Artykuły - Przemysł chemiczny

Tak budował się polski przemysł chemiczny

30.01.2017
Autor: Dominik Wójcicki
Tak budował się polski przemysł chemiczny

Przedstawiamy opowieść o czasie – latach tuż powojennych oraz dekadach lat 60. i 70. – który wykrystalizował obraz rodzimej chemii aż do dzisiaj.

Jesteśmy w okresie okrągłych rocznic w polskim przemyśle chemicznym. Największe przedsiębiorstwa w 2015 r. i 2016 r. świętowały rocznice swojego powstania. To dobry moment, by spróbować przybliżyć okoliczności, które doprowadziły do powstania fabryk określających obecny kształt branży chemicznej w naszym kraju.

Jubileusze w branży

W 2016 r. Zakłady Azotowe Puławy cieszyły się z jubileuszu 50 lat swego istnienia. Minęło również dokładnie pół wieku od momentu, gdy podjęto decyzję o budowie Zakładów Azotowych Włocławek, czyli dzisiejszego ANWIL-u. Zakończony niedawno rok to także 70 rocznica uruchomienia pierwszej instalacji produkcyjnej w Brzegu Dolnym w zakładach Rokita. Z kolei w 2015 r. wypadło 85 lat od czasu uruchomienia produkcji w Tarnowie-Mościcach. Także w 2015 r. świętowano ponadto 70 lat istnienia firmy CIECH oraz dzisiejszego Synthosu, który powstał jako Fabryka Paliw Syntetycznych w Dworach. Dodatkowo w 2015 r. mijało 40 lat od chwili, gdy w gdańskiej rafinerii należącej do Grupy Lotos doszło do przyjęcia do zbiorników rafineryjnych pierwszej partii ropy naftowej i nastąpił rozruch tamtejszego bloku paliwowego.

Za wyjątkiem powstania Zakładów Azotowych w Tarnowie-Mościcach uruchomienie większości fabryk chemicznych związane było z odbudową kraju po II Wojnie Światowej lub koniecznością dostarczenia surowca rozwijającej się gospodarce w pierwszych dwóch dekadach od zakończenia działań wojennych. Tylko decyzja o budowie rafinerii w Gdańsku wpisuje się w Gierkowski plan uprzemysłowienia kraju, stanowiąc tym samym kolejny rozdział historii rozwoju przemysłu chemicznego w komunistycznej Polsce.

Przedstawiamy opowieść o czasie – latach tuż powojennych oraz dekadach lat 60. i 70. – który wykrystalizował obraz rodzimej chemii aż do dzisiaj.

Trudne początki budowy przemysłu chemicznego w Polsce

Czymś innym jest rzecz jasna rozwój przemysłu chemicznego w Polsce, a czymś innym jego rozwój na ziemiach polskich. Gdy w XIX w. cała Europa Zachodnia przeżywała rewolucję przemysłową, której elementem było także powstawanie nowoczesnego sektora chemicznego (mnóstwo największych globalnych koncernów ma swój początek właśnie w XIX stuleciu), to nasze państwo nie istniało, a polskie ziemie były zupełną prowincją, jeśli chodzi o ich znaczenie dla gospodarki zaborców. I chociaż znaleźć można przykłady firm, które założone zostały jeszcze przed odrodzeniem państwa polskiego (m.in. należące dzisiaj do Grupy Azoty Puławy Zakłady Azotowe w Chorzowie istniejące od 1916 r.), to jednak brak własnego państwa w XIX w. determinuje pewne długofalowe zapóźnienia w krajowej chemii.

Krótki okres dwudziestolecia międzywojennego przyniósł wprawdzie projekt w postaci budowy zakładów chemicznych w Mościcach (wtedy jeszcze będących samodzielną gromadą, a nie dzielnicą Tarnowa), czy też zakładów w Alwerni, ale wybuch II Wojny Światowej przekreślił jakikolwiek dorobek wypracowany w tym okresie. Warto jednak w tym miejscu poświęcić nieco uwagi zakładom w Mościcach, bo dla ówczesnej mapy przemysłowej Polski były one absolutną perłą w koronie.

Oficjalne otwarcie Państwowej Fabryki Związków Azotowych odbyło się w 1930 r. Trzy lata później fabrykę połączono z zakładami w Chorzowie, tworząc Zjednoczone Fabryki Związków Azotowych w Mościcach i Chorzowie, których dyrektorem został Eugeniusz Kwiatkowski, budowniczy Gdyni i późniejszy wicepremier oraz minister skarbu. Fabryka zatrudniała ponad 3 tys. pracowników i jako pierwsza w kraju wprowadziła badania profilaktyczne dla załogi. Produkowała m.in. siarczan amonu, azotniak, supertomasynę, kwas azotowy, kwas solny, saletrę amonową. Wyroby eksportowano do ponad 60 krajów. W skład kompleksu wchodziły 53 budynki fabryczne. Ciekawostką jest fakt, że zakłady prowadziły własne gospodarstwo rolne. Do Mościc przyjeżdżały grupy rolników celem zapoznania się z nowoczesnymi metodami produkcji z wykorzystaniem nawozów azotowych.

Powojenna odbudowa

Podnoszenie branży z wojennego upadku było procesem skomplikowanym. Straty wojenne - choć to stwierdzenie banalne – były potężne. Przykładowo przemysł chlorowy po wojnie prawie już nie istniał. Przed 1939 r. instalacje elektrolizy znajdowały się w Ząbkowicach, Jaworznie i Mościcach. Sześć lat później udało się uruchomić tylko tę w Jaworznie, jednak odbywająca się tam produkcja odpowiadała jedynie ok. 20% stanu sprzed wojny i wynosiła 1 tys. t/r., co było wynikiem śladowym. Właściwy rozwój produkcji chloru w Polsce nastąpił w 1957 r., gdy w Brzegu Dolnym otworzono wytwórnię o mocach 12 tys. ton rocznie, a na dobrą sprawę, gdy funkcjonować zaczęły Zakłady Azotowe we Włocławku, czyli już w latach 70.

Także utrata na rzecz Związku Sowieckiego Kresów Wschodnich sprawiła, że pozbawiono nas szeregu rafinerii naftowych, w oparciu o które można było budować w przyszłości petrochemię. Ubytku tego nie zrekompensowała poniemiecka infrastruktura przemysłowa na ziemiach odzyskanych. W chemii bilans również nie wychodził na zero.

Działało co prawda wiele fabryk chemicznych, ale o profilu produkcji ściśle związanym z potrzebami wojskowymi III Rzeszy, m.in. w Kędzierzynie powstawał metanol, będący składnikiem paliwa lotniczego, a w Brzegu Dolnym gazy trujące. Dodatkowo wszystkie te zakłady zostały natychmiast po „wyzwoleniu” poddane rabunkowi ze strony Sowietów, dla których zabór mienia na terenach przyznanych Polsce stanowił formę rekompensaty wojennej ściąganej od pobitych Niemiec.

Z Oświęcimia zachowała się relacja, w jaki sposób Rosjanie obchodzili się z fabryką prowadzoną w czasie wojny przez potężny IG Farben. Gdy nie można było bezpiecznie zdemontować i wynieść części jakiejś instalacji, którą postanowili wywieźć do ZSRR, wówczas wysadzano całą ścianę lub część budynku, by dotrzeć do danego wyposażenia.

 

Jako inny przykład niech posłuży choćby to, co działo się w Kędzierzynie-Koźlu. 31 stycznia 1945 r. Armia Czerwona zajęła miasto i zakłady – wcześniej już mocno zbombardowane w wyniku alianckich nalotów – i przeprowadziła całkowity demontaż urządzeń i aparatury znajdującej się w opuszczonej fabryce. Zniszczenia osiągnęły ok. 80-100% potencjału produkcyjnego. Pozostały sprzęt wywieźli Polacy do odbudowywanych zakładów chemicznych w Oświęcimiu, Chorzowie i Tarnowie, także traktując wówczas ziemie Śląska Opolskiego jako teren niemiecki. W efekcie fabryka w Kędzierzynie, choć zbudowana w czasie wojny przez Niemców i przez nich używana, była kompletnie zdewastowana.

Dzisiejsza produkcja chemiczna w tym mieście to efekt decyzji komunistycznego rządu z 1948 r. o utworzeniu Zakładów Przemysłu Azotowego Kędzierzyn. Rok później uruchomiono pierwszą instalację produkującą 840 ton wosku syntetycznego rocznie. Produkcja ciągła w Kędzierzynie ruszyła dopiero pięć lat po oficjalnym uruchomieniu fabryki, gdy to zainicjowano wytwarzanie tlenu sprężonego, dwucjanu dwuamidu, melaminy i utrwalacza płynnego.

Jak zatem widać zakłady chemiczne, które znalazły się po wojnie na terytorium państwa polskiego nie przedstawiały większej wartości, a działalność inicjowano w nich w sposób całkowicie żywiołowy. W archiwach spółki PCC Rokita można znaleźć zapis związany z początkiem produkcji w Brzegu Dolnym. Pierwsza historycznie instalacja została tam uruchomiona pod koniec 1946 r. Pierwszym produktem był podchloryn sodu, a do jego produkcji wykorzystano pozostawione przez Niemców zapasy chloru. Uruchomienie tej instalacji zostało zapamiętane przez jednego z uczestników wydarzenia: „produkcję uruchomiono bez żadnej dokumentacji technologicznej ani inwentaryzacyjnej w budynku nieogrzewanym i nieoszklonym. Wodę do rozcieńczania wodorotlenku sodowego woził beczkowóz z sąsiedniej wsi, zaś do chłodnic rzucano śnieg zbierany z ulic fabrycznych”.

Tak samo spontanicznie podnoszono z gruzów choćby zakłady w Alwerni, które zresztą początkowo miały być zlikwidowane. Stan urządzeń produkcyjnych, aparatury i budynków nie sprzyjał bowiem decyzjom o rozbudowie. Świadek tamtych czasów w relacji spisanej w książce „Historia polskiego przemysłu nieorganicznego” autorstwa Floriana Kruszki i Adama Wartalskiego opowiadał, że to „ludzie, a szczególnie kolektyw, nie mogąc znieść tej niepewności, postanowili sami odbudować fabrykę. To wtenczas zrodziły się tzw. kwaczalskie remonty, czyli metoda polegająca na obudowywaniu starych ruder nowymi ścianami bez przerw w produkcji. Tak to powstawały przestronniejsze budynki, a jednocześnie powiększono i modernizowano urządzenia i aparaturę, stanowiska pracy, zwiększała się moc produkcyjna. To wszystko sprawiło, że władze zrezygnowały z likwidacji i podjęły decyzję o rozbudowie zakładów”.

W komunistycznej Polsce

Konieczność powojennego rozwoju przemysłu chemicznego związana była ze strukturalnymi zmianami w całej gospodarce. O ile w II Rzeczpospolitej dominującą pozycję w przemyśle zajmowały branża spożywcza, włókiennicza, odzieżowa i hutnicza, a największa część dochodu narodowego powstawała w rolnictwie, o tyle w Polsce Ludowej sytuacja ta zaczęła się zmieniać na rzecz przemysłu ciężkiego.

Rozwój przemysłu chemicznego komunistyczne władze podporządkowały ogólnym założeniom centralnie planowanej gospodarki opartej na kilkuletnich cyklach rozwojowych. Gdy przyjęto ustawę o planie odbudowy gospodarczej w latach 1947-1949, to dla przemysłu chemicznego zapisano w niej konkretne zadania produkcyjne. Branża miała dostarczyć odpowiednie ilości m.in. azotniaku, saletrzaku, superfostatu, kwasu siarkowego, karbidu, barwników, sody kaustycznej i kalcynowanej. Jak widać planistów interesowało przede wszystkim osiągnięcie odpowiednich wielkości produkcyjnych w odniesieniu do przemysłu nieorganicznego. Kolejny plan, tym razem już sześcioletni (okres 1950-1955) ponownie wprowadzał z góry zapisane wielkości produkcji, ale tym razem mówił już także m.in. o nawozach azotowych i fosforowych, solach potasowych, środkach owadobójczych, kauczuku oraz ponownie kwasie siarkowym i sodzie.

Naturalnie cechą wszystkich odgórnie przyjętych planów było niezrealizowanie zapisanych w nich wielkości produkcyjnych. Tę właściwość, typową dla ówczesnego okresu, dobrze ilustruje choćby przykład kwasu siarkowego. W latach 1950-1955 miano go wyprodukować w ilości 540 tys. ton – wyprodukowano 450 tys. ton. W okresie 1956-1960 miało to być 740 tys. ton – było 684 tys. ton. W okresie 1961-1965 powinno być 1,325 mln ton – było 1,12 mln ton.

Analiza poszczególnych pięciolatek pozwala jednak zobaczyć, że w miarę upływu czasu produkcja nie tylko wzrastała, nawet jeśli nie osiągała założonych norm, ale też była rozszerzana o kolejne grupy produktowe. W latach 1961-1965 pojawia się już pozycja w postaci tworzyw sztucznych i amoniaku gazowego. W przypadku tworzyw zapisane zostały w ustawie precyzyjne ilości do osiągnięcia w 1970 r.: polichlorek winylu – 106 tys. ton rocznie, polietylen – 44 tys. ton, polistyren – 20 tys. ton, polioctan winylu – 10 tys. ton.

W książce Andrzeja Zimowskiego „Przemysł chemiczny na ziemiach polskich w latach 1918 – 1980” czytamy, że w każdym planie pięcioletnim obszerny rozdział poświęcony był przemysłowi chemicznemu z podaniem środków na realizację wymienionych zadań. Niestety im szybciej następował rozwój przemysłu elektromaszynowego, paliwowego, hutnictwa żelaza i metali kolorowych, tym bardziej brakowało mocy przerobowych na placach budów zakładów chemicznych. Powstawały coraz większe rozbieżności między potrzebami kraju a możliwościami ich zaspokojenia. Tempo rozwoju wybranych dziedzin gospodarki było szybsze niż przemysłu chemicznego. Rósł szybko import wyrobów i półproduktów chemicznych. Do tego, budując ciągle nowe zakłady i wytwórnie, nie starczało środków na modernizację istniejących już instalacji. I jakkolwiek, mimo stworzenia w kraju bazy wielu nowoczesnych surowców chemicznych i petrochemicznych, z każdą kolejną dekadą świat nas w tym względzie wyprzedzał. W 1970 r. byliśmy w ujęciu globalnym na 14 miejscu w dziedzinie produkcji tworzyw sztucznych, a po 10 latach było to już miejsce 19.

 

Osobna rola – nie produkcyjna, a handlowa – przypisana była w strukturze krajowego przemysłu chemicznego firmie CIECH, czyli Centrali Import-Eksport Chemikaliów. Przedsiębiorstwo to przejęło rolę centrali odpowiedzialnej za handel zagraniczny wyrobami chemicznymi.

W 1945 r. i 1946 r., czyli pierwszych miesiącach, jego działalność koncentrowała się jeszcze na przejmowaniu i rozprowadzaniu po kraju towarów z dostaw UNRRA, odbieraniu towarów chemicznych z sowieckiej strefy okupacyjnej w Niemczech, a także organizowaniu wymiany handlowej chemikaliami z ZSRR, Jugosławią, Szwecją, Czechosłowacją, Węgrami i Szwajcarią. Polski eksport obejmował w 1945 r. jedynie sodę kalcynowaną, karbid i biel cynkową. Rok później został poszerzony o benzen, naftalen, sodę kaustyczną, siarczan glinu, chlorek wapnia, węglan amonu, salmiak. Łącznie w 1946 r. obejmował 23 produkty chemiczne. Do Polski, głównie z ZSRR, sprowadzano natomiast poprzez CIECH fosforyty i apatyty do produkcji nawozów, kauczuk, produkty farmaceutyczne, tłuszcze roślinne. Bardzo szybko CIECH nawiązał jednak pierwszy kontakt z krajem innym niż ZSRR. Chodziło o brytyjski koncern chemiczny ICI. Potem przyszły umowy ze szwajcarskimi firmami Ciba, Sandoz i Geigy. CIECH oczywiście został włączony w rytm gospodarki centralistycznej, a jego działalność dopasowano do specyfiki planów wieloletnich.

Między rokiem 1960 a 1970 CIECH zanotował potężny wzrost eksportowanych z Polski chemikaliów. Na początku tego okresu sprzedaż zagraniczna warta była 217 mln zł dewizowych, a w 1970 r. już 1,04 mld zł. Szczególnie dużo eksportowano takich produktów, jak wyroby sodowe, barwniki, siarka, nawozy azotowe, farmaceutyki, kosmetyki, farby i lakiery. Zwłaszcza krajowe wydobycie siarki umocniło handlowe stosunki z zagranicą. Polska była niemal monopolistą w eksporcie siarki do krajów bloku socjalistycznego, a ponadto miała w swoim posiadaniu blisko 30% rynku w Europie Zachodniej i Afryce. W latach 70. ceny siarki mocno poszły w górę, więc wyrób ten był jednym z absolutnych hitów, bez podziału na branże, całego rodzimego eksportu. Innym topowym produktem polskiej chemii była technologia produkcji kaprolaktamu.

W 1973 r. w Tarnowie na skalę przemysłową, na bazie opracowań Instytutu Przemysłu Chemicznego w Warszawie i własnych, doprowadzono do powstania oryginalnej metody produkcji cykloheksanonu z benzenu. Proces, który otrzymał nazwę Cyclopol, stał się szlagierem w zakresie eksportu polskiej myśli technicznej.

Budowa petrochemii

Nie sposób oczywiście mówić o dobrze rozwiniętym przemyśle chemicznym bez bazy, jaką stanowi dla niego petrochemia. Po wojnie w kraju działały wprawdzie rafinerie w Jaśle (od 1888 r.), Gliniku Mariampolskim (od 1886 r), Trzebini (od 1895 r.), Jedliczach (od 1902 r.), Czechowicach (od 1907 r.), ale nie były już w stanie zmniejszyć uzależnienia naszej gospodarki od importu produktów ropopochodnych ze Wschodu. To w oczywisty sposób implikowało konieczność powołania nowego kombinatu.

W tym kontekście jest też rzeczą interesującą, dlaczego największe polskie kompleksy chemiczne zlokalizowane są akurat w tych miejscowościach, a nie innych. Za każdym razem decydowała o tym bardzo świadoma decyzja. Gdy mowa o koncernie w Płocku, czyli szóstej ówcześnie rafinerii w Polsce, choć pierwszej zbudowanej przez Polaków, to oprócz tego miasta analizowane było umiejscowienie nowej rafinerii i petrochemii w 13 innych miejscowościach: Koninie, Kole, Ostrołęce, Tczewie, Siedlcach, Wyszogrodzie, Łukowie, Małkini, Węgrowie, Wyszkowie, Lubartowie, Warce i Puławach.

Padło na Płock i tym samym pod koniec 1959 r. powołano do życia przedsiębiorstwo państwowe Mazowieckie Zakłady Rafineryjne i Petrochemiczne w budowie, które swoją oficjalną działalność rozpoczęło w styczniu 1960 r.

Alina Klocek w swojej monografii „Płocka rafineria i petrochemia w latach 1959-2000” wymienia aż 12 czynników o charakterze technicznym, ekonomicznym i społecznym, które przesądziły o wyborze tego miasta. To:

• położenie Płocka nad Wisłą – przemysł chemiczny potrzebuje ogromnych ilości wody; ok. 4-5 ton na jedną tonę ropy, a rzeka Wisła stanowi naturalne źródło zaopatrzenia w wodę,

• odprowadzanie ścieków przemysłowych do dużego zbiornika z przepływem wody, jakim jest rzeka Wisła,

• położenie na trasie rurociągu naftowego „Przyjaźń”, w Płocku zlokalizowano bowiem siedzibę Przedsiębiorstwa Eksploatacji Rurociągu Naftowego „Przyjaźń”,

• korzystne położenie geograficzne (prawie centralne) miasta w kraju, które pozwoli na bardziej ekonomiczny transport produktów naftowych na terenach centralnych i północnych oraz części wschodnich i zachodnich województw. MZRiP stały się prawie wyłącznym dostawcą produktów naftowych dla żeglugi morskiej i portów,

• dążenie do likwidacji zacofania gospodarczego i kulturalnego Mazowsza (województwa warszawskiego),

• gospodarcze wykorzystanie arterii wodnej – Wisły,

• istnienie nadwyżek i rezerw siły roboczej,

• konfiguracja terenu, słabe piaszczyste gleby i łatwość wywłaszczenia,

• właściwa róża wiatrów – 80% wiatrów to wiatry północno-zachodnie, które chronią miasto przed zanieczyszczeniami atmosfery przez MZRiP,

• zaplecze urbanistyczne i kulturalne oraz stosunkowo niski koszt osiedlenia jednego mieszkańca,

• dążenie do zahamowania dysproporcji między nadmiernym wzrostem miast największych i rozwojem miast małych oraz do przyspieszenia wzrostu miast średniej wielkości,

• dążenie do stworzenia nowego przestrzennego rozmieszczenia przemysłu w Polsce.

 

Późniejszy gwałtowny rozwój płockiej petrochemii zbiegał się przede wszystkim z budową polskiego odcinka rurociągu naftowego Przyjaźń, czyli największego na świecie systemu rurociągów, łączącego Syberię i Europę Środkową. Decyzję o jego budowie podjęto w 1958 r. na sesji RWPG w Pradze, a otwarto w 1964 r. Wtedy to pierwsze ilości ropy wypełniły zbiorniki płockich zakładów. W tym samym roku oddano też do użytku zbiorniki magazynowe, stację utylizacji gazów oraz w oparciu o licencję włoską zakończono budowę instalacji  Reformingu II i otrzymano pierwsze tony paliw. Do końca 1975 r. wybudowano i oddano do eksploatacji w Mazowieckich Zakładach Rafineryjnych i Petrochemicznych 31 instalacji produkcji podstawowej oraz 63 obiekty ogólnozakładowe, m.in. cztery jednostki destylacji rurowo-wieżowej, cztery wytwórnie reformingowe, kraking katalityczny, pięć linii oksydacji asfaltów, blok olejów smarowych, trzy linie wytwarzania siarki, blok etylenowy, butadien, polietylen wysokociśnieniowy, polipropylen, blok aromatów (benzen, toluen, paraksylen, ortoksylen), ciepłownię z trzema kotłami o wydajności 320 ton pary/godz. i trzema kotłami po 420 ton pary/godz. Ukoronowaniem tych inwestycji było oddanie w końcu 1970 r. instalacji butadienu, a w 1974 r. wytwórni polipropylenu, czyli w owym czasie najtrudniejszych technologicznie obiektów w polskiej chemii. Powstał największy kompleks przemysłowy w Polsce.

Naturalnie zbudowanie płockiej petrochemii niemal natychmiast zaczęło oddziaływać na cały krajowy przemysł chemiczny.

Uruchomienie w 1970 r. Wytwórni Olefin I pozwoliło na wyprodukowanie pierwszych ilości etylenu, co w konsekwencji doprowadziło do otwarcia instalacji tlenku etylenu, glikoli, polietylenu, polipropylenu. Od tego czasu Płock zgodnie z założeniami stał się faktyczną stolicą krajowej petrochemii. Późniejsza Wytwórnia Olefin II, którą porównywano do Huty Katowice, o zdolności pięciokrotnie przewyższającej moce pierwszej fabryki (300 tys. ton etylenu rocznie i 125 tys. ton propylenu) dała też początek intensywnemu rozwojowi innych przedsiębiorstw. Etylen z Płocka wysyłano do Zakładów Azotowych Włocławek, a polichlorek winylu i propylen do Zakładów Azotowych Kędzierzyn na tzw. syntezę oxo, tj. dla produkcji komponentów farb, lakierów i tworzyw sztucznych.

Ta kooperacja z płockimi zakładami była więc podstawą dla dalszego umacniania się obydwu przedsiębiorstw. W przypadku tego kędzierzyńskiego dała asumpt do uruchomienia 30 lat temu wytwórni alkoholi OXO (2-etyloheksanolu, izobutanolu i n-butanolu), która tuż po swoim otwarciu była jedną z trzech największych tego typu na świecie i dysponowała zdolnościami produkcyjnymi rzędu 100 tys. ton 2-etyloheksanolu rocznie; 20 tys. ton n-butanolu oraz 13,5 tys. ton izobutanolu. Więcej alkoholi OXO produkowało się wtedy jedynie w Republice Federalnej Niemiec i w Stanach Zjednoczonych. Zakłady Azotowe we Włocławku mogły natomiast, dzięki współpracy z Płockiem, uruchomić wreszcie w 1983 r., po kilku latach opóźnień, instalację PCW, czyli tworzywa, którego dzisiejszy ANWIL wyprodukował już ponad 6 mln ton.

W Kędzierzynie, aby uruchomienie instalacji odbyło się sprawnie, osoby pracujące przy budowie zostały potem zatrudnione przy eksploatacji inwestycji. Ponadto część kadry przeszkolono w Stanach Zjednoczonych, gdzie w Teksasie działała już podobna wytwórnia alkoholi OXO należąca do Dow Chemical. Zresztą opieranie się na zagranicznych licencjach i technologiach było powszechne, jeśli chodzi o kreowanie potencjału branży.

W tym kontekście zauważyć można, że powstanie Zakładów Azotowych Włocławek było poprzedzone polsko-francuskimi rozmowami rządowymi. Paryż zgodził się bowiem na kredytowanie inwestycji. Gdy w 1966 r. zapadła decyzja o wznoszeniu na Kujawach fabryki chemicznej, to miasto odwiedził ambasador Republiki Francuskiej Arnaud Wapier. W konsekwencji tego rząd PRL podpisał z tamtejszą firmą ENSA umowę licencyjną na budowę kompleksu chemicznego (z innymi firmami podpisano umowy na dostawy technologii produkcji kwasu azotowego i saletry amonowej), co było największym, jak na ówczesne czasy, kontraktem zagranicznym jaki podpisała jakakolwiek francuska firma. Co więcej, kontrakt o wartości 60 mln dol. był uznawany za drugą co do wielkości umowę gospodarczą zawartą wówczas w Europie między państwami. Sama budowa była wydarzeniem na tyle doniosłym, że doczekała się swojego filmowego udokumentowania. W 1972 r. nakręcony przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych został ponad godzinny reportaż pod tytułem „Włocławek. Kronika wielkiej budowy”.

Wyjątkiem, jeśli chodzi o brak kooperacji międzynarodowej na wielką skalę w zakresie licencji technologicznych, jest właściwie tylko Tarnów, który stawiał na rodzime rozwiązania, a gdy już zdecydował się na włoskie, to wyniknęły z tego tytułu duże kłopoty. Chodziło o wytwórnię acetylenu, na budowę której w 1959 r. zawarto kontrakt z przedsiębiorstwem Montecatini.

Historię tę przybliżył Robert Lichwała, autor szeregu publikacji o dziejach tarnowskich zakładów. W lipcu 1966 r. rozpoczęto rozruch pierwszej jednostki półspalania metanu, najważniejszej wówczas inwestycji rodzimego przemysłu chemicznego. Trudności technologiczne przy uruchamianiu tej instalacji, a w konsekwencji opóźnienia w dostawie acetylenu dla wybudowanych już wytworni polichlorku winylu i akrylonitrylu, spowodowały potrzebę pilnej budowy innego źródła acetylenu. W 1966 r. zakupiono w firmie Messer z RFN dwie kompletne instalacje do produkcji acetylenu na bazie karbidu oraz zrezygnowano z usług Montecatini przy uruchomieniu instalacji półspalania. Zdecydowano również o rezygnacji z budowy trzeciej jednostki półspalania i okresowym wstrzymaniu trwającej już budowy drugiej jednostki. Rozruch pierwszej jednostki instalacji półspalania metanu przejęli pracownicy zakładów. Licencjodawcy włoskiemu wytoczono natomiast proces w Międzynarodowym Trybunale Handlowym w Szwajcarii o poniesienie milionowych strat z tytułu opóźnień. Proces ten zakończył się pomyślnym dla Azotów wyrokiem i strona włoska musiała zapłacić odszkodowanie.


CAŁY ARTYKUŁ ZNAJDĄ PAŃSTWO W NR 6/2016 "CHEMII I BIZNESU". ZAPRASZAMY


 

Wyświetlono: 3372

Przeczytaj również

Skomentuj

Kalendarium

więcej