Artykuły - Przemysł chemiczny

Zachem: historia upadku

19.06.2013
Zachem: historia upadku

Gdy upada firma z ponad 60-letnią historią zawsze jest to smutne wydarzenie. Taki los spotyka bydgoski Zachem, jedno z większych przedsiębiorstw chemicznych w Polsce. Należąca do Grupy Ciech spółka z początkiem 2013 r. przestała praktycznie istnieć. Wraz z nią ginie kawałek rodzimego przemysłu chemicznego, choć wcale nie musiało do tego dojść. Prezentujemy tekst, będący podsumowaniem ostatnich lat działalności Zachemu i przyczyny, które doprowadziły do zaprzestania chemicznej produkcji w Bydgoszczy.

Zachem w ostatnich latach umierał powoli, ale dopiero decyzja Ciechu – jego właściciela, w którym 37,8% udziałów ma Skarb Państwa – o zawarciu umowy z koncernem BASF przypieczętowało los kujawsko – pomorskiej firmy. W październiku ubiegłego roku Ciech i BASF ogłosiły przejęcie przez największą chemiczną firmę świata części globalnego biznesu produkującego diizocyjanian toluenu (TDI) firmy Ciech. Zawarta umowa dotyczy sprzedaży aktywów, czyli listy klientów, kontraktów handlowych w zakresie TDI, praw własności intelektualnej do produktów i technologii TDI oraz know-how związanego z wytwarzaniem TDI. Nie jest to zatem prosta transakcja, na mocy której zmienia się szyld producenta, ale zakład i jego pracownicy wciąż funkcjonują w dotychczasowej lokalizacji. Formalnie Zachem wciąż będzie funkcjonował, tyle tylko, że nie będzie produkował TDI, czyli swojego najważniejszego produktu. Firma była piątym największym producentem TDI w Europie. Udział w globalnym rynku produktu wynosił 4%. Połowa produkcji kierowana była na rynek Polski, oceniany na 45 tys. ton.

Zachem w rękach państwa
Przez 58 lat Zachem był firmą państwową. Powstał w 1948 r. na fali próbującego dźwignąć się z wojennej pożogi kraju i jednocześnie w sytuacji realnej groźby wybuchu kolejnej wojny. To zdecydowało, że pierwsze lata jego działalności wypełniała produkcja materiałów wybuchowych, m.in. trotylu, pentrytu i tetrylu. Z biegiem lat firma przeszła na produkcję cywilną. Od połowy lat 50. były to wyroby z przetworzonego polichlorku winylu, półprodukty barwnikarskie, barwniki, pigmenty, fenol.

– Pamiętam sytuację, gdy myśleliśmy, że wybuchła wojna, a nas zbombardowano. Była noc, gdzieś w oddali słychać było potężny wybuch, huk "nie z tej ziemi" – mówi ponad 80-letnia Halina Czyż, emerytka, która w Zachemie przepracowała całe swoje życie. Wspomina 1952 r., gdy na terenie zakładu doszło do eksplozji trotylu, która zabiła 15 osób. – Wtedy nic nie wiedzieliśmy. Rano nie wpuszczono mnie do pracy, bo nie można było przejść przez bramę. Zniszczenia były usuwane długie tygodnie. O tym, co się naprawdę stało dowiedziałam się dużo później. Takie były czasy – dodaje. Tablica upamiętniająca ofiary tragedii stanęła u bram zakładu dopiero w 1999 r.

W dekadzie lat 70. w Zachemie zapoczątkowano działalność w segmencie poliuretanowym, z którego firma słynęła do końca swego istnienia. Uruchomiono produkcję elastycznych pianek poliuretanowych, powstała instalacja elektrolizy solanki, fosgenu, DNT, toluenodiaminy (TDA) i toluenodiizocyjanianu (TDI). W 1976 r. wystartowała produkcja epichlorohydryny (EPI). W szczytowym okresie tej dekady przedsiębiorstwo zatrudniało ponad 7 tys. osób. Zakład niczym nie różnił się od innych ówczesnych przedsiębiorstw i tak samo jak one w okresie transformacji ustrojowej stanął nad przepaścią. Zamknięto instalację fenolu, aniliny, nitrobenzenu oraz szeregu półproduktów organicznych, barwników i półproduktów barwnikarskich. W przeciwieństwie do wielu innych udało mu się jednak przetrwać, choć został podzielony. Z Zachemu wyrosły m.in. działające z powodzeniem do dzisiaj Zakłady Chemiczne Nitro-Chem oraz szereg spółek wykonujących zlecenia niezwiązane z działalnością chemiczną.

W latach 90. firma postawiła na dalszy rozwój produkcji pianek poliuretanowych i epichlorohydryny. Zaczęła też intensyfikować wielkość produkcji TDI. W 1992 r. zwiększyła ją z 7 tys. ton rocznie do 15 tys. ton, a w 1997 r. już do 30 tys. ton. W 2003 r. oddano do użytku nową instalację TDI, która podwoiła zdolności produkcyjne.

 

Polityczna droga ku prywatyzacji
Kluczowy rozdział firmowej historii zaczął się 10 lat temu. Była to niezwykła dekada. Ponieważ chodzi o firmę wówczas należącą do Skarbu Państwa, to w historii obecna musi być i polityka. Obecny podział partyjnych sporów wygląda w następujący sposób: parlamentarzyści PiS przekonują, że za faktyczną likwidacją firmy stoi w dużej mierze Skarb Państwa, który nie zrobił nic, by powstrzymać transakcję dokonywaną przez Ciech. Z kolei posłowie PO oskarżają konkurentów, że dzisiejsze problemy Zachemu wynikają z błędnej prywatyzacji (choć państwo jest udziałowcem Ciechu, to trzeba mówić o prywatyacji) dokonanej przez rząd PiS. Ale najlepiej prześledzić ostatnie wydarzenia.

Pierwszego kroku na drodze do prywatyzacji Zachemu dokonano w 2003 r., czyli jeszcze za rządów SLD, przekształcając go w spółkę akcyjną ze 100% udziałem Skarbu Państwa reprezentowanego przez nieistniejącą już Naftę Polską. Trzy lata później Zachem został kupiony przez Grupę Ciech. Nabyła ona od Nafty Polskiej akcje stanowiące 80% kapitału zakładowego za cenę ok. 80 mln zł.

– Sytuacja Zachemu była wtedy dramatyczna, ale osiągnęliśmy sukces. Nie było żadnych zwolnień, udało się wywołać zaangażowanie wśród pracowników, którzy sami obronili firmę. Żadna osoba z zewnątrz, by tego nie zrobiła – mówił pod koniec ubiegłego roku na jednym z publicznych spotkań poświęconych sytuacji w Zachemie Wojciech Wardacki, prezes firmy w latach 2005–2006. Dodaje, że bez prywatyzacji Zachem przestałby istnieć już wtedy. W 2009 r. ówczesny minister skarbu pozytywnie ocenił fakt sprzedaży Zachemu Ciechowi.

Analiza stenogramów posiedzeń sejmowych z tamtego czasu pokazuje także, że parlamentarzyści PO i SLD wręcz poganiali ówczesny rząd z prywatyzacją, zwracając uwagę, że jeśli będzie się ona opóźniać, to Ciech może się rozmyślić. Zachem sprzedano i od razu pojawiło się pytanie, czy nie za tanio? W raporcie NIK wskazano, że pakiet 80% akcji sprzedany za 80 mln zł był o co najmniej 52,3 mln zł tańszy niż wynosiła wartość spółki na dzień zamknięcia transakcji. Wskaźnik ceny do zysku był dla Zachemu niższy od 3, podczas gdy w tym samym momencie dla spółek notowanych na GPW sięgał on 16,3. Kontrolerzy NIK zauważyli też, że inwestycja zwróciła się Ciechowi w niespełna trzy kwartały, bo już w pierwszym roku obecności w nowej strukturze właścicielskiej Zachem wypracował 105 mln zł zysku netto. Zatem w oparciu o dokument pokontrolny można postawić tezę, że była to prywatyzacja dokonana niemal za bezcen. Argumenty jej obrońców? Ich zdaniem cena zakupu akcji przez Ciech była i tak dużo wyższa w porównaniu do oferty drugiego z inwestorów, a mianowicie firmy PCC AG. Była również o kilkanaście procent wyższa w stosunku do górnego przedziału wyceny wartości sporządzonej przez zewnętrznego doradcę Nafty Polskiej.

Drugim zarzutem w stosunku do kształtu prywatyzacji było wskazanie, iż kupujący nie był inwestorem branżowym. Jednak zainteresowanie Zachemem zgłaszały wtedy oprócz Ciechu i PCC tylko takie firmy, jak CTL Logistics, Malborskie ZCh Organika, Borghi, Boryszew–Impexmetal oraz BorsodChem.

 

Organizacje związkowe działające w Zachemie także wielokrotnie wnioskowały o pilne zakończenie procesu sprzedaży większościowego pakietu akcji na rzecz Ciechu, upatrując w nim gwaranta dalszego rozwoju zakładu oraz utrzymania miejsc pracy. Dzisiejsze twierdzenia, że wybrano złą firmę do prywatyzacji Zachemu można jednak obronić. Sam Ciech bowiem w ubiegłym roku w strategii rozwoju jasno określił, że interesuje go tylko dywizja sodowa, w związku z czym Zachem i przejęta w tym samym czasie Organika–Sarzyna muszą zyskać nowego inwestora.

– Powstała pierwsza w Polsce grupa chemiczna. I to było dobre, bo Ciech przestał być celem przejęć. Jednak po 2008 r. nastąpiło pękniecie ścieżki rozwoju zarysowanej przez nas dla Zachemu. Ale my już za to nie odpowiadaliśmy – mówi Paweł Szałamacha, w latach 2005–2007 wiceminister Skarbu Państwa odpowiedzialny za przemysł chemiczny.

Pikanterii sprawie prywatyzacji dodawał fakt, że piastujący w owym czasie fotel prezesa Zachemu, Wojciech Wardacki, stał się po jego sprzedaży członkiem zarządu Ciechu. – Jest to niepokojące. Jak wiadomo Zachemowi zależy, aby sprzedać się jak najdrożej, zaś intencją kupującego jest jak najtańsze nabycie zakładów – komentowała ten fakt w trakcie posiedzenia sejmowego we wrześniu 2006 r. posłanka Teresa Piotrowska z PO.

W Grupie Ciech
To, na ile sprzedaż bydgoskiego przedsiębiorstwa okazała się trafiona, najlepiej prześledzić, przywołując umowę kupna i sprzedaży, która została wtedy zawarta. Ciech zobowiązał się w niej przeprowadzić do końca 2011 r. inwestycje w łącznej wysokości 176,1 mln zł. Termin został potem przedłużony o trzy lata dla określonych zadań (konwersja elektrolizy, wdrożenie nowej technologii EPI, zwiększenie mocy produkcyjnych TDI do 90 tys. ton/rok).

"Od momentu przejęcia Zachemu przez Ciech w bydgoskich zakładach zrealizowano projekty inwestycyjne o wartości przekraczającej 303 mln zł, z czego 176,13 mln zł zostało przeznaczonych na projekty wskazane w liście inwestycji gwarantowanych, co odpowiada kwocie zobowiązania” napisał Ciech w komunikacie, jasno wskazując, że swoje zobowiązania wypełnił. Także Ministerstwo Skarbu Państwa w 2012 r. rozliczyło firmę z warunków umowy kupna Zachemu.

Tyle tylko, że po modernizacji instalacji TDI dysponuje ona wciąż mocami produkcyjnymi na poziomie 75 tys. t/r. (w umowie była mowa o rozbudowie zdolności wytwórczych do 90 tys. t/r.). Ponadto w ogóle nie została zmodernizowana instalacja do elektrolizy solanki. Ciechowi zarzuca się ponadto, że w Zachem nie inwestował własnymi pieniędzmi, ale środkami własnymi Zachemu. A skoro tak, to trudno mówić o długofalowych szansach wynikających z prywatyzacji. Ciech odpiera te zarzuty, argumentując, że są to jak najbardziej własne środki, bo przecież bilans Zachemu i tak wchodzi do bilansu skonsolidowanego całej Grupy.

Od momentu przejęcia firmy tylko w dwóch pierwszych latach uzyskiwała ona dodatni wynik ekonomiczny. Potem z każdym rokiem generowała coraz większe straty. Za 2011 r. wyniosły one 101,8 mln zł, a za same tylko trzy pierwsze kwartały 2012 r. aż 369,9 mln zł. I choć najłatwiejszym stwierdzeniem byłoby to, które mówiłoby, że taka jest rynkowa rzeczywistość, to jednak nie sposób nie zauważyć, że Ciech jest niezbyt dobrze zbudowaną grupą kapitałową, a jej koncepcje rozwojowe co chwilę się zmieniają.


CAŁY ARTYKUŁ ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 3/2013 "CHEMII I BIZNESU". ZAPRASZAMY.


Wyświetlono: 5767

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej