Artykuły - Przemysł chemiczny

Przemysł chemiczny walczy o jak najlepszy kształt umowy TTIP

27.10.2016
Autor: Dominik Wójcicki
Przemysł chemiczny walczy o jak najlepszy kształt umowy TTIP

Prace nad umową TTIP są coraz bardziej zaawansowane. W negocjacjach wzrasta rola spraw odnoszących się do przemysłu chemicznego. Swoje postulaty w tym zakresie ma Polska.

TTIP: tak, ale pod pewnymi warunkami

Głównym założeniem TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji), czyli umowy o wolnym handlu między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi jest liberalizacja dostępu do rynków wewnętrznych, eliminacja barier inwestycyjnych poprzez lepsze regulacje, redukcja ceł we wzajemnym handlu oraz unikanie kosztownych barier pozataryfowych.

W odniesieniu do branży chemicznej istnieje spory katalog zastrzeżeń co do zapisów planowanej umowy. Mówi się o nich coraz głośniej, także na szczeblu administracji rządowej. Już samo to, że świadomość zagrożeń mogących się wiązać z TTIP trafiła na najwyższy szczebel jest pewnego rodzaju sukcesem branży. Przy czym zaznaczyć jednak trzeba, że negocjacje w wyniku mandatu udzielonego przez państwa unijne prowadzi od 2013 r. Komisja Europejska, a nie poszczególne rządy.

Jak tłumaczy Ministerstwo Rozwoju, polski rząd popiera zawarcie umowy TTIP, jednak warunkiem tego jest, by była ona korzystna dla krajowej gospodarki. Większość analiz dotyczących wpływu umowy na gospodarkę UE i Polski wskazuje, że porozumienie przyniesie korzyści w postaci wzrostu PKB oraz wzrostu wymiany handlowej z USA. Przykładowo w opracowaniu przygotowanym przez londyński ośrodek CEPR przewiduje się wzrost PKB po wystąpieniu wszystkich efektów liberalizacji handlu na skutek TTIP na poziomie 0,2% rocznie. Istnieją także badania wskazujące na możliwość wpływu umowy na PKB na poziomie 0,4% rocznie.

Badanie CEPR przewiduje ponadto wzrost polskiego eksportu do USA aż o 57% w dłuższym horyzoncie czasowym. Mimo spodziewanych pozytywnych skutków MR podkreśla także, że korzyści mogą nie być rozłożone równomiernie, a w odniesieniu do niektórych branż szybka i głęboka liberalizacja może być w krótkim okresie wręcz niekorzystna. Z uwagi na przewagi konkurencyjne po stronie USA, w porównaniu z Europą i Polską oraz z uwagi na strukturę taryfy celnej (w UE wyższa ochrona niż w USA), taka sytuacja jest w pewnych branżach całkowicie realna. Mając to wszystko na uwadze, Polska prezentuje stanowisko, iż konieczne jest utrzymanie ochrony rynku UE w przypadku najbardziej wrażliwych sektorów, z uwzględnieniem różnic w kosztach między UE a USA, a więc i konkurencyjności.

Wrażliwy przemysł chemiczny

Sektorem, który wedle intencji rządu na pewno powinien być traktowany jako wrażliwy w kontekście negocjacji TTIP jest, z uwagi na jego energochłonność, sektor chemiczny.

– Występujące obecnie różnice w cenach gazu między UE i USA, sięgające nawet kilkuset procent na korzyść USA powodują, że polski sektor chemiczny, gdzie, w odniesieniu do nawozów sztucznych, udział kosztów gazu w produkcji wynosi nawet 60%, byłby narażony na silną konkurencję w przypadku natychmiastowej liberalizacji handlu. W związku z tym postulujemy, aby liberalizacja handlu była oddalona w czasie i nastąpiła po długich okresach przejściowych, co pozwoli na dostosowanie się polskich producentów do nowych warunków na rynku po wejściu w życie TTIP – przekonywał na forum Sejmu Mariusz Haładyj, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Jeszcze więcej w tym kontekście powiedział Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju: – Domagamy się takich rzeczy, jak liberalizacja eksportu nośników energii ze Stanów Zjednoczonych i pogłębienie współpracy energetycznej. Zakładamy, że wpłynie to na poprawę bezpieczeństwa energetycznego, zarówno w UE, jak i w Polsce. Domagamy się eliminacji barier pozataryfowych i fitosanitarnych w dostępie do amerykańskiego rynku rolno-spożywczego i przemysłowego. Jednocześnie kładziemy duży nacisk na ustanowienie w umowie TTIP zabezpieczeń przed potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami umowy dla sektorów wrażliwych w Polsce. Mam tu na myśli przede wszystkim sektor przemysłów energochłonnych, głównie mówimy o sektorze chemicznym. Instrumentami w tym zakresie mogą być okresy przejściowe, częściowa niepełna liberalizacja, wyłączenie z liberalizacji, a także ustanowienie klauzul ochronnych – stwierdził wiceminister rozwoju.

W odniesieniu do sektora chemicznego zawarcie porozumienia TTIP może być również szansą na poprawę konkurencyjności branży poprzez stworzenie możliwości importu gazu LNG z USA. Polska chciałaby, aby TTIP zawierał zapisy eliminujące obecne restrykcje w eksporcie gazu z USA. Realizacja tego postulatu poprawiłaby w ocenie Ministerstwa Rozwoju bezpieczeństwo energetyczne naszego kraju oraz pozytywnie wpłynęłaby na konkurencyjność sektorów energochłonnych nad Wisłą.

 

– Celem TTIP jest eliminacja ograniczeń w handlu towarami, w tym gazem i innymi surowcami. Obecnie w odniesieniu do gazu ziemnego w USA utrzymywany jest skomplikowany system pozwoleń na eksport tego surowca, który praktycznie uniemożliwia jego eksport do UE, w tym do Polski. Celem unijnych negocjatorów jest stworzenie sytuacji, aby ograniczenia wynikające ze stosowania tego systemu zostały wyeliminowane lub co najmniej złagodzone. Stworzyłoby to lepsze warunki importu gazu do UE i Polski, co miałoby wpływ na poprawę bezpieczeństwa energetycznego naszego kraju. Obecnie ceny gazu na rynku USA są zdecydowanie niższe niż na rynku europejskim, chociaż ta różnica się zmniejsza w ostatnich kilku latach i eliminacja barier w eksporcie mogłaby przyczynić się do zaistnienia eksportu gazu z USA do UE. Zależy to jednak od opłacalności ekonomicznej takich przedsięwzięć, opartej na analizie wszystkich kosztów, w tym kosztów skraplania, transportu i regazyfikacji. Obecnie handel gazem pomiędzy UE i USA praktycznie nie istnieje – podkreśla Radosław Domagalski-Łabędzki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Polskie stanowisko zdaje się rozumieć Komisja Europejska, co w tym kontekście jest szczególnie ważne.

– Jeżeli chodzi o energię, to jest oczywiste, że jeżeli zostanie zawarte porozumienie TTIP, to oczekujemy, że będziemy mieli podstawę prawną, aby importować gaz płynny ze Stanów Zjednoczonych. Wątpię, aby ktokolwiek zaakceptował to porozumienie, jeżeli ten punkt nie zostanie tam uwzględniony, a nawet jeżeli nie będziemy importować gazu płynnego, ponieważ jest to droższe niż przez rurociąg, to i tak jest to istotne, ponieważ jest to pewnego rodzaju zabezpieczenie energetyczne w razie kryzysu. Zapewnimy, że będzie to wynikało bezpośrednio z tego porozumienia. Pracujemy nad tym bardzo dokładnie i wiemy, że jest to kwestia, która dla Polski jest bardzo istotna, tak jak wiemy, że część obszarów, szczególnie polityki energetycznej i przemysłu energetycznego i chemicznego, jest szczególnie ważna dla Polski. Przyglądamy się tak zwanym okresom przejściowym, aby móc na te kwestie odpowiedzieć – komentował jeszcze przed wakacjami podczas specjalnego spotkania zorganizowanego w polskim parlamencie Hiddo Houben, unijny wicenegocjator ds. umowy TTIP.

Czy TTIP utrudni życie polskim firmom?

Kwestią nabierającą coraz większej wagi jest to, czy przyjęcie warunków umowy TTIP może skomplikować sytuację ekonomiczną rodzimych przedsiębiorstw z sektora rafineryjnego i petrochemicznego w ich rywalizacji z zakładami z USA?

Jak zapewnia rząd, zagadnienia dotyczące możliwej przewagi konkurencyjności firm amerykańskich względem europejskich, wynikającej z dostępu do taniej energii i surowców, brane są pod uwagę w trakcie negocjacji i to zarówno przez Polskę, jak i Komisję Europejską. Wciąż jednak trudno ocenić możliwy wpływ TTIP na przyszłą pozycję firm rafineryjno - petrochemicznych.

– Faktem jest, ż e Unia Europejska, w tym Polska, są uzależnione od dóbr energetycznych pochodzących spoza UE. Z importu do UE pochodzi prawie 90% ropy, w tym ok. 60% z Rosji. Możliwości importu ropy naftowej z dodatkowych kierunków należy w związku z tym oceniać jako zjawisko dla UE korzystne, które może mieć pozytywny wpływ na stabilizację cen zgodnie z trendem spadkowym na rynku, ale i zmusza głównego dostawcę ropy, jakim jest Rosja, do uwzględniania takich alternatywnych źródeł dostaw, w tym także dla tak dużego odbiorcy, jakim są polskie przedsiębiorstwa z sektora rafineryjno-petrochemicznego. Jakkolwiek eksport ropy naftowej z USA do niedawna był zakazany na mocy Energy Policy and Conservation Act z 1975 r., w ostatnim czasie, tj. w grudniu 2015 r., istotnie doszło do liberalizacji prawa zakazującego eksportu ropy naftowej z USA. W tym kontekście należy zwrócić uwagę, że skutkiem dotychczasowego zakazu eksportu ropy naftowej był m.in., poprzez zaniżanie cen ropy na amerykańskim rynku, transfer zysków z amerykańskiego przemysłu wydobywczego do amerykańskich rafinerii. Tańszy surowiec i tańsza energia powodowały, że amerykańskie rafinerie uzyskiwały nadzwyczajne marże w stosunku do europejskich rafinerii. Ta sytuacja nierównowagi konkurencyjnej w wyniku decyzji liberalizacji eksportu została w pewien sposób skorygowana, co powinno poprawić także pozycję konkurencyjną europejskich, w tym polskich rafinerii. Przyszła umowa TTIP istotnych zmian w tym zakresie nie wprowadzi, bo te zmiany już się dokonały niezależnie od prowadzonych negocjacji TTIP, choć byłoby pożądane, aby zniesienie zakazu eksportu amerykańskiej ropy zostało w tej umowie potwierdzone. Bez względu jednak na to przydatność amerykańskiej oferty dla polskich rafinerii jest dziś ograniczona. Przerób tzw. rop słodkich, głównie ze względów technologicznych, stanowi aktualnie mniej niż 10% wsadu do polskich rafinerii w Płocku i Gdańsku – wyjaśnia Radosław Domagalski - Łabędzki, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.


CAŁY ARTYKUŁ ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 5/2016 "CHEMII I BIZNESU". ZAPRASZAMY


 

Wyświetlono: 1491

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej