Artykuły - Chemia rolnicza

Rynek środków ochrony roślin obawia się zmian

29.12.2016
Autor: Dominik Wójcicki
Rynek środków ochrony roślin  obawia się zmian

Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin ostrzega: produkcja rolna w Polsce jest zagrożona przez potencjalne decyzje UE. To duży problem także dla segmentu przemysłu chemicznego odpowiedzialnego za produkcję środków ochrony roślin.

Problem z glifosatem

Europejscy prawodawcy chcą, aby substancje czynne tylko wtedy były włączane w skład środków ochrony roślin, gdy zostanie wykazane, że zapewniają jednoznaczne korzyści dla produkcji roślinnej i nie mają żadnego szkodliwego wpływu na zdrowie ludzi lub zwierząt oraz na środowisko. Aby uzyskać taki sam poziom ochrony we wszystkich państwach UE, decyzje o dopuszczalności lub niedopuszczalności substancji podejmowane są zatem na poziomie całej Wspólnoty na podstawie zharmonizowanych kryteriów.

W ciągu ostatnich miesięcy w branży najwięcej mówiło się o przypadku glifosatu. Jest to organiczny związek chemiczny z grupy fosfonianów i aktywny składnik niektórych nieselektywnych herbicydów. Przede wszystkim powstrzymuje działanie niezwykle istotnego dla roślin enzymu syntazy EPSPS (syntaza 5-enolopirogroniano-szikimowo-3-fosforanowa). Na światowy rynek chemiczny glifosat wprowadzony został przez amerykański koncern Monsanto ponad 40 lat temu, jako składnik herbicydu Roundup. Stosowany jest w postaci soli amonowej lub izopropyloamoniowej. W środkach ochrony roślin występuje zazwyczaj w postaci zmodyfikowanej (soli amonowej, sodowej i innych).

Substancja ta od dawna wywołuje jednak spore kontrowersje. W największej mierze dotyczą one podejrzenia, że może sprzyjać zachorowalności na nowotwory. Ostatnio tego typu informację przedstawiła Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem wchodząca w skład Światowej Organizacji Zdrowia. Hipotezę tę natychmiast odrzucił Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności, a także wiele innych uznanych instytucji naukowych, m.in. Agencja ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) i Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) czy Niemiecki Instytut ds. Oceny Ryzyka (BfR). Niemniej glifosat znalazł się na cenzurowanym, co potwierdza zachowanie Komisji Europejskiej.

Wpierw proponowała ona przedłużenie zezwolenia na jego używanie o 15 lat, potem jednak zmieniła zdanie i wydała zezwolenie maksymalnie na półtora roku do końca 2017 r. Do tego czasu Europejska Agencja Chemikaliów przygotować ma swoją opinię w sprawie potencjalnej szkodliwości związku. Następnie odbędzie się ponowna dyskusja na temat dalszego przedłużenia zezwolenia używania glifosatu. Jeśli chodzi o Polskę, to aktualnie, wedle informacji przedstawionej przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, dopuszczone są w kraju do obrotu 93 preparaty zawierające substancję czynną glifosat. Wszystkie one zarejestrowane zostały jako herbicydy do zwalczania chwastów w różnego typu uprawach. Zakres stosowania tych środków jest bardzo szeroki i obejmuje zwalczanie chwastów jednoliściennych i dwuliściennych w uprawie roślin rolniczych (zboża, ziemniak, burak cukrowy, rzepak), warzywnych (cebula, marchew, pietruszka, por), sadowniczych (jabłonie, grusze, wiśnie, borówka wysoka), w leśnictwie, na terenach nieużytkowanych rolniczo (placach magazynowych, torowiskach tramwajowych i kolejowych, terenach przemysłowych, poboczach dróg) oraz na polach uprawnych w celu likwidacji odłogów i ugorów.

O tym, że kwestia glifosatu jest rzeczywiście poważna i to niezależnie od tymczasowej decyzji Komisji Europejskiej z czerwca tego roku, przekonuje choćby fakt, że problem stanął nawet na forum polskiego parlamentu.

W lipcu br. na posiedzeniu sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi odbyła się burzliwa dyskusja poświęcona zagadnieniu. Oto jej krótki zapis, przedstawiający istotę sporu o glifosat i racje rzeczników stosowania i niestosowania tej substancji.

Mirosław Maliszewski, poseł PSL: – Dzisiaj nie jesteśmy, jako sadownicy, przygotowani do tego, żeby wyeliminować glifosat. Po prostu zostanie nam wtedy kosa; zwyczajnie kosa do koszenia pod drzewami. Jak się pojawi odpowiedni preparat, to my bardzo chętnie zamienimy obecny preparat na taki, który jest bardziej skuteczny i bardziej bezpieczny.

Zbigniew Dolata, poseł PiS: – Nie zgadzam się z tym, żeby tak robić, jeśli wiemy, a wiemy, że glifosat jest substancją rakotwórczą. Akurat mam tu otwartych kilka artykułów naukowych, które wprost stwierdzają, że glifosat jest substancją rakotwórczą. Jeśli o tym wiemy, a będziemy mówili, że jest substancją rakotwórczą, ale żeby była konkurencyjność rolnictwa, to sobie ją jeszcze trochę postosujemy. Dzisiaj mamy prawdziwą epidemię nowotworów. Nie wiem, czy ktokolwiek odpowiedzialny i mający sumienie weźmie na siebie ciężar decyzji, że w porządku: substancja jest rakotwórcza, ale jedziemy z tym dalej, bo ma być konkurencyjność rolnictwa. Moim zdaniem nie mamy do tego prawa.

 

Mirosław Maliszewski, PSL: – Chcemy wyeliminować pewne preparaty i glifosatu też możemy nie stosować, tylko niech będzie dostępny inny środek, który pozwoli nam produkować tanio i wygrywać z konkurencją. Niech będzie dostępny środek, który sprawi, że nie będą rosły chwasty i nie będą zabierały pokarmu roślinom; tym roślinom, które pozwalają nam uzyskiwać środki. Jeżeli pojawią się takowe preparaty,
to następnego dnia nie będziemy stosować glifosatu.

Jan Krzysztof Ardanowski, poseł PiS: – Koncerny międzynarodowe zaczynają być jednymi z głównych operatorów w rolnictwie światowym. Przykład Monsanto, produkcji Roundupu czy glifosatu pokazuje, że rolnictwo na świecie zaczyna być uzależnione od tego koncernu i zaproponowanych technologii, ponieważ nie jest to tylko środek chemiczny. To jest niemożliwy do wyeliminowania element technologii produkcji, uzależnionych od glifosatu. Mówienie o tym, że jak pojawią się środki lepsze, to proszę bardzo, rolnicy już, natychmiast będą te lepsze środki kupowali, to jest jakaś utopia. Ja w to nie wierzę. Rolnicy patrzą, zresztą nie tylko rolnicy, i zważają na własny interes ekonomiczny, a nie na elementy dodatkowe. Nie na elementy związane z przyrodą, z bezpieczeństwem, z bioróżnorodnością.

I chociaż, jak już wspomniano, Komisja Europejska zdecydowała się na przedłużenie zezwolenia na stosowanie glifosatu w UE do czasu aż ECHA przygotuje własną opinię, to w ocenie Polskiego Stowarzyszenia Ochrony Roślin trudno mówić o satysfakcji z takiej decyzji. Wręcz przeciwnie – branża jest rozczarowana. Jak podkreśla PSOR, do istniejących obecnie 90 tys. stron i 3,5 tys. badań potwierdzających, że glifosat jest bezpieczny będą musiały być dołączone kolejne analizy.

Zagrożone substancje
Glifosat to najbardziej znana, ale rzecz jasna nie jedyna substancja, której dalsze stosowanie stanęło pod znakiem zapytania. Na liście zagrożonych wycofaniem znalazły się także substancje z grupy neonikotynoidów, powszechnie wykorzystywane w ochronie upraw rolniczych i ogrodniczych przed szkodnikami. Łącznie w grę może wchodzić wycofanie nawet 75 substancji czynnych.

Oznaczałoby to, że w Polsce zmniejszyłaby się do 55 liczba substancji wykorzystywanych w uprawach rolniczych: pozostałyby 24 substancje czynne fungicydów, 19 – herbicydów, 11 – insektycydów oraz jeden regulator wzrostu. W efekcie zakaz używania w naszym kraju aż 55 substancji czynnych sprawi, że zmniejszeniu ulegnie liczba zarejestrowanych środków ochrony roślin: z 1175 obecnie do 644 preparatów. Najwięcej ubędzie fungicydów – 280 (redukcja z 412 do 132), insektycydów – 70 (redukcja ze 140 do 70), herbicydów – 181 (redukcja z 623 do 442). Tak drastyczne zmniejszenie liczby środków ochrony roślin w uprawach rolniczych spowodować może – w ocenie branży – bardzo duże problemy z prowadzeniem zintegrowanej ochrony roślin. Pojawia się zatem zagrożenie, że nie będzie można zwalczać wielu ważnych gospodarczo agrofagów ze względu na brak odpowiednich preparatów. Wymienione substancje czynne są szczególnie istotne dla rodzimego rolnictwa i są stosowane w głównych uprawach: jabłek, czarnej porzeczki, kukurydzy, buraków cukrowych, rzepaku, ziemniaków oraz zbóż.

Szacuje się, że w całej UE zaostrzone przepisy dotyczące pestycydów mogą spowodować wycofanie 35-45% środków ochrony roślin oraz do 20% strat w plonach netto. Jednak wpływ na polskich rolników może być znacznie większy w porównaniu z resztą UE, ze względu na znaczenie tych produktów dla naszego kraju. I właśnie takiej sytuacji najbardziej obawia się Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin. Już teraz przekonuje ono, powołując się na posiadaną przez siebie ekspertyzę i cytując m.in. ekspertów z Instytutu Ochrony Roślin – Państwowego Instytutu Badawczego w Poznaniu, że wycofanie prawie wszystkich fungicydów triazolowych przyczyni się do wystąpienia problemów ze zwalczaniem chorób grzybowych we wszystkich uprawach rolniczych. Zastąpienie wspomnianych fungicydów triazolowych różnymi substancjami z innych grup chemicznych, które działają krócej na choroby grzybowe, wywoła zaś konieczność stosowania większej liczby zabiegów opryskiwania roślin. W efekcie wzrosną koszty ochrony oraz pojawi się większe zagrożenie powstawania odporności chorób grzybowych na stosowane fungicydy ze względu na brak prawidłowej rotacji grup chemicznych i substancji czynnych. Gorsza ochrona roślin rolniczych przed chorobami grzybowymi wpłynie z kolei na wzrost rozwoju mykotoksyn, które wykazują działanie rakotwórcze.

To oczywiście tylko jeden przykład bardzo konkretnego zagrożenia, przed którym ostrzega branża.


CAŁY ARTYKUŁ ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 6/2016 "CHEMII I BIZNESU". ZAPRASZAMY


 

Wyświetlono: 2210

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej