Artykuły - Chemia rolnicza

Możemy stracić przewagę na własnym rynku nawozowym

03.01.2019
Autor: Dominik Wójcicki
Możemy stracić przewagę na własnym rynku nawozowym

Zwiększająca się podaż nawozów wytworzonych na bazie taniego gazu – czynnik ten stanowi ok. 70% kosztów w produkcji nawozów – oraz wzrost potencjału produkcyjnego w sektorze nawozowym powodują wzrost konkurencji, nadpodaż i agresywną polityką cenową importerów walczących o udział w polskim i europejskim rynku nawozowym.

Oprócz tego, powstają nowe moce produkcyjne dla nawozów, szczególnie dla mocznika w USA, Algierii i Rosji. Nadwyżki z tych lokalizacji będą zaburzały ceny innych nawozów azotowych. W Rosji np. duży projekt inwestycyjny realizuje firma PJSC KuibyshevAzot, która buduje obiekt o mocach ok. 540 tys. ton rocznie, zaś inny potentat nawozowy, Acron Group, w 2017 r. znacząco zwiększył swoją produkcję: amoniaku o 17,9% do 2,59 mln ton; nawozów azotowych o 4,7% do 3,8 mln ton, w tym produkcję mocznika o 15,7%; a także nawozów mineralnych o 16% do 6,06 mln ton.

W ślad za taką działalnością rozwojową przedsiębiorstw zagranicznych idzie tworzenie na naszym rynku krajowym struktur handlowych przez firmy dystrybucyjne z kapitałem zagranicznym, co wspiera sprzedaż nawozów z importu i w dłuższej perspektywie będzie skutkować wypieraniem rodzimych.

Tę stale powiększającą się penetrację polskiego rynku nawozowego widać także w danych statystycznych prezentowanych przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii, dotyczących handlu zagranicznego nawozami. W okresie styczeń– lipiec 2018 r. wartość importu nawozów do naszego kraju wyniosła 422,4 mln euro i była o 74,5 mln euro większa niż wartość krajowego eksportu. Grupa Azoty podaje, że sprzedawanych jest już u nas ok. 1 mln ton importowanych nawozów, podczas gdy jej sprzedaż to ok. 3,5 mln ton. Z tych 74,5 mln euro deficytu w obrocie międzynarodowym aż 46 mln euro bierze się z handlu z krajami Wspólnoty Państw Niepodległych.

Dla jeszcze lepszego zobrazowania tego trendu podajemy kilka danych historycznych. W 2017 r. wartość importu nawozów do Polski wynosiła 808,2 mln euro, a saldo w wymianie międzynarodowej było ujemne na kwotę -237 mln euro. W 2016 r. import wyniósł mniej, bo 732 mln euro. Natomiast w 2012 r. odbywał się on na kwotę 618 mln euro. Między rokiem 2012 a 2017 import nawozów do Polski wzrósł zatem w ujęciu finansowym o 30% i są to dane oficjalne, bo te, którymi dysponują same firmy wskazują na jeszcze większe liczby. Przy czym warto podkreślić, że w 2012 r. notowaliśmy dodatni bilans w handlu zagranicznym nawozami na kwotę 79 mln euro. Według analiz agencji badawczej Argus, polski import nawozów z samej tylko Rosji wzrósł z 15 tys. ton w 2011 r. do 181 tys. ton w 2016 r. Bardzo ciekawe są też informacje płynące z Łotwy. Import popularnego nawozu NPK wzrósł stamtąd z 50 tys. ton w 2011 r. do 240 tys. ton w 2016. Z pewnością jednak część nawozów, które trafiają na nasz rynek z Łotwy, pochodzi de facto z krajów spoza UE, w tym z Rosji.

Legislacja krajowa w niczym nie pomoże

Jak w ogóle przeciwdziałać opisanej sytuacji? Prostej recepty nie ma i być nie może. Prawnie sprawy załatwić się nie da. Państwa unijne nie mogą na podstawie składu, oznakowania, etykietowania lub pakowania, czy innych wymagań zawartych w rozporządzeniu nawozowym blokować wprowadzania do obrotu nawozów z oznakowaniem "Nawóz WE". Wszystkie nawozy z oznakowaniem "Nawóz WE" mają zatem zapewniony swobodny obrót we Wspólnocie.

Nawozy organiczne, organiczno-mineralne, mineralne nieoznaczone znakiem „Nawóz WE” mogą być natomiast wprowadzone do obrotu na podstawie pozwolenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, wydanego w formie decyzji. Dodatkowo, nawozy zawierające azotan amonowy w ilości powyżej 28% w przeliczeniu na azot całkowity, przywożone z państw trzecich, zaopatruje się w ważny certyfikat potwierdzający ich odporność na detonację, wydany przez jednostkę akredytowaną w tym zakresie na terytorium państw członkowskich UE.

Z powyższych przepisów wynika, że można wprowadzać do obrotu na terytorium RP nawozy WE pod warunkiem spełniania przez nie wymagań rozporządzenia unijnego, a inne nawozy pod warunkiem uzyskania pozwolenia Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Nie ma zatem znaczenia, czy podmiot wprowadzający do obrotu nawóz jest producentem krajowym, czy unijnym; jeśli wyprodukowany przez niego nawóz jest nawozem WE – może być wprowadzony do obrotu w Polsce. Jeśli natomiast producent produkuje nawozy niespełniające wymagań ww. rozporządzenia nr 2003/2003 – musi uzyskać pozwolenie na ich wprowadzenie do obrotu.


CAŁY ARTYKUŁ ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 6/2018 DWUMIESIĘCZNIKA "CHEMIA I BIZNES". ZAPRASZAMY.


 

Wyświetlono: 480

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej