczywistością, objawiającą się masowymi zamknięciami zakładów i drastycznym spadkiem inwestycji, co zagraża jego długoterminowej konkurencyjności.

Narastający kryzys europejskiej chemii

W latach 2022-2025 ogłoszono zamknięcia zdolności produkcyjnych na poziomie 37 milionów ton, co stanowi około 9% całkowitej produkcji w Europie, głównie w petrochemikaliach, substancjach nieorganicznych i polimerach. Ten trend przyspieszył sześciokrotnie od 2022 roku, a w samym 2025 roku zamknięcia podwoiły się w porównaniu z poprzednim rokiem – dane te potwierdza m.in. pierwszy roczny Raport Monitorujący Deklarację Antwerpską z lutego 2026 roku, przygotowany przez Deloitte na zlecenie Cefic. 

Wysokie koszty energii, surowców i regulacje środowiskowe UE sprawiają, że europejskie firmy tracą przewagę konkurencyjną wobec tańszej produkcji z Azji, szczególnie Chin. Inwestycje w sektorze spadły o ponad 86% w 2025 roku, z 2,7 miliona ton nowych zdolności w 2022 do zaledwie 0,3 miliona ton, co wynosi łącznie tylko 7 milionów ton w latach 2022-2025. To dramatyczne zahamowanie innowacji, w tym projektów związanych z elektryfikacją, wodorem i recyklingiem tworzyw, grozi dalszą deindustrializacją kontynentu. Jednocześnie sektor stracił około 20 tysięcy bezpośrednich miejsc pracy, a uwzględniając efekty łańcucha dostaw, zagrożonych jest nawet 89 tysięcy stanowisk. Udział Europy w globalnych sprzedażach chemikaliów spadł z 27% w 2004 roku do zaledwie 13% w 2024 roku, podczas gdy Chiny zwiększyły swój udział do 46%.

Eksperci z Europejskiej Rady Przemysłu Chemicznego (Cefic) ostrzegają, że bez natychmiastowych interwencji, takich jak obniżenie kosztów energii i wzmocnienie ochrony handlowej, sektor może nie przetrwać w obecnej formie. Zamknięcia koncentrują się w krajach jak Niemcy, Holandia i Wielka Brytania, gdzie koszty produkcji są najwyższe. W obliczu tych wyzwań, niektóre firmy próbują restrukturyzacji, ale ogólny obraz wskazuje na strukturalny spadek, mogący wpłynąć na inne branże zależne od chemikaliów, takie jak motoryzacja czy rolnictwo. Przyszłość europejskiego przemysłu chemicznego zależy od politycznych decyzji UE, które muszą zrównoważyć ambicje ekologiczne z gospodarczą rzeczywistością.

Utrata konkurencyjności i presja taniego importu

- Z europejskiej chemii wkrótce nic nie zostanie, jeśli politycy nie wezmą się ostro do roboty – i to już teraz. Obecna sytuacja jest gorsza niż podczas kryzysu finansowego w 2008 roku. Główną przyczyną kryzysu jest masowy napływ tanich chińskich produktów. Ogromne ilości importu z Chin trafiają do Europy z dwóch powodów. Po pierwsze – działania prezydenta Trumpa zablokowały im dostęp do rynku amerykańskiego, więc cały nadmiar ląduje u nas. Po drugie – Chiny zbudowały gigantyczną, nadmierną zdolność produkcyjną. Żadna chińska firma na tym nie zarabia, więc towary trafiają do Europy po dumpingowych cenach - tłumaczy sir Jim Ratcliffe, założyciel i szef koncernu INEOS, jednego z największych graczy na globalnym rynku chemicznym.

Podkreśla on, że branża chemiczna w Europie, warta około 1 biliona euro, nie przetrwa bez natychmiastowej ochrony celnej oraz bez zdecydowanej redukcji „paraliżujących” podatków węglowych. Ceny energii w Europie są czterokrotnie wyższe niż w Stanach Zjednoczonych – taki poziom jest jego zdaniem całkowicie nie do utrzymania.

- Skutek obecnej polityki UE jest dramatyczny: w latach 2022–2027 w Europie zamknięto lub planuje się zamknąć aż 90 dużych zakładów chemicznych. Wartość utraconych aktywów szacowana jest na około 70 miliardów euro – tyle kosztowałaby budowa nowych instalacji o podobnej skali. To już nie jest ostrzeżenie – to twarde dane pokazujące przyspieszający upadek. Politycy nie mogą dłużej ignorować rzeczywistości. Dalsza bezczynność doprowadzi do całkowitego zniknięcia europejskiego przemysłu chemicznego, co zagrozi bezpieczeństwu strategicznemu kontynentu. Europa stanie się zależna od Chin w zakresie podstawowych materiałów potrzebnych do obronności, ochrony zdrowia, produkcji żywności i całego przemysłu przetwórczego. Ktoś musi się obudzić, zanim będzie za późno. Potrzebujemy działań teraz – nie jutro, nie za rok - dopowiada Ratcliffe, który od dawna powtarza podobne ostrzeżenia, domagając się wyrównania warunków konkurencji na globalnym rynku.

Słowa szefa INEOS to nie tylko perspektywa właściciela globalnej firmy, ale absolutnie powszechne przekonanie w całej branży europejskiej.

– Od lat panuje szeroka zgoda co do tego, że Europa potrzebuje odbudowy konkurencyjności przemysłu, wzrostu popytu, rozwoju innowacji i przyciągania inwestycji. Te cele konsekwentnie pojawiają się w strategiach, dokumentach i debatach na wszystkich szczeblach. Problem polega jednak na tym, że tempo i skala rzeczywistych działań wciąż nie odpowiadają deklarowanym ambicjom – zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Ta luka między kierunkiem a realizacją coraz wyraźniej odbija się na kondycji europejskiego przemysłu. Europa musi już dziś podjąć konkretne działania w kwestii kosztów energii, sprawiedliwego handlu międzynarodowego i popytu na europejskie produkty – w ten sposób zapewnimy wysokiej jakości miejsca pracy dla następnego pokolenia – komentuje Tomasz Zieliński, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.

Przemysł chemiczny w Europie domaga się od unijnych decydentów konkretnych działań, w tym przede wszystkim pilnego wzmocnienia konkurencyjności sektora w obliczu narastającej presji kosztowej; ograniczenia wpływu wysokich kosztów energii i emisji na decyzje inwestycyjne oraz utrzymania mocy produkcyjnych w Europie, skutecznych mechanizmów ochrony przed ucieczką emisji, konieczności oceny wykonalności przyjętych celów transformacyjnych w aktualnych realiach gospodarczych i geopolitycznych, wzmocnienia unijnych instrumentów handlowych i zapewnienia równych warunków konkurencji wobec importu, uznania przemysłu chemicznego jako fundamentu strategicznych łańcuchów wartości UE – od energetyki i obronności po rolnictwo i farmację.

Apele przemysłu i powolna reakcja Unii Europejskiej

Problem w tym, że podobnych apeli ze strony przemysłu było już wiele. Minęły dwa lata od opublikowania Deklaracji Antwerpskiej (20 lutego 2024 r.), w której liderzy branży – w tym chemicznej – wołali o pilne wsparcie konkurencyjności w obliczu wysokich kosztów energii, nieuczciwej globalnej konkurencji i nadmiernej regulacji. Postulaty z 2024 roku brzmiały alarmująco, a zrozumienie wagi problemu po stronie Komisji Europejskiej pozostało w dużej mierze kurtuazyjne i deklaratywne – mimo uruchomienia Clean Industrial Deal w 2025 r., który miał odpowiadać na te apele.

Dzisiaj, w 2026 roku, te same postulaty brzmią niemal identycznie, a reakcje instytucji unijnych wciąż są zbyt powolne i niewystarczające.

Raport Monitorujący Deklarację Antwerpską (opublikowany w lutym 2026 przez Deloitte na zlecenie Cefic) dostarcza bezlitosnych danych. W 83% monitorowanych kluczowych wskaźników efektywności (KPI) nie odnotowano poprawy, a w wielu przypadkach nastąpiło pogorszenie od momentu podpisania Deklaracji. UE posiada wyraźną przewagę konkurencyjną zaledwie w trzech na 22 benchmarkowanych międzynarodowo obszarach (ok. 14%): wykorzystanie biomasy do biomateriałów i bioenergii, użycie materiałów z recyklingu oraz regulatory sandboxes. Raport wprost mówi o przyspieszającej deindustrializacji otwartej gospodarki europejskiej, podkreślając główne bariery: ceny energii dla przemysłu 4,6 raza wyższe niż w USA (gaz) i 2,4 raza wyższe niż w Chinach/USA/Indiach (prąd), kolejki do przyłączenia do sieci trwające 7–10 lat, ciężar regulacyjny (pozwolenia 1–3 lata średnio, często ponad sześć lat z apelacjami), 513% nadsubskrypcji funduszy innowacyjnych w 2024 oraz 15 pkt proc. niższą wydajność innowacyjną niż w USA. Chiny rozwijają moce OZE pięć razy szybciej, a ich liczba patentów jest 17 razy wyższa niż w UE. Eksperci Deloitte ostrzegają: „UE przegrywa globalny wyścig o inwestycje przemysłowe” – kapitał ucieka tam, gdzie nie ma labiryntu regulacyjnego i siedmioletniego oczekiwania na infrastrukturę. 2026 rok określany jest jako punkt zwrotny – albo radykalne uproszczenie regulacji i obniżenie kosztów energii, albo dalsza erozja atutów, w tym belgijskiego lidera circularności (22,7% materiałów z recyklingu).

- Unia Europejska przegrywa globalny wyścig o inwestycje przemysłowe. Nie chodzi wyłącznie o koszty energii; chodzi o fundamentalny klimat inwestycyjny. Gdy kapitał musi czekać siedem lat na podłączenie do sieci, napotyka 500% nadsubskrypcję funduszy na innowacje i zmaga się ze skomplikowanym środowiskiem regulacyjnym, nieuchronnie popłynie gdzie indziej. Aby napędzić transformację przemysłową, UE musi stać się magnesem na kapitał, a nie labiryntem. Warunkiem wstępnym jest tu konkurencyjność, oparta na radykalnym uproszczeniu i przyspieszonym wdrażaniu podstawowej infrastruktury, od której zależą inwestorzy przemysłowi – mówi Frederik Debrabander, lider sektora Energy, Resources & Industrials w Deloitte.

Firmy głosują nogami – wycofywanie inwestycji z Europy

Tyle tylko, że rynek nie czeka już dłużej na polityczne deklaracje – weryfikuje realia kosztowe w bezlitosny sposób i zmusza firmy do podejmowania drastycznych, często nieodwracalnych decyzji. Największe firmy petrochemiczne modyfikują swoje strategie, których efektem jest po prostu wychodzenie z Europy.

Na początku tego roku saudyjski gigant SABIC ogłosił podpisanie dwóch strategicznych umów sprzedaży części swojego portfolio. Za łączną wartość wynoszącą 950 milionów dolarów firma pozbywa się europejskiego biznesu petrochemicznego (EP) oraz regionalnego biznesu termoplastów inżynieryjnych (ETP).

Europejski segment petrochemiczny – obejmujący produkcję etylenu, propylenu, polietylenu niskiej i wysokiej gęstości, polipropylenu oraz wartościowych związków polimerowych – przejdzie w ręce niemieckiej firmy inwestycyjnej AEQUITA za 500 milionów dolarów. W skład transakcji wchodzą m.in. zakłady produkcyjne w Teesside (Wielka Brytania), Geleen (Holandia), Gelsenkirchen (Niemcy) oraz Genk (Belgia).

Z kolei biznes termoplastów inżynieryjnych (ETP) w Amerykach i Europie – produkujący poliwęglan, poli(butylen tereftalan), ABS oraz ich związki – zostanie sprzedany niemieckiej spółce MUTARES za 450 milionów dolarów. Do aktywów należą fabryki m.in. w Kartagenie (Hiszpania) i Bergen op Zoom (Holandia).

Podobną decyzję podjął LyondellBasell. Firma już w 2024 r. ogłosiła przegląd europejskich aktywów, by "ożywić dyskusje i skupić uwagę na regionalnej konkurencyjności w europejskim przemyśle petrochemicznym", przekazując swoim akcjonariuszom obawy co do długoterminowej żywotności aktywów europejskich. W ślad za tym w ubiegłym roku zawarto umowę z AEQUITA w sprawie sprzedaży czterech aktywów z europejskiej bazy produkcyjnej. Sprzedawane zakłady to zintegrowane krakery i aktywa poliolefinowe w Berre we Francji oraz w Münchsmünster w Niemczech, a także samodzielne zakłady polipropylenu w Carrington w Wielkiej Brytanii i Tarragonie w Hiszpanii. Zamknięcie proponowanej transakcji jest obecnie planowane na pierwszą połowę 2026 roku.

- Dekarbonizacja zakładów w Berre i Münchsmünster o 42% w stosunku do poziomu z 2020 roku do 2030 roku, zgodnie z wcześniejszymi zobowiązaniami LyondellBasell, kosztowałaby setki milionów euro, a nawet więcej w przypadku szybszego tempa. Sprzedaż aktywów była zatem preferowaną opcją wobec ich zamknięcia, co pociągnęłoby za sobą zobowiązania środowiskowe – teraz przejmowane przez AEQUITA – stwierdził LyondellBasell w komunikacie.

Obydwa omówione przypadki nie są jednak wyjątkami. Praktycznie każda z największych firm petrochemicznych w Europie albo szuka kupców dla swoich aktywów, albo je zamyka.


“Chemia i Biznes” nr 2/2026
CAŁY TEKST w Chemia i BIznes 2/2026

"Chemia i Biznes” to dwumiesięcznik biznesowo-gospodarczy, stworzony z myślą o firmach poszukujących rzetelnej, aktualnej i profesjonalnie przygotowanej informacji na temat rynku chemicznego i sektorów powiązanych.


przemysł chemicznyAEQUITALyondellBasellINEOSSABIC

Podoba Ci się ten artykuł? Udostępnij!

Oddaj swój głos  

Ten artykuł nie został jeszcze oceniony.

Dodaj komentarz

Redakcja Portalu Chemia i Biznes zastrzega sobie prawo usuwania komentarzy obraźliwych dla innych osób, zawierających słowa wulgarne lub nie odnoszących się merytorycznie do tematu. Twój komentarz wyświetli się zaraz po tym, jak zostanie zatwierdzony przez moderatora. Dziękujemy i zapraszamy do dyskusji!


WięcejNajnowsze

Więcej aktualności



WięcejNajpopularniejsze

Więcej aktualności (192)



WięcejPolecane

Więcej aktualności (97)



WięcejSonda

Czy w Twojej firmie brakuje specjalistów z branży chemicznej (inżynierowie procesowi, chemicy, automatycy)?

Zobacz wyniki

WięcejW obiektywie