Rozmowy z ...

Katarzyna Sawicz - Kryniger:

Najważniejszy jest pomysł

30.03.2017
Katarzyna Sawicz - Kryniger

O wyzwaniach związanych z zakładaniem nowej firmy chemicznej rozmawiamy z Katarzyną Sawicz-Kryniger, właścicielką spółki InnovaLab, której oferta skupia się na opracowywaniu i dostarczaniu rozwiązań technologicznych do zabezpieczania materiałów na bazie tworzyw sztucznych lub gotowych wyrobów.

Czuje się Pani bardziej przedsiębiorcą – wiadomo, że prowadzenie firmy to działalność biznesowa, czy może wciąż bardziej chemikiem – podstawą działalności spółki jest przecież praca badawczo-rozwojowa?

Czuje się zarówno chemikiem, jak i przedsiębiorcą. Na co dzień zmagam się z wyzwaniami jakie stawia praca w laboratorium oraz rozwijanie nowych koncepcji. Wykorzystuję swoją wiedzę chemiczną, którą zdobyłam na studiach oraz podczas realizacji pracy doktorskiej. Wciąż się uczę i poszerzam wiedzę. To narzuca chęć doskonalenia siebie, ale również nadążenia za postępem technologicznym. W mojej pracy przede wszystkim praktykuję i przekuwam pomysły w praktyczne rozwiązania. Firma to jednak również, albo przede wszystkim, działalność biznesowa. W tym aspekcie wiedzę zdobywam głównie na bieżąco, w praktyce, ale również wykorzystuję tę zdobytą na studiach podyplomowych związanych z zarządzaniem i ekonomią, a także tę zdobytą podczas pobytu na Uniwersytecie Stanford w Stanach Zjednoczonych. Korzystam również ze wsparcia i wiedzy biznesowej osób mnie otaczających, mających duże doświadczenie w biznesie.

Na pewno zatem umiejętne połączenie tych obydwu światów umożliwiło mi wykonywanie pracy, która daje dużo satysfakcji i zadowolenia. Nie ma tu miejsca na nudę i monotonię, wręcz przeciwnie – następuje nieustanny rozwój i poszerzanie horyzontów każdego dnia.

Co w ogóle zadecydowało o tym, że w pewnym momencie życia założyła Pani firmę? Bardziej pociągająca od kariery naukowej – uzyskała Pani przecież stopień naukowy doktora na Wydziale Inżynierii i Technologii Chemicznej Politechniki Krakowskiej – okazała się droga przedsiębiorcy, czy może jedno z drugim się po prostu połączyło?

W mojej karierze ścieżka nauki i biznesu połączyły się spontanicznie. Od początku mojego doktoratu planowałam, aby badania przeze mnie realizowane miały wymiar praktyczny. Trudno mi stopniować, co jest mi bliższe, czy droga naukowa, czy droga przedsiębiorcy, bo obydwie są dla mnie równie ważne. Pierwsze kontakty z przemysłem podczas praktyk studenckich, staży przemysłowych, czy też realizowanych projektów uświadomiły mi w pełni potrzebę realizacji nauki o charakterze aplikacyjnym.

Kiedy okoliczności sprawiły, że pojawiła się możliwość założenia firmy nie zastanawiałam się długo nad podjęciem tego kroku. W taki sposób jestem teraz przedsiębiorcą czynnie realizującym pracę naukowo-badawczą.

Spółka InnovaLab specjalizuje się w chemicznym znakowaniu materiałów na bazie tworzyw sztucznych oraz w optymalizacji procesów polimeryzacji i aplikacji powłok stosowanych w przemyśle. Jak w ogóle doszło do rozwoju tej technologii? Skąd zainteresowanie tym obszarem?

Pomysł na technologię powstał z potrzeby rynkowej. Będąc na studiach doktoranckich, nawiązałam kontakt z firmą borykającą się z problemem podrabiania jej produktów. Następnie zbadałam rynek i okazało się, że jest więcej firm mających podobne kłopoty. Okazało się również, że w Polsce nie ma firmy świadczącej usługi znakowania materiałów w takiej formie.

Oferowane przez nas rozwiązanie różni się od istniejących na rynku np. znaków graficznych, hologramów, znakowania laserowego. Daje przede wszystkim możliwość znakowania materiału w obrębie całej partii produktu, w całej jego objętości.

Temat wydał mi się na tyle interesujący, że podjęłam się opracowania odpowiednich markerów, metod ich aplikacji oraz urządzenia do ich detekcji. Potrzeby kolejnych klientów narzuciły dopasowanie naszej technologii do zastosowania jej w innych obszarach, nie tylko zaś do identyfikacji materiałów i produktów. Technologia InnovaLab dostarcza również informacji o prawidłowym przygotowaniu komponentów mieszaniny oraz jakości wytworzonego produktu. Możemy zweryfikować skład systemu/produktu złożonego z kilku komponentów.

Odpowiednio dobrane znaczniki oraz metoda ich detekcji umożliwiają także szybki i nieinwazyjny pomiar grubości nakładanych powłok typu kleje, lakiery, farby, tworzywa sztuczne itp. Technologia znajduje zastosowanie wszędzie tam, gdzie niemożliwe jest zastosowanie tradycyjnych grubościomierzy lub też kiedy pomiar grubości powłoki jest żmudny, czasochłonny albo wymaga drogich lub skomplikowanych urządzeń.

Mając interesującą technologię, wierząc w jej potencjał, trudno jest w ogóle przekształcić wiedzę w biznesplan? Jak to było w Pani przypadku? Co było trudniejsze: sama realizacja koncepcji naukowej, intelektualnej, czy może późniejsza komercjalizacja tej wiedzy?

Jak to często bywa zaczęło się od szczęśliwego zbiegu okoliczności. Byłam po projekcie ze wspomnianą wyżej firmą, a na mojej uczelni, czyli Politechnice Krakowskiej pojawiło się ogłoszenie o konkursie na biznesplan dla doktorantów. Konkurs był organizowany przez Urząd Marszałkowski.

W tym momencie jednak zaczęły się schody. Polski system edukacji nie kładzie nacisku na przedsiębiorczość. Sporządzenie biznesplanu trwało kilka dni i było okupione masą pracy i konsultacji. Projekt na tyle spodobał się jednak jury, że zdobyłam w konkursie pierwsze miejsce, a dodatkowo wzięłam udział w konkursie pomysłów na start-up w formule elevator pitch, gdzie zwycięstwo otworzyło mi drogę do konkursu międzynarodowego w Palo Alto w Kalifornii. W międzynarodowym finale zakwalifikowałam się do najlepszej szóstki.

Po tych sukcesach zaczęły się rozmowy z zainteresowanymi inwestorami i po negocjacjach założyłam spółkę we Wrocławskim Centrum Badań EIT+. I dopiero w tym momencie zaczęła się prawdziwa praca nad przekuciem pomysłu w realną, komercyjną ofertę. Dopracowanie odpowiedniego rozwiązania, które wiązało się z ogromem pracy intelektualnej, koncepcyjnej i technicznej, było tak samo trudne, jak praca naukowa czy sama komercjalizacja rozwiązania.

Jeśli mowa o komercjalizacji wiedzy w Polsce, to czy jest to Pani zdaniem proces trudny? Czego brakuje, by przebiegał sprawniej? Odwagi ze strony naukowców, bardziej sprzyjającego prawa, wsparcia?

Wszystkiego po trochu. Brak chęci naukowców do opuszczenia swojej strefy komfortu często nie jest zamierzony. Wspomniane braki w edukacji w zakresie przedsiębiorczości, czy brak jakichkolwiek punktów za współpracę z przemysłem powodują jednak, że każdy skupia się na publikacjach, konferencjach, wypełnianiu pensum, a nie na szukaniu chętnych na przedmiot własnych badań. Trzeba powiedzieć sobie szczerze, że tak jak nie każdy nadaje się na naukowca, tak nie każdy musi być przedsiębiorcą.

Ważne jest natomiast to, by każdemu stworzyć takie warunki pracy, by mógł jak najskuteczniej realizować się w tym, co potrafi robić najlepiej. Jeśli ktoś realizuje projekty, które mają potencjał rynkowy, to chwała mu za to. Rolą uczelni i instytucji państwa jest pomóc takiej osobie, by efekty jej pracy wpierały rozwój innowacyjności w polskiej gospodarce.

Nauka zawsze powinna mieć praktyczne, przemysłowe zastosowanie?

Uważam, że zanim efekty badań naukowych znajdą praktyczne zastosowanie, to konieczne są badania podstawowe w mniejszym lub większym zakresie. Jeśli chodzi z kolei o bardziej zaawansowane technologie, to raczej rzadko zdarza się, że od pomysłu przechodzi się od razu do aplikacji. Od pomysłu poprzez prace w laboratorium, testy, prototypy, znowu testy, wdrożenie przechodzi się do praktycznego zastosowania. Nauka w postaci badań podstawowych zwykle nie ma charakteru aplikacyjnego, ale służy zgłębianiu i opracowaniu technologii czy nowego produktu lub jego aplikacji. Moim zdaniem nauka na uczelniach technicznych powinna być utylitarna i nawet prowadząc latami badania podstawowe, powinniśmy znać cel oraz potencjalne zastosowanie rezultatów tych badań.

Rozwińmy jeszcze ten temat. Została Pani brokerem innowacji, czyli  mediatorem pomiędzy naukowcami i partnerami biznesowymi. Jak Pani ocenia obecne relacje w Polsce między tymi dwiema stronami i przede wszystkim co należy robić, by były one jak najbardziej optymalne i z korzyścią dla obydwu stron?

Tak, jak wspomniałam wcześniej, nasz system edukacji, jak również podejście rodzi pewne ograniczenia, jeżeli chodzi o współpracę nauki i przemysłu. Poza niedostatkiem edukacji w kierunku przedsiębiorczości, chodzi o system punktacji pracowników uczelni oraz możliwości rozwoju ich kariery naukowej. Pracownicy uczelni muszą skupić się po pierwsze na publikowaniu artykułów i uczestnictwie w konferencjach, aby dobrze wypaść w okresowej ewaluacji pracownika. Punktacja za zgłoszenia patentowe czy współpracę z przemysłem nie jest tak wysoka, jak wspomniane wcześniej działania.

Dodatkową kwestią jest trudność habilitacji w oparciu o dorobek technologiczny i wdrożeniowy. To w dalszym ciągu u nas nie funkcjonuje, a szkoda, jeśli się patrzy na dobrodziejstwo takiej ścieżki kariery naukowo-przemysłowej realizowanej np. w Stanach Zjednoczonych.

Naukowiec na uczelni ściśle współpracujący z przemysłem, to nie tylko dodatkowe dochody dla uczelni, ale przede wszystkim świetny dydaktyk – praktyk, mogący się dzielić wiedzą i umiejętnościami. Z pewnością idzie jednak ku dobremu, a współpraca nauki i przemysłu jest bardzo wspierana i promowana w naszym kraju. Widać to, gdy spoglądamy na liczne granty i projekty oferowane przez NCBiR, Fundację Nauki Polskiej, które to niejednokrotnie wymagają konsorcjów na linii uczelnia – firma oraz przyznają więcej punktów we wnioskach zakładających współpracę z przemysłem lub wdrożenie rezultatów projektu.

Kto dokładnie jest odbiorcą technologii oferowanej przez InnovaLab?

Mamy na koncie konkretne sukcesy. To wdrożenie technologii markerów do optymalizacji aplikacji powłoki drukarskiej w branży poligraficznej. Wdrożenie było związane z opracowaniem metody  pomiaru, a także dostarczeniem odpowiedniego znacznika umożliwiającego nieinwazyjny pomiar grubości powłoki lakieru nakładanej na podłoże papierowe. Jest to nowa technologia, niedostępna komercyjnie na rynku. Projekt zrealizowany został z międzynarodową firmą LSC Communications Europe, działającą w branży drukarskiej, posiadającą swoje oddziały na całym świecie i zatrudniającą 65 tys. osób.

Kolejnym sukcesem jest wdrażanie technologii chemicznego znakowania materiałów w chemii budowlanej oraz optymalizacja procesów syntezy polimerów w firmie Tikkurila, działającej w branży farb. Tikkurila jest liderem sektora farb dekoracyjnych w Finlandii, Szwecji i Rosji oraz jednym z czołowych graczy na rynku w krajach bałtyckich i w Polsce. Cieszy się też ugruntowaną pozycją rynkową w kilku innych krajach Europy Wschodniej i WNP, więc współpraca z takim partnerem na pewno buduje nasz prestiż. Nasze rozwiązania są przeznaczone i kreowane na potrzeby klienta, nie posiadają konkurencji.

Dokonaliśmy także adaptacji metody chemicznego znakowania do optymalizacji procesów segregowania tworzyw sztucznych. Projekt realizowany jest z firmą Ergis, czyli największym w Polsce producentem folii i opakowań z tworzyw sztucznych oraz środkowoeuropejskim liderem w produkcji opakowań przemysłowych, folii do pakowania żywności i farmaceutyków oraz folii hydroizolacyjnych z polichlorku winylu.

InnovaLab nawiązało ponadto współpracę z przedsiębiorstwem Terichem, które jest stosunkowo nowym graczem na europejskim rynku folii BOPP. Posiada zakłady produkcyjne na Słowacji, Ukrainie i w Finlandii. Tutaj nasze wsparcie polega na chemicznym znakowaniu materiałów i promowaniu ochrony przed fałszerstwami w przemyśle tytoniowym.

Skoro mowa o współpracy z różnymi podmiotami, to w grę wchodzi także realizacja projektu z Akademią Górniczo-Hutniczą. Na czym on polega?

Dokładnie tak. Istotnym aspektem z naszego punktu widzenia jest właśnie współpraca z AGH i realizacja projektu oraz jego wdrożenie związane z testami nowego produktu w postaci autonomicznego urządzenia do detekcji znaczników w nowej, funkcjonalnej, zminiaturyzowanej obudowie, umożliwiającej jego pełną mobilność oraz zdalne sterowanie za pomocą Wi-Fi, łatwość obsługi oraz wymiany kluczowych elementów urządzenia przez jego nabywców, a także przejrzystość panelu obsługi i odczytu wyników.

Wymienione udogodnienia oraz koncepcja urządzenia bazują na nowych zastosowaniach istniejącej wiedzy i technologii, ale też wykorzystują najnowsze osiągnięcia techniki. Jest to bez wątpienia innowacyjne rozwiązanie technologiczne w obrębie produktów i procesów.

Jak bardzo w takim razie oferowana przez InnovaLab technologia jest innowacyjna i co dokładnie o tym przesądza?

Od samego początku działalności firmy wszelkie projekty prowadzone przez InnovaLab były ukierunkowane tylko i wyłącznie na nowe rozwiązania. Nasze rozwiązania są unikalne, bazują na naszym know-how oraz latach badań. Posiadamy cztery zgłoszenia patentowe.

Oferowana przez InnovaLab technologia jest drogim rozwiązaniem, ale jest łatwa w aplikacji i bardzo trudno ją podrobić. Znamy rozwiązania oferowane przez naszą konkurencję, kilka z nich testowaliśmy w swoim laboratorium. Rozwiązania konkurencji są niejednokrotnie droższe, ale łatwo je podrobić.

Na projekty innowacyjne spółka przeznacza ponad 70% swojego budżetu, alokowanego przede wszystkim w działalność B+R i kreowanie własnych innowacji technologicznych. Istotną kwestią jest „krojenie rozwiązań na miarę”. Specyfika naszych klientów wymaga każdorazowo indywidualnego podejścia i naszym zadaniem jest rozwiązanie problemu zgłaszanego przez kontrahentów. Stąd też proces dostosowania technologii w pierwszej kolejności oznacza jego wnikliwą analizę. Drugim etapem jest przygotowanie rekomendacji, a następnie wdrożenie najlepszego, optymalnego systemu identyfikacji produktu.


CAŁY WYWIAD ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 1/2017 "CHEMII I BIZNESU". ZAPRASZAMY.


 

Wyświetlono: 755

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej