Artykuły - Przemysł detergentowy

Historia, chemia i biznes

23.03.2015
Historia, chemia i biznes

W przemyśle chemicznym nadszedł czas okrągłych rocznic. W bieżącym roku 150 - lecie istnienia obchodzi koncern BASF. W 2013 roku ten jubileusz był udziałem koncernów Bayer i Solvay. W 2014 r. stulecie działalności świętował Wacker Chemie. Na przykładzie tych i innych przedsiębiorstw widać, jaką drogę od momentu swego powstania przebyła branża chemiczna. Dzisiejszy sukces ma swe korzenie głównie w XIX w., kiedy to powstawał nowoczesny przemysł. Obecni giganci rynkowi są bohaterami opowieści, która fascynuje.

Ciekawe życie założycieli biznesowych dynastii
Geneza większości najstarszych, a przez to największych firm chemicznych jest bardzo podobna. Wiąże się z konkretnymi osobami zakładającymi przedsiębiorstwa nazywane z reguły własnym nazwiskiem. Tymi ludźmi byli zarówno wybitni chemicy, których odkrycia dały początek biznesowym przedsięwzięciom, ale też utalentowani przemysłowcy, którzy w oparciu o własne talenty organizacyjne przyciągali naukowców i wykorzystywali ich zdolności. Życie każdego z fundatorów chemicznych koncernów obfitowało we frapujące zdarzenia.

Eleuthere Irenee duPont de Nemours już w wieku 14 lat napisał artykuł o produkcji prochu i z pomocą ojca (co ciekawe, osobistego sekretarza polskiego króla Stanisława Augusta Poniatowskiego) objął we Francji stanowisko urzędnika w jednej z królewskich agencji odpowiedzialnych za uzbrojenie. Rewolucja Francuska zmusiła go wprawdzie do emigracji do Stanów Zjednoczonych, ale za oceanem w 1802 r. mógł założyć firmę DuPont. W ramach jej rozwoju od samego początku wykorzystywał wiedzę związaną z produkcją materiałów wybuchowych. Dał początek biznesowej dynastii DuPont, która przez kolejne dekady stała się posiadaczem jednej z największych fortun w USA.

Do statusu elity daleko było Friedrichowi Bayerowi, wywodzącemu się z rzemieślniczej rodziny. Na swoje utrzymanie musiał zarabiać już od 14 roku życia, gdy został praktykantem w spółce sprzedającej wyroby włókiennicze. Później pracował m.in. jako handlowiec. Dogłębnie poznał zasady rządzące przemysłem barwiarskim i mając 23 lata założył pierwszą firmę sprzedającą naturalne barwniki, w której zasłynął z budowy sieci sprzedaży obejmującej wiele państw europejskich. W 1863 r. porzucił handel i ze wspólnikiem Johannem Friedrichem Weskottem utworzył producenta sztucznych barwników o nazwie Friedr. Bayer et comp.

Podobne były dzieje Fritza Henkla, który zanim stał się biznesmenem także parał się kupiectwem. Dzieło swego życia, tak jak i Bayer, zainicjował w wieku 28 lat w 1876 r. Herbert Dow i Ernest Solvay zapisali się na trwałe nie tylko w dziejach przemysłu, ale i nauki. Pierwszy w 1888 r. odkrył metodę ekstrakcji bromu polegającą na odzyskiwaniu bromu z solanki przy pomocy elektrolizy. Zakończone powodzeniem badania prowadził zanim jeszcze skończył studia uniwersyteckie i formalnie został chemikiem. Firmę Dow powołał w 1897 r. Drugi opracował innowacyjną technologię wytwarzania sody kalcynowanej, która bez większych zmian stosowana jest od ponad 150 lat.

Właśnie dzieje Belga Ernsta Solvaya są jednymi z najciekawszych spośród losów wszystkich wielkich chemicznych ojców założycieli. Pokazują, że brak pieniędzy, jeśli tylko towarzyszy mu wiara, że posiadany pomysł jest w stanie zrewolucjonizować przemysł, nie jest przeszkodą w odniesieniu sukcesu.

Solvay stawiał wszystko na jedną kartę, zarówno jeśli chodzi o siebie, jak i pomyślność innych. Przekonał młodszego brata Alfreda do porzucenia obiecującej kariery biznesowej w Anglii i dołączenia do niego. Potem przyjaciela z dzieciństwa uczynił współpracownikiem do spraw technicznych w swojej firmie, choć fabryka istniała wyłącznie na papierze. Od ojca otrzymał 35 tys. franków na sfinansowanie pomysłu, zakup sprzętu i wynajem fabryki. Choć pierwsze testy były obiecujące, to szybko zabrakło pieniędzy na dalsze inwestycje. Przyjaciel rodziny i członek belgijskiego parlamentu polecił mu sprzedaż technologii kupcom wywodzącym się z przemysłu chemicznego lub szklarskiego. Wtedy w życiu Ernsta pojawił się młody prawnik Eudore Pirmez, późniejszy dyrektor Narodowego Banku Belgii.

Wpłynął na ważnego belgijskiego ministra Walthera Frere-Orbana, by ten zwolnił braci Solvay z podatku. Następnie zmobilizował własnego ojczyma do zainwestowania w nieznaną metodę produkcji sody, w efekcie czego rodzina Pirmez-Lambert stała się właścicielem ponad połowy udziałów w Solvay & Cie. W 1865 r. w miejscowości Couillet, czyli sercu belgijskiego przemysłu szklarskiego, wzniesiono pierwszą fabrykę Solvay. Start był trudny, a bracia Solvay szybko wpadli w długi. Rozwój procesu był ograniczany kłopotami ze stale zatkanym centralnym reaktorem instalacji, który w końcu wybuchł.

Kres zdawał się bliski i z końcem pierwszego roku działalności bracia Solvay rozważali bankructwo. Na szczęście zdecydowali się na ostatnią próbę i wadliwy reaktor zastąpili serią mini reaktorów. Zakładana z takim wysiłkiem firma przetrwała.

 

 

 

Kończąc 67 rok życia, Alexander Wacker mógł myśleć o emeryturze, tym bardziej, że jego dorobek zawodowy i sytuacja finansowa pozwalały mu na to. Od 10 lat był szanowanym dyrektorem przedsiębiorstwa elektryfikującego Niemcy. Zamiast spokojnej starości rzucił rękawicę jeszcze jednemu wyzwaniu. Dostrzegał mnóstwo zależności między przemysłem elektrycznym a chemicznym i wiosną 1913 r. zaprosił do swej willi w Bad Schachen nad Jeziorem Bodeńskim elitę niemieckiego świata nauki i przemysłu, m.in. noblistę z dziedziny chemii Otto Walacha i przyszłego noblistę Richarda Zsigmondy’ego. Usłyszeli oni o imponujących planach Wackera, ktory obiecywał budowę potężnej hydroelektrowni i kanału łączącego rzeki Alz i Salzach. Plany budowy hydroelektrowni pokrzyżowała wprawdzie I wojna światowa, ale firma Alexander Wacker Gesellschaft fur elektrochemische Industrie i tak rozwijała się imponująco. Opracowane przez nią utlenianie acetylenu do aldehydu octowego w procesie licencjonowanym potem na całym świecie odegrało w tej historii kluczową rolę. Aceton, który w dużych ilościach potrzebny był do produkcji kauczuku syntetycznego, był produktem szalenie poszukiwanym w czasie wojny.

O ile nazwiska wszystkich wymienionych przemysłowców są do dzisiaj bardzo znane, o tyle postać Friedricha Engelhorna poza Niemcami została praktycznie zapomniana i to nie tylko dlatego, że rozwijanego przez siebie biznesu nie nazwał swoim nazwiskiem. Był właścicielem dużego przedsiębiorstwa węglowo – gazowego i szybko dostrzegł możliwości, jakie daje smoła węglowa. To uboczny produkt w produkcji koksu z węgla kamiennego powstający w ramach odgazowania węgla kamiennego. Już w 1861 r. Engelhorn rozpoczął produkcję fuksyny stosowanej do barwienia papieru i włókien naturalnych oraz produkcję aniliny. Postanowił jednak zbudować w Niemczech firmę, której aktywność obejmie cały proces produkcji: od surowców i materiałów pomocniczych, poprzez prekursory i półprodukty aż po końcowe barwniki.

Przedsiębiorstwo o strukturze akcyjnej powstało i od razu pracę w nim podjęli najwybitniejsi niemieccy chemicy. Po ośmiu latach uruchomiło biuro sprzedaży w Nowym Jorku. Niestety dla siebie Engelhorn popadł w konflikt z pozostałymi akcjonariuszami i zrezygnował z kierowania firmą. W 1885 r. ostatecznie ją opuścił, kupując udziały w spółce Boehringer und Sohne, która niedługo potem odkryła, że kwas mlekowy może być wytwarzany w masowych ilościach przez bakterie. Dzisiaj Boehringer Ingelheim jest wiodącą firmą farmaceutyczną, ale z samym Engelhornem kojarzona nie jest. Tymczasem on zainwestował w nią, pozbywając się udziałów w... BASF.

Początek niemieckiej dominacji
Od drugiej połowy XIX w. o europejski prymat przemysłowy walczyły Niemcy i Wielka Brytania. W branży chemicznej zwycięzcą okazało się pierwsze z państw, choć wybuch I wojny światowej znacząco osłabił niemiecką potęgę i zmusił tamtejsze firmy do mozolnej odbudowy swej pozycji.

Dlaczego Niemcy, a nie Wielka Brytania?

Od początku głównym rynkiem zbytu i terenem biznesowej ekspansji był dla nich Stary Kontynent, podczas gdy Brytyjczycy ogromne ilości własnej produkcji lokowali w zamorskich koloniach. Orientując się na Europę, gdzie konkurencja wymagała innowacyjności i postępu, niemieckie przedsiębiorstwa chemiczne były więc zmuszone do udoskonalania swej aktywności, co budowało ich przewagę kosztem kolonialnego monopolisty, jakim byli Brytyjczycy. To m.in. dlatego powstałe w drugiej połowie XIX w. niemieckie firmy chemiczne do dzisiaj mają się znakomicie, zaś o brytyjskich nikt nie pamięta. Tymczasem jeszcze pod koniec stulecia kwartet Brunner Mond, Nobel Explosives, United Alkali Company oraz British Dyestuffs Corporation należał do europejskiej czołówki, czego potwierdzeniem fakt, że to przecież za sprawą produkcji sody udało się zbudować w Wielkiej Brytanii najbardziej wydajny na świecie przemysł tekstylny i szklany.

Jednak bardzo szybko po swoim powstaniu to firmy z Niemiec stały się głównym dostawcą produktów chemicznych dla branży włókienniczej. Z kolei belgijski Solvay wyparł praktykowaną w Wielkiej Brytanii, ale jednocześnie znacznie droższą, metodę Leblanca wykorzystywaną do produkcji sody. Wprawdzie w 1926 r. cztery wymienione angielskie podmioty, dostrzegając własną słabość, utworzyły wspólnie koncern Imperial Chemical Industries (w 2008 r. został on wchłonięty przez AkzoNobel), ale i tak nie były w stanie obronić swej pozycji przed niemieckim naporem. Reprezentowany głównie przez Societe chimique des usines du Rhone, z którego po I wojnie światowej narodziła się firma Rhone-Poulenc (też dzisiaj nie istnieje), francuski przemysł chemiczny także znalazł się w XIX w. w cieniu niemieckiej dominacji.

 

 

 

Głównym impulsem stojącym za niemiecką ekspansją było zwycięstwo Prus w wojnie z Francją w 1871 r. i przypadające na ten sam rok zjednoczenie państw niemieckich zakończone ustanowieniem II Rzeszy. Wydarzenie to było m.in. bezpośrednim bodźcem dla wzrostu firmy Degussa (w 2007 r. przekształciła się ona w koncern Evonik, będący jednym z liderów europejskiej chemii). Przedsiębiorstwo, z którego narodziła się Degussa istniało od 1843 r., gdy to założył je Friedrich Ernst Roessler, były szef mennicy we Frankfurcie. Po odejściu z mennicy utworzył fabrykę oddzielania złota i srebra oraz zainicjował budowę chemicznego laboratorium technicznego, które przetwarzało produkty uboczne separacji kwasu siarkowego, czyli azotan srebra i sole cyjanku. Kiedy w 1866 r. po wojnie prusko – austriackiej, na skutek której Prusy stały się ośrodkiem zjednoczeniowym państw niemieckich, Frankfurt utracił niepodległość polityczną, wówczas Roesler wycofał się z działalności w branży separacyjnej.

Jego interes przejęli synowie będący chemikami. Gdy w 1871 r. powstało Cesarstwo Niemieckie wszystkie dotychczasowe waluty poszczególnych państw i księstw niemieckich straciły rację bytu. Nowy pieniądz – marka – musiał być wybijany przy użyciu metali szlachetnych odzyskanych z wycofywanych monet. Firma Friedrich Roessler Sohne, jako jedyna, była technicznie przygotowana do tej operacji. Roesslerowie, szukając dodatkowego kapitału wymaganego przez Rzeszę, przekształcili ojcowskie przedsiębiorstwo w spółkę akcyjną i nadali jej nazwę Deutsche Gold- und Silber-Scheideanstalt, w skrócie Degussa.

Pionierzy stają się potentatami
Najważniejszym segmentem branży chemicznej w XIX w. była produkcja barwników dla szybko rosnącego przemysłu włókienniczego. Na obsługę tego segmentu postawił m.in. BASF. Cztery lata po swoim powstaniu z powodzeniem przeprowadził proces syntezy pierwszego naturalnego barwnika, którym była alizaryna otrzymywana z korzeni marzanny barwierskiej. Wykorzystywana głownie do barwienia bawełny stała się pierwszym globalnym sukcesem BASF. Po niej spółka wprowadziła na rynek inne barwniki, m.in. eozynę, prawdziwą czerwień i auraminę. Co ważniejsze zainicjowała też długoletnie prace nad barwnikiem indygo.

W 1878 r. udało jej się zsyntezować ten barwnik (potem udoskonalała proces syntezy) i wspólnie z przedsiębiorstwem Hoechst nabyła prawa patentowe do indygo, dołączając w ten sposób do wyścigu o prawo jego produkcji na skalę przemysłową. W 1897 r., po 17 latach intensywnych badań i wydaniu 18 mln marek w złocie – to więcej niż wynosił ówcześnie kapitał zakładowy BASF – spółka wprowadziła na rynek syntetyczne „czyste indygo”. Powszechnie uznano je za „króla” barwników. Niebawem spadło wprawdzie z tronu, ale za sprawą jeszcze lepszych barwników BASF. M.in. w 1901 r. Rene Bohn opracował i opatentował błękit antrachinonowy.

Wielką wartością dla firmy były też prace urodzonego w Opolu Rudolfa Knietscha, który opracował metodę skraplania chloru, dzięki czemu chlor można było łatwiej składować, przetwarzać i transportować. Knietsch stworzył również metodę kontaktową produkcji kwasu siarkowego, do dziś
stosowaną na całym świecie.

W sektorze barwników całe dekady operował także Bayer, który w przededniu rozpoczęcia I WŚ był trzecią największą – po Solvay Deutschland i BASF – firmą chemiczną w Niemczech. Siła tych dwóch przedsiębiorstw sprawiła, że w 1913 r. na niemieckich producentów barwników przypadało prawie 90% całkowitej globalnej produkcji tego wyrobu. Wojna złamała tę potęgę, a dotychczasowa przewaga niemieckich firm w czasie wojny okazała się dla nich obciążeniem. Swoją dominującą pozycję niemiecki przemysł barwiarski zawdzięczał bowiem eksportowi – trafiało do niego nawet do 80% barwników BASF i Bayer. Gdy na cztery wojenne lata zamknięto przed Niemcami granice, ich produkcja załamała się.

Kraj nieograniczonych możliwości
Choć handel międzykontynentalny na przełomie XIX i XX stulecia dopiero się kształtował, a centrum świata była jeszcze Europa, to rola amerykańskiego przemysłu chemicznego stawała się coraz bardziej istotna. Tym bardziej, że za oceanem przybywało zwolenników myślenia imperialnego, dla których gospodarczy podbój świata był kluczem do stworzenia amerykańskiego imperium.


CAŁY ARTYKUŁ ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 1/2015 "CHEMII I BIZNESU". ZAPRASZAMY


Wyświetlono: 4279

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej