Artykuły - Przemysł opakowaniowy

Europa przeciwna lekkim opakowaniom z tworzyw sztucznych

29.05.2014
Europa przeciwna lekkim opakowaniom z tworzyw sztucznych

Coraz większego rozmachu nabiera projektowane przez Komisję Europejską i Parlament Europejski prawodawstwo, którego skutkiem może być doprowadzenie do faktycznej likwidacji produkcji jednorazowych opakowań z tworzyw sztucznych. Niestety przygotowywana legislacja szczególnie mocno odbije się na polskiej branży przetwórstwa tworzyw. Reakcji ze strony firm produkcyjnych próżno jednak szukać.

Unia Europejska od dawna upatruje w jednorazowych opakowaniach, tzw. foliówkach, przyczyny wielkiego problemu środowiskowego. – 50 lat temu prawie nikt nie słyszał o torbie plastikowej jednorazowego użytku. Teraz torby takie, po kilkuminutowym wykorzystaniu, zanieczyszczają nasze środowisko przez dziesiątki lat – uzasadnia powody, dla których UE zajęła się tą sprawą Janez Potocnik, unijny komisarz ds. środowiska.

Nie zważając na fakt, że niektóre państwa członkowskie już dawno temu na własną rękę podjęły działania na rzecz ograniczenia stosowania foliówek, UE przystąpiła w ostatnim półroczu do zakrojonych na szeroką skalę akcji na poziomie ponadnarodowym, w efekcie których może dojść do wyeliminowania foliówek z europejskiego rynku. Europejscy decydenci mówią wprawdzie o chęci zmiany nawyków konsumenckich, tak by sami Europejczycy dobrowolnie zrezygnowali z korzystania z opakowań, ale prawdą jest, że zawsze o wiele lepszym bodźcem jest nie liczenie na zmianę przyzwyczajeń prowadzących do zaistnienia pożądanego stanu rzeczy, a ustanowienie prawa do niego prowadzącego.

Podobnie będzie i w tym przypadku, a polscy producenci tego typu opakowań postulowanymi zmianami mogą czuć się poważnie zaniepokojeni. To w naszym kraju bowiem branża ta notuje jeden ze zdecydowanie najlepszych wyników na kontynencie.

Unijne działania w ostatnich miesiącach toczą się błyskawicznie. Wpierw w listopadzie 2013 r. Komisja Europejska zaproponowała zmiany w dyrektywie dotyczącej opakowań i odpadów opakowaniowych, które mają prowadzić do ograniczenia stosowania jednorazówek. Przyjęty przez KE wniosek wprowadza do dyrektywy dwie zmiany. Po pierwsze, nakłada na państwa członkowskie obowiązek przyjęcia środków mających na celu zmniejszenie stosowania wykonanych z tworzyw toreb na zakupy o grubości poniżej 50 mikrometrów, ponieważ są one rzadziej niż ich grubsze odpowiedniki używane więcej niż jeden raz i tym samym jedynie powiększają ilość odpadów. Po drugie, państwa członkowskie winny wdrożyć środki przymusu w postaci instrumentów ekonomicznych, takich jak wprowadzenie opłat, ustalenie krajowych celów w zakresie zmniejszenia użycia odnośnych toreb oraz ograniczenia we wprowadzaniu ich do obrotu. Wniosek KE był konsekwencją działań zainicjowanych przez poszczególne państwa członkowskie, a także apeli unijnych ministrów ochrony środowiska do Komisji o zbadanie możliwości działań na szczeblu unijnym.

Ponieważ tym samym głosem, co Komisja Europejska, mówi także Parlament Europejski, to sprawa wydaje się być przesądzona. W Europie panuje zgoda, co do konieczności zajęcia się „problemem” lekkich opakowań z tworzyw sztucznych i trudno zakładać, by wyłoniony po niedawnych wyborach nowy skład KE zawrócił z tej ścieżki. Parlament Europejski w styczniu br. w przyjętej przez siebie rezolucji stwierdził, że najbardziej niebezpieczne tworzywa sztuczne, w tym właśnie popularne jednorazówki, powinny być od 2020 r. zakazane wszędzie tam, gdzie jest to tylko możliwe. Ma to być jeden z elementów unijnej strategii redukcji odpadów z tworzyw. Eurodeputowani w rezolucji (to zbiorowa uchwała PE, która nie posiada wprawdzie przymiotu wiążącego, ale jest czytelnym wskazaniem dla stanowiącej prawo Komisji Europejskiej) zaznaczyli, że materiały z tworzyw sztucznych są coraz bardziej zróżnicowane, a ich użycie wzrasta, przyczyniając się do gromadzenia się odpadów. Materiały z tworzyw mają mieć także zabójcze skutki dla życia morskiego i uwalniać do ekosystemów oraz łańcucha żywnościowego substancje rakotwórcze, mutagenne lub działające toksycznie na rozrodczość, a także nanocząstki i trwałe zanieczyszczenia organiczne.

 

 

 

Tylko w 2010 r. na rynek UE wprowadzono 95,5 mld torebek z polietylenu, z czego większość była jednorazowego użytku lub została użyta tylko jeden raz. Liczba to bardzo duża, pomimo tego, iż w wielu krajach użycie wzmiankowanych opakowań i tak jest już ograniczone lub nawet zakazane.

„Parlament Europejski jest przekonany, że najniebezpieczniejsze tworzywa sztuczne, te które zgodnie z dowodami naukowymi są najbardziej szkodliwe dla zdrowia ludzkiego i środowiska (takie jak mikro- i oksy-biodegradowalne tworzywa sztuczne) oraz te zawierające metale ciężkie i inne substancje, które mogą również utrudniać proces recyklingu, powinny zostać wycofane z rynku lub całkowicie zakazane, możliwie jak najszybciej przed rokiem 2020 w celu rozwinięcia rynku ponownego wykorzystywania i recyklingu materiałów. (…) Należy radykalnie ograniczyć używanie jednorazowych toreb plastikowych, a tam gdzie to możliwe zakazać ich używania oraz należy zająć się wyzwaniem związanym z zapobieganiem powstawaniu odpadów poprzez działania skuteczniej ukierunkowane na nadmierne zużycie i nieodpowiedzialne usuwanie produktów jednorazowych” – czytamy w uchwalonej przez PE rezolucji.

W kwietniu 2014 r. Parlament Europejski poszedł już krok dalej i przyjął projekt przepisów w tej sprawie, w myśl którego do 2019 r. jednorazowe opakowania z tworzyw powinny zniknąć z rynku przynajmniej w 80%. Jednocześnie PE nałożył na państwa członkowskie obowiązek podjęcia działań pozwalających na wyeliminowanie z rynku niebezpiecznych dla środowiska opakowań. O tym, jak to zrobią, decydować mają samodzielnie.

Przepisy zalecają państwom członkowskim, by skutecznie nakłoniły sprzedawców do nieudostępniania tego typu opakowań w formie bezpłatnej. Zdaniem obradujących w Brukseli i Strasburgu posłów, Tworzywowe torebki powinny być w ciągu najbliższych sześciu lat zastąpione opakowaniami z surowców wtórnych, biodegradowalnych oraz nadających się do kompostowania.

Zalety ograniczenia stosowania foliówek wcale nie takie oczywiste
Wzorcem dla eurodeputowanych jest Irlandia. Od wprowadzenia tam w 2002 r. opłat za torebki w wysokości 22 centów/sztukę mieszkańcy wyspy prawie całkowicie przestali z nich korzystać. Uzyskane z kolei pieniądze rząd przeznaczył na wdrażanie projektów recyklingowych. Mimo tego model irlandzki w branży przetwórczej spotyka się z krytyką.

– Na pierwszy rzut oka wygląda to zachęcająco. Ale po uważnej analizie zauważamy, że nie jest to takie proste. Reklamówek używano w domach do wyrzucania śmieci. Zatem, by je czymś zastąpić ludzie masowo zaczęli kupować worki na śmieci. W tym samym czasie wzrósł także import takich worków. W efekcie końcowym ilość wyrzucanych plastikowych odpadów nie zmniejszyła się. W takiej czy innej formie ta sama ilość worków z tworzyw sztucznych była produkowana, jak miało to miejsce przed rozpoczęciem eksperymentu – pisze w swojej książce „Wojna o reklamówkę” francuski dziennikarz Hugo Verlomme. Jak zaznacza jego celem było przełamanie stereotypów dotyczących foliówek. I faktycznie zauważa, że torby papierowe, które zastąpiły te z polietylenu, są dla środowiska znacznie większym obciążeniem. Są cięższe, zajmują 10 razy więcej miejsca, co przy transporcie ma wpływ na większe zużycie paliwa i ilość emitowanych spalin.

W Europie te argumenty są jednak prawie w ogóle z powodów politycznych niedostrzegane, a prace zmierzające do wprowadzenia ograniczeń, co do używania foliówek, nie mogą dziwić. Temat krąży po korytarzach unijnych gmachów od lat, choć w rożnym stopniu dotyczy poszczególnych państw. Niektóre z nich, nie tylko Irlandia, jakiś czas temu wydały już walkę jednorazówkom. Przykładowo we Włoszech od początku 2011 r. sprzedawcy mają zakaz stosowania niebiodegradowalnych jednorazówek. Z kolei m.in. Niemcy i Holandia wprowadziły specjalne podatki od dystrybucji reklamówek.

 

 

 

Nawet jednak w sytuacji istnienia takich rygorów co roku na unijny rynek wprowadzanych jest ok. 98,6 mld torebek z tworzyw sztucznych, co oznacza, że jeden mieszkaniec UE zużywa w ciągu 12 miesięcy aż 198 takich opakowań. Jednocześnie każdego roku na wysypiska trafia ponad 8 mld foliówek. W Polsce sytuacja w porównaniu z resztą Europy jest diametralnie rożna i cieszy przemysł, a martwi europejskich polityków. Statystyczny mieszkaniec naszego kraju używa w ciągu roku aż 466 tego typu opakowań. Tym samym dysponujemy jednym z najsilniejszych w Europie przemysłów odpowiedzialnych za produkcję polietylenowych torebek i wszelkie próby administracyjnego wpływu na rynek biją przede wszystkim rodzimych przetwórców, a pośrednio także sprzedawców granulatów tworzyw sztucznych. Z analiz nieistniejącego już stowarzyszenia KOEKO wynika, że nad Wisłą za sprawą ponad 200 firm produkowanych jest ok. 150 tys. ton toreb z polietylenu rocznie, a przychody wytwarzających je firm przekraczają 1 mld zł. Co więcej, foliówki są także bardzo ważnym wyrobem eksportowym w strukturze całego przemysłu opakowaniowego, gdyż ok. 60% ich produkcji trafia poza granice naszego kraju.

– Istnieją badania wśród polskich konsumentów, które pokazują, że każdorazowo z darmowych toreb foliowych korzystało do tej pory 81,5% ankietowanych. Przeciętnie w czasie jednej wizyty w sklepie klient pobierał średnio trzy torby foliowe, robiąc średnio ponad trzy razy w tygodniu zakupy w sklepie, w którym to torby te otrzymywał – wylicza Wojciech Pawlikowski z firmy Ecoplastic Technologies, oferującej specjalistyczne dodatki do tworzyw sztucznych.

Polscy producenci nieświadomi zmian
Rola i znaczenie polskiego przemysłu w naturalny więc sposób predestynowało go do zajęcia wiodącej pozycji wśród państw, które mogłyby sprzeciwiać się wprowadzeniu drakońskiego prawa. Za nic innego przecież zamiaru ograniczenia zużycia danego wyrobu o 80% uznać nie można. Niestety dla branży nic takiego się jednak nie dzieje i nie wydaje się ona szczególnie zainteresowana obecnymi zawirowaniami. Gdy w końcówce kwietnia próbowaliśmy się dowiedzieć bezpośrednio u producentów foliówek, jak zamierzają chronić się przed nadciągającym nad ich głowy zagrożeniem, to z grona czterech pierwszych, z którymi rozmawialiśmy, żaden nie wiedział, że cokolwiek groźnego jest na forum unijnym szykowane. Dominowała naiwność wyrażająca się w postawie „przecież nikt nie może nam zakazać produkcji”. W takich okolicznościach brak podjęcia jakiegokolwiek lobbingu zaskakiwać nie może.

– Duża część polskich przedsiębiorstw nie jest świadoma, że stale powstają nowe przepisy prawne, które będą bezpośrednio ich dotyczyć, bez względu na to, czy prawo powstaje w Polsce, czy poza nią – mówił w wywiadzie zamieszczonym w poprzednim numerze "Chemia i Biznes" Kazimierz Borkowski, dyrektor polskiego oddziału stowarzyszenia PlasticsEurope. W tym przypadku jego słowa znajdują dokładne potwierdzenie.

Nieporadność polskich przetwórców trudno jednak tłumaczyć, mając w pamięci wydarzenia z 2008 r. Wtedy to branża producentów polietylenowych jednorazówek po raz pierwszy znalazła się pod ustawodawczą presją. Jeden z łódzkich radnych przygotował sześć lat temu uchwałę o zakazie rozdawania torebek foliowych w sklepach. W jej myśl dozwolona miała być tylko ich sprzedaż (co miało prowadzić do spadku zainteresowania wyrobem), a za nieodpłatne ich wydawanie właścicielowi sklepu groziła kara do 5 tys. zł. Uchwała nie weszła w życie, gdyż wojewoda unieważnił ją z uwagi na naruszenie swobody działalności gospodarczej gwarantowanej w Konstytucji.

Niedługo potem Ministerstwo Środowiska zaczęło jednak forsować projekt ustawy zakładającej odpłatność klientów za darmowe dotychczas foliówki. Na producentów padł blady strach, że oto dotychczas darmowe wyroby po wprowadzeniu za nie opłaty stracą na zainteresowaniu. Ostatecznie ustawa o gospodarce opakowaniami i odpadami opakowaniowymi wprowadzi opłatę recyklingową dopiero od 1 stycznia 2015 r. Rzecz jasna już teraz nie brakuje sklepów, które za foliówki pobierają opłaty w wysokości kilku groszy. W myśl obowiązującego prawa, gdyby wciąż były one dystrybuowane gratisowo, to stawałyby się odpadami opakowaniowymi, które sieć handlowa musiałaby poddać recyklingowi.

 

 

 

Sprzedawane torebki zyskują natomiast status zwykłego towaru i wtedy sklep nie musi się z nich rozliczać. Supermarketom ubywa zatem istotny koszt, a dodatkowo na torebkach zarabiają. Koszt zakupu jednej polietylenowej torebki przez sklep to ok. 3 gr. Cena dla klienta to ok. 7–20 gr. Jeśli przemnożyć tę kwotę przez kilka tysięcy sztuk dziennie i kilkaset sklepów, którymi na terenie kraju dysponują największe sieci handlowe, to widać, że chodzić może nawet o kilkaset milionów złotych rocznie i to wyłącznie z tytułu sprzedaży reklamówek wartych 7–20 groszy. O ile jednak działające w Polsce supermarkety co najwyżej po zlikwidowaniu rynku jednorazówek zarobią nieco mniej – dla nich to i tak marginalny produkt w ofercie – o tyle przygotowywane na forum europejskim prawo niemal w całości zlikwiduje ważną część rodzimego przemysłu opakowań z tworzyw sztucznych. Ospałość samych zainteresowanych jest więc trudna do wytłumaczenia.

Jednolite prawo w całej UE to zły pomysł
Głos w sprawie zabrał natomiast Polski Związek Przetwórców Tworzyw Sztucznych, czyli organizacja skupiająca przedsiębiorców o łącznym zatrudnieniu ok. 8 tys. osób i obrotach przekraczających 5 mld zł.

„Związek krytycznie odnosi się do propozycji Unii Europejskiej odnośnie tzw. lekkich torebek foliowych na zakupy o grubości poniżej 50 mikronów. Wniosek UE ma na celu ograniczenie zużycia torebek poprzez zezwolenie na odstępstwo od artykułu 18 dyrektywy 94/62/EC, który obecnie reguluje swobodę wprowadzania opakowań na rynek. PZPTS popiera inicjatywę ograniczenia nieodpowiedzialnego postępowania z opakowaniami, w tym także lekkimi torbami foliowymi na zakupy. Promujemy ponowne zastosowanie torebek foliowych oraz podwyższanie poziomu ich odzysku i recyklingu w celu całkowitego ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko naturalne. Jednocześnie nie możemy się zgodzić z propozycją dyskryminacji produktów z tworzyw sztucznych i uważamy, że narusza ona podstawowe zasady funkcjonowania rynku wewnętrznego. W naszej ocenie UE powinna zrobić więcej w celu wsparcia dobrowolnych inicjatyw, takich jak np. V Bags Europe (dobrowolne zobowiązanie branży do uregulowania obrotu oraz ograniczenia ilości wprowadzanych w UE torebek foliowych). Uważamy, że ta propozycja Komisji Europejskiej jest oczywistym naruszeniem zasady proporcjonalności, wniosek ma na celu zmniejszenie zużycia „lekkich toreb plastikowych", ale może umożliwić sytuacje, w których państwa członkowskie mogą zakazać stosowania tych produktów” – napisały w specjalnym oświadczeniu władze PZPTS.

Według tej branżowej organizacji zrzeszającej wszystkie kategorie przetwórców tworzyw w Polsce, a nie tylko producentów wspomnianych opakowań, UE dąży m.in. do zalegalizowania sytuacji we Włoszech, gdzie tylko biodegradowalne i kompostowane torebki są dopuszczone do obrotu.

Jednocześnie PZPTS zauważa, że uregulowania we Włoszech sprzyjają dystrybucji biotworzyw ponad konwencjonalnymi polimerami, a stan taki nie bierze pod uwagę końca życia produktu, gdzie wiadomo, że nawet niewielka ilość biopolimerów może zanieczyścić większą partię tworzyw i uczynić je niezdolnymi do recyklingu. W ocenie PZPTS, torebki biodegradowalne także mogą być przyczyną zaśmiecania środowiska i nie ulegać biodegradacji w krótkim czasie, zarówno w środowisku lądowym, jak i morskim. Chęć wsparcia opakowań biodegradowalnych jest zresztą kwestią często poruszaną przy wyjaśnianiu motywów kryjących się za podejmowanymi przez UE zmianami prawnymi. Same firmy oferujące biodegradowalne opakowania specjalnie nawet nie kryją się z tym, że na propozycje Brukseli patrzą z radością. Władze spółki Bioerg, czyli polskiego wytwórcy takich opakowań, otwarcie przyznają, że wszelkie zakazy „wywołałaby skokowy wzrost zapotrzebowania na ich produkt”.


CAŁY ARTYKUŁ ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 3/2013 "CHEMII I BIZNESU". ZAPRASZAMY.


Wyświetlono: 5001

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej