Wiadomości - Przemysł chemiczny z kraju

Leopold Gabryś: utrata konkurencyjności przemysłu chemicznego prawdopodobna

29.01.2015

- Analiza przyjętych w trakcie ubiegłorocznego szczytu klimatycznego „Konkluzji w sprawie ram polityki klimatyczno – energetycznej do roku 2030” prowokuje do postawienia wielu pytań – uważa w rozmowie z „Chemia i Biznes” Leopold Herbert Gabryś, przewodniczący komitetu ds. polityki klimatyczno – energetycznej Krajowej Izby Gospodarczej.

W ocenie przedstawiciela KIG, jest szansa, choć nie pewność, że do 2030 r. energetyka będzie mogła skorzystać z puli 40% darmowych uprawnień do emisji CO2 na kontrolowane przedsięwzięcia, czyli takie, które będą inwestycjami w energetykę niskoemisyjną, w tym w energetykę paliw stałych, zatem generację nowoczesną i wysokosprawną. Trzeba jednak pamiętać, że 60% trzeba będzie zapłacić samemu.

Jak wylicza ekspert, jeśli w 2020 r. jednostkowy koszt wyprodukowania energii elektrycznej na węglu brunatnym będzie wynosił ok. 150 zł, to licząc po 18 euro za cenę jednego uprawnienia (tak szacuje większość ekspertów), trzeba będzie dołożyć około 50 zł do każdej wyprodukowanej MWh na węglu brunatnym. Sumarycznie daje to 200 zł/MWh energii dzisiaj najtańszej, z zasobami węgla brunatnego w Polsce na ponad 300 lat. Cena jednostkowa wytworzenia energii elektrycznej na węglu kamiennym, jeśli posłużyć się podobnym porównaniem, jest już bliska 250 zł/MWh. Ta generacja dziś i na wiele kolejnych lat będzie decydować o uśrednionych cenach w obrocie hurtowym. Rodzi się zatem pytanie, jak rząd chce dotrzymać zapewnień premier Ewy Kopacz o tym, że ceny energii elektrycznej nie wzrosną?

- Koszty produkcji będą istotnie wyższe. Pytanie w tej sytuacji brzmi, czy energetyka będzie w stanie udźwignąć ten ciężar bez podniesienia cen? Jest to pytanie kierowane także do producentów energii elektrycznej o to, czy są w stanie potwierdzić możliwość spełnienia zapewnień rządu? Trudno uwierzyć, aby tak się mogło stać bez znaczącego pomniejszenia wyników grup kapitałowych, co z kolei będzie się wiązać z mniejszymi pożytkami dla budżetu państwa i utratą wartości samych grup. Być może zatem zarządy grup kapitałowych mają pomysły, aby unieść takie zwiększenie kosztów. Sytuacja przecież dotknie przede wszystkim największe spółki, gdzie generacja ma istotny udział w strukturze kosztów i wyników - twierdzi Leopold Herbert Gabryś. - W odniesieniu do klienta indywidualnego rynek nie zostanie uwolniony. Prezes URE będzie nadal kontrolował ceny na rynku i nie dopuści do ich wzrostu. Dla odbiorców wielkoprzemysłowych może to być jednak już całkowicie inna rzeczywistość, gdyż tam prezes URE nie może ingerować. Tym samym więc, w przypadku niedostatku podaży energii na rynku, a to nam przecież grozi, jej ceny będą musiały wzrosnąć. Czy te podwyżki przybiorą skalę powodującą utratę konkurencyjności wielu przemysłów, w tym chemicznego, trudno dzisiaj odpowiedzieć. Jest to jednak groźba bardzo prawdopodobna - dodaje przewodniczący komitetu ds. polityki klimatyczno – energetycznej Krajowej Izby Gospodarczej.

 

 

 

W jego ocenie, mimo, że mamy posiadać dostęp do funduszy wsparcia stanowiących pewną rekompensatę dla Polski, m.in. funduszu solidarnościowego, do którego Polska z uwagi na wielkość PKB poniżej 60% unijnej średniej się kwalifikuje, to jednak powstaje pytanie, czy uda nam się skutecznie wykorzystać owe 40% darmowych uprawnień i w jakiej skali skonsumować te inne sygnalizowane środki? Jak przekonuje nasz rozmówca, dodatkowo nadszedł moment, gdy trzeba przeanalizować – i to powinno być zrobione bardzo szybko – przygotowywane propozycje zmian regulacji unijnych dotyczących pomocy publicznej. Jeśli bowiem uda nam się wykorzystać darmowe emisje CO2 na poziomie 40%, a sięgnięcie po fundusze wsparcia potraktować jako pomoc operacyjną, a nie jako pomoc publiczną, to o pieniądze będzie nieco łatwiej i być może całość zmian będzie nas kosztować nieco mniej.

W 2015 r. zapowiadana jest bowiem nowelizacja dyrektywy o pomocy publicznej i kryteria będą w niej zaostrzone. Strach przed gwałtownym wzrostem cen energii na pewno został zatem w perspektywie 2030 r. pomniejszony, choćby tylko w kategoriach politycznych deklaracji. Pytanie, co czeka nas po 2030 r.?

- Otóż czeka nas znaczący wzrost cen energii. Inwestorzy przemysłowi, którzy przecież strategię budują nie na 5 – 10 lat, otrzymują wyraźny sygnał do podjęcia działań. W tej rzeczywistości muszą korygować swoją strategię, a ich wybory są przecież bardzo ograniczone. W kategoriach biznesu, strategii sektora energetycznego i wielu gałęzi przemysłu, mamy zatem do czynienia z ustaleniami, które wymagają bardzo głębokiego zastanowienia się i sięgnięcia do szczegółów. Na pewno nie jest to dobry sygnał dla energetyki konwencjonalnej paliw stałych, bez niej zaś nie ubezpieczymy potrzeb dostaw energii. Nawet jeśli policzymy zwiększoną produkcję z odnawialnych źródeł energii - ocenia Leopold Herbert Gabryś. - Jednocześnie jest to sygnał do bardzo istotnej weryfikacji strategii inwestycyjnej energetyki, aby jak najszybciej z krajowego systemu energetycznego wyprowadzić najmniej korzystne z punktu widzenia ekonomicznego moce i przyjąć program dla wymiany dużej części bloków na wysokosprawne i niskoemisyjne. Polska będzie musiała w przyszłości korzystać nie tyle z zasobów węgla kamiennego, bo ich już wiele nie mamy, ale z zasobów węgla brunatnego, którego to posiadamy na 300 – 400 lat. Dla nas jest to zatem wybór strategiczny, bo na miarę zachowania bezpieczeństwa energetycznego państwa. Konieczne jest zatem, aby w najbliższych tygodniach rząd nakreślił stanowisko, w jakim kierunku polska energetyka powinna podążać. Tego zresztą powinny się dopominać same zarządy firm. Powinna powstać czytelna strategia państwa w odniesieniu do energetyki w nowej rzeczywistości z wymogów przyjętego pakietu, ale i z potrzeb kreślenia rozwoju zrównoważonego kraju z wyzwoleniem się z iluzji romantyzmu klimatycznego świata - kończy przewodniczący komitetu ds. polityki klimatyczno – energetycznej Krajowej Izby Gospodarczej.

Wyświetlono: 1357

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej