Wiadomości - Przemysł chemiczny ze świata

Szef koncernu Solvay: Europa potrzebuje dobrej polityki energetycznej

03.12.2014

Jean-Pierre Clamadieu, prezes belgijskiego koncernu chemicznego Solvay, wezwał Komisję Europejską oraz przywódców państw unijnych do szybkiego opracowania zasad polityki energetycznej. Tylko bowiem w oparciu o nią europejski przemysł chemiczny mógłby odzyskać konkurencyjność.

W ocenie szefa firmy Solvay, czyli jednego z największych światowych przedsiębiorstw chemicznych, czynnikiem stojącym za powolnym spadkiem konkurencyjności europejskiego przemysłu chemicznego jest brak dostępu do taniej energii, zarówno w postaci surowców energetycznych, jak i samych źródeł energii. Nie jest to oczywiście teza nowa; stanowi jedynie potwierdzenie dominującego w branży poglądu. To, co interesującego ma Clamadieu do powiedzenia, to analiza obecnego położenia przemysłu chemicznego w Europie i jego relacji z unijnymi decydentami.

- Mamy prawo martwić się o konkurencyjności przemysłu chemicznego i oczekiwać wypracowania polityki energetycznej. Już od kilku lat jest to kwestia przesądzająca o rozwoju branży. Dzisiaj dysponujemy dokładnym analizami, które wskazują, że europejski przemysł chemiczny jest na skraju utraty konkurencyjności. Cefic (Europejska Rada Przemysłu Chemicznego) opublikował niedawno raport, który dowodzi, w jaki sposób wysokie ceny energii podkopują pozycję przemysłu chemicznego. Raport bazował na danych z 2012 r., kiedy to rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych dopiero startowała. Już wtedy jednak Europa znajdowała się w trudnym położeniu w porównaniu z gospodarką amerykańską której konkurencyjność zbliżyła się do państw Bliskiego Wschodu. Po dwóch latach rewolucji łupkowej, w wyniku której Amerykanie uzyskali mnóstwo korzyści, możemy dostrzec w Europie dużo więcej szkód - twierdzi Jean-Pierre Clamadieu. - Oznacza to, że w Europie z powodu luki w konkurencyjności mniej się inwestuje. Dlatego Europa musi zareagować. Potrzebujemy polityki energetycznej, która skoncentruje się na bezpieczeństwie dostaw i problemie konkurencyjności. Prawdopodobnie nadszedł czas, w którym wreszcie politycy zgadzają się, że jest to priorytet ich działań. Dziś jest to jeden z głównych problemów i celów Jeana - Claude’a Junckera, nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej oraz przywódców państw członkowskich. To sytuacja inna niż dwa – trzy lata temu - dodaje Clamadieu.

Jego zdaniem wtedy branża chemiczna nie otrzymywała wielu sygnałów o zainteresowaniu ze strony rządzących, a sprawa polityki energetycznej nie była istotna. Niemcy były zajęte odchodzeniem od energetyki jądrowej i inwestowaniem w odnawialne źródła energii; Francja wahała się, co robić z energetyką jądrową, która była tematem kampanii prezydenckiej w tym kraju; zaś gaz łupkowy był uważany za rzecz mało realną, na którą moda szybko przeminie. Dzisiaj sprawy wyglądają inaczej. Zarówno w dotychczasowych dyskusjach z Jose Barroso, który z końcem października br. przestał być szefem KE, jak i prezydentem Francji Francoisem Hollandem oraz kanclerz Niemiec Angelą Merkel, tematyka polityki energetycznej jest podnoszona. Tyle tylko, że w dalszym ciągu brakuje konkretnych działań.

 

 

 

- Kiedy jeszcze w poprzedniej kadencji KE rozmawialiśmy z Güntherem Oettingerem (od 2009 r. unijny komisarz ds. energii – przyp. red.), to posiadał on taką samą ocenę stanu faktycznego, jak my. Gdy pytaliśmy go, czemu nie podejmuje działań, to odpowiadał, że to nie jest to misja KE, a sam miks energetyczny jest domeną poszczególnych państw członkowskich, z niewielką tylko koordynacją ze strony KE. Dzisiaj widzę rozdrobnienie europejskiego krajobrazu energetycznego, a każde państwo zmierza w swoją stronę, choć wydaje się to nieco zmieniać. Polityka energetyczna staje się ważna dla szefa KE Junckera. Zaczynamy dostrzegać przywódców UE i polityków wyrażających chęć uchwycenia tego problemu. Brakuje konkretów, ale będziemy się spotykać z komisarzami UE i nalegać na pilność rozwijania takiej polityki - twierdzi Clamadieu.

Szef koncernu Solvay odnosi się również do kwestii, jaki wpływ jego alarmistyczne oceny mogą wywrzeć na akcjonariuszy spółek chemicznych. Czy nie jest to dla nich sygnał, że powinni zacząć sprzedawać udziały w firmach chemicznych działających w Europie?

- Możemy wprawdzie poczekać z ostrymi ocenami, wrócić do tematu za kilka lat i oznajmić, że nasz bilans handlowy mocno się pogorszył i nieunikniona jest utrata miejsc pracy. To jednak błędna droga. Należy wyprzedzać negatywne zjawiska i analizować zagadnienie konkurencyjności, która jest motorem napędzającym nadwyżkę handlową unijnego przemysłu i czynnikiem tworzącym nowe miejsca pracy. Wciąż istnieją możliwości odwrócenia negatywnych trendów. Jeśli chodzi zaś o przesłanie w stronę naszych akcjonariuszy, to muszą oni mieć na uwadze jedną rzecz. Otóż informujemy, biorąc np. pod uwagę Solvay, że nie jest to już firma europejska, ale globalna. Dziś Solvay jest w podobnym stopniu narażony na zjawiska, które zachodzą w Europie, jak również te zachodzące w Azji i obydwu Amerykach. Mniej więcej po jednej trzeciej naszych przychodów pochodzi z tych regionów. Po drugie, mamy możliwość przekształcania naszego portfela i rozwijania innowacyjnych produktów. Przekaz kierowany w stronę europejskich polityków i w stronę naszych akcjonariuszy nie jest zatem taki sam. Wciąż mamy w Europie dobry przemysł, ale sygnały ostrzegawcze są coraz silniejsze. Z tego względu wiele firm chemicznych przebudowuje swoje strategie – tłumaczy szef koncernu Solvay.

Trudno w tym miejscu nie zauważyć jego przekonania, że firmy globalne mają przed sobą możliwość manewru w przypadku dalszej niekonkurencyjności przemysłu w Europie. Europa staje się dla nich jednym z wielu rynków działania.

Clamadieu przyznaje także, iż jest realistą co do tego, czy UE powinna interweniować, aby zachęcić do wydobycia gazu łupkowego w Europie? Ocenia, iż na naszym kontynencie tak szybkiego przejścia na gaz łupkowy, jak miało to miejsce w USA, nigdy nie będzie. Trzeba jednak rozwijać wszystkie istniejące źródła energii, a gaz łupkowy, tak samo jak energetyka jądrowa, muszą być częścią polityki energetycznej UE. W ocenie szefa koncernu chemicznego, złym rozwiązaniem jest ponadto wycofywanie z użycia elektrowni jądrowych. Poza tym wciąż istnieje duży problem z infrastrukturą transportową, a ceny gazu różnią się w różnych częściach Europy, właśnie z uwagi na brak infrastruktury do jego przesyłu. Brak jest również wystarczająco dobrej infrastruktury umożliwiającej import gazu do Europy w odpowiedniej ilości.

Wyświetlono: 1390

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej